<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>W cały świat! &#187; sabah</title>
	<atom:link href="http://www.wcalyswiat.pl/tag/sabah/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wcalyswiat.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 17 Jan 2016 23:02:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.4.1</generator>
		<item>
		<title>Malezja, Singapur, Indonezja. Część 6: Sabah</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 Jun 2012 23:52:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Malezja]]></category>
		<category><![CDATA[azja]]></category>
		<category><![CDATA[borneo]]></category>
		<category><![CDATA[borneo stolica sabah]]></category>
		<category><![CDATA[dzioborożce palawańskie]]></category>
		<category><![CDATA[dzioborożec palawański]]></category>
		<category><![CDATA[kinabatangan]]></category>
		<category><![CDATA[kinabatangan river]]></category>
		<category><![CDATA[kota kinabalu]]></category>
		<category><![CDATA[kota kinabalu co warto zwiedzać]]></category>
		<category><![CDATA[lasy namorzynowe]]></category>
		<category><![CDATA[makak]]></category>
		<category><![CDATA[makaki]]></category>
		<category><![CDATA[malezja]]></category>
		<category><![CDATA[malezja kota kinabalu]]></category>
		<category><![CDATA[malezja sabah]]></category>
		<category><![CDATA[mangrove]]></category>
		<category><![CDATA[nosacz]]></category>
		<category><![CDATA[nosacze]]></category>
		<category><![CDATA[orangutan]]></category>
		<category><![CDATA[orangutany]]></category>
		<category><![CDATA[palawan hornbill]]></category>
		<category><![CDATA[proboscis]]></category>
		<category><![CDATA[proboscis monkey]]></category>
		<category><![CDATA[proboscis monkeys]]></category>
		<category><![CDATA[rzeka kinabatangan]]></category>
		<category><![CDATA[sabah]]></category>
		<category><![CDATA[sabah w malezji]]></category>
		<category><![CDATA[sepilok]]></category>
		<category><![CDATA[sepilok orangutan center]]></category>
		<category><![CDATA[stolica sabah]]></category>
		<category><![CDATA[słonie karłowate]]></category>
		<category><![CDATA[słonie karłowate na borneo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=1144</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html" title="Malezja, Singapur, Indonezja. Część 6: Sabah"></a>Spakowałam śpiworek, skarpetki i bluzę. Widać już brzeg i za chwilę dotrzemy na miejsce do Kota Kinabalu &#8211; stolicy regionu Sabah. Gdy wysiadłam, nagle uderzyło mnie przyjemne, gorące powietrze. Byłam tak przemarznięta od klimy, że było ono naprawdę przyjemne. Oczywiście &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html" title="Malezja, Singapur, Indonezja. Część 6: Sabah"></a><p><img class="alignleft size-medium wp-image-1155" title="zdjęcie2" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/06/zdj%C4%99cie2-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" />Spakowałam śpiworek, skarpetki i bluzę. Widać już brzeg i za chwilę dotrzemy na miejsce do Kota Kinabalu &#8211; stolicy regionu Sabah.</p>
<p>Gdy wysiadłam, nagle uderzyło mnie przyjemne, gorące powietrze. Byłam tak przemarznięta od klimy, że było ono naprawdę przyjemne. Oczywiście tylko przez jakieś 2 minuty, a później robiło się znów zbyt gorąco. Słońce ostro prażyło, było coś koło południa.</p>
<p>Podeszliśmy do dwóch dziewczyn  z chustami na głowie (tutaj to normalne) i zapytaliśmy jak się dostać do centrum. One zaczęły coś stękać, spoglądać na siebie z niepokojem i w końcu jedna powiedziała &#8222;chodźcie, pokażę Wam&#8221;, pożegnały się i poszły. To niesamowite, że ludzie mają tak mało wiary w nas &#8211; jakby trudno było wskazać konkretny przystanek, konkretną linię w którą mamy wsiąść.<span id="more-1144"></span> A może to jest właśnie ta życzliwość Azjatów, o której tyle słyszeliśmy. Poproś ich o coś i wiedz, że nie odmówią? Dziewczyna wsiadła z nami do autobusu i pomogła nam kupić bilety. Gdy wysiadała powiedziała że mamy wysiąść na następnym postoju. Podziękowaliśmy jej &#8211; najwyraźniej i tak po prostu tędy jechała. Wysiedliśmy. Idąc wzdłuż tej ulicy dochodziliśmy do Waterfront z największą ilością hoteli. Po drodze jednak zauważyliśmy McDonaldsa. To było dla nas świetne miejsce. Miało klimę, miało wi-fi. Wstąpiliśmy więc na śniadanko i przeszukiwaliśmy ofertę hoteli. Nie chciało nam się łazić &#8211; może na booking będzie jakaś dobra promocja. Dosiadł się do nas w końcu jakiś gość. Trudno nas nie sklasyfikować jako turystów, biali, otoczeni plecakami, z przewodnikami. Opowiadał o tym, że jest przewodnikiem jakbyśmy chcieli, to on bardzo chętnie&#8230; ciężko było mu przekazać, że raczej nas to nie interesuje, a produkował się przez ok 30 minut. W końcu zostawił nam swoje dane na serwetce i prosił o kontakt, gdy będziemy zainteresowani. No dobra, nie zaszkodzi wziąć namiar. Jednak nasze plany były zbyt daleko Kota Kinabalu, żeby mogły go zainteresować, a jego ceny były zbyt wysokie, by mogły nas zainteresować.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/img_3587.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic2773]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/2773__500x375_img_3587.jpg" alt="img_3587" title="img_3587" />
</a>

<p>Chodziliśmy po Kota Kinabalu i szukaliśmy hotelu. Jak zwykle wszystkie były pełne albo drogie. Zajrzeliśmy do kilku backpackerskich hoteli polecanych przez LP i gdy one okazały się być pełne skorzystaliśmy z planu B &#8211; hotel znaleziony w Booking w McDonaldsie. Wzięliśmy taksówkę i pojechaliśmy &#8211; hotel był położony daleko od tego hotelowego centrum, ale dzięki temu stosunek ceny do jakości był bardzo zadowalający. Uznaliśmy, że i tak nie zabawimy tu długo, nie będziemy wybrzydzać co do miejsca, bo znów stracimy na to cały dzień. Była niedziela, więc, jak się okazało, i tak było już za późno na Muzeum czy Meczet (główne atrakcje Kota Kinabalu). Poszliśmy więc na plażę, napić się imieninowego piwka i po prostu się nacieszyć tą pogodą, tym powietrzem i brakiem większych zmartwień niż wygrana w uno i kto ma ją zapisać. Na plaży było tylko kilka osób, w tym para turystów leżała z głową na plecakach i czytała książkę. Właściwie leżeli tak bez ruchu aż do zachodu. A tuż przed zachodem zaczęło się tu robić tłoczno. Zaczęła grać muzyka na żywo, stoliki wypełniły się ludźmi, na plaży też były tłumy &#8211; wszyscy oni czekali na zachód słońca. To niesamowite, że taka codzienność przyciąga takie tłumy na całym świecie. Było już ciemno, gdy zaczynało kropić i pojechaliśmy taksówką do hotelu.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060090.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1848]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1848__500x375_P1060090.JPG" alt="P1060090" title="P1060090" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060084.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1846]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1846__500x375_P1060084.JPG" alt="P1060084" title="P1060084" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060101.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1851]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1851__500x375_P1060101.JPG" alt="P1060101" title="P1060101" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01634.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1816]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1816__500x375_DSC01634.JPG" alt="DSC01634" title="DSC01634" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01640.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1818]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1818__500x375_DSC01640.JPG" alt="DSC01640" title="DSC01640" />
</a>

<h3>Sandakan</h3>
<p>Następnego dnia wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć na dworzec autobusowy na 9:00, następny autobus o 12:00. Bilet 43RM. Jedziemy do Sandakanu. Śniadanie jemy na dworcu. Jak zwykle noodle. Oczywiście na miejscu okazuje się, że autobus jest o 11:30. Jesteśmy już przyzwyczajeni do tego, że nikt nic nie wie. Ba, nawet na rozkładzie przy kasie są inne godziny, niż w rzeczywistości.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060111.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1854]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1854__500x375_P1060111.JPG" alt="P1060111" title="P1060111" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060112.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1855]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1855__500x375_P1060112.JPG" alt="P1060112" title="P1060112" />
</a>

<p>Autokar był prawie pełny. Tuż obok nas usiadła garstka osób, których ciche rozmowy przypominały język polski. To Czesi. Dopiero przyjechali. Było ich chyba pięcioro. Droga do Sandakanu jest dłuższa, niż myśleliśmy i wiedzie przez góry. Po drodze leje deszcz. Oglądaliśmy film, który puścili &#8211; z angielskimi napisami &#8211; całkiem dobry o jakimś najeźdźcy w Azji. W połowie drogi zatrzymaliśmy się &#8211; gdzieś w górach. Był tam targ z owocami, mini foodcoart, oprócz tego obleśna toaleta bez umywalek i inne takie.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060133.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1858]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1858__500x375_P1060133.JPG" alt="P1060133" title="P1060133" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060136.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1859]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1859__500x375_P1060136.JPG" alt="P1060136" title="P1060136" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060144.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1862]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1862__500x375_P1060144.JPG" alt="P1060144" title="P1060144" />
</a>

<p>Podróż dłużyła mi się niemiłosiernie. Gdy dojechaliśmy, to już się ściemniało, więc jechaliśmy pewnie ok 6 godzin. Standardowo &#8211; autobusy stawały poza miastem, wiedzieliśmy jednak dokładnie skąd odjeżdża autobus i ile kosztuje (ok 1 RM :) ). Czesi popatrzeli na nas jak na idiotów, gdy im powiedzieliśmy, żeby nie przepłacali za taksówkę i pojechali z nami autobusem. Mieliśmy autobus z klimatem i był Pan &#8222;kasownik&#8221;, który wisiał praktycznie na zewnątrz otwartych podczas jazdy drzwi.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/img_3598.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic2778]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/2778__500x375_img_3598.jpg" alt="img_3598" title="img_3598" />
</a>

<p>Wysiedliśmy i znaleźliśmy hotel, a później długo rozmawialiśmy o możliwości zorganizowania wycieczek. Mieliśmy nadzieję na wyspę żółwi, chcieliśmy też zobaczyć drugi ośrodek orangutanów &#8211; największy na Borneo (ale bardziej komercyjny), oraz wycieczkę po Kinabatangan River.</p>
<p>Chwilę później była u nas kierowniczka zaprzyjaźnionej agencji, z którą załatwialiśmy wszelkie szczegóły &#8211; zależało nam na tym, żeby załatwić niektóre rzeczy w krótszym czasie. Udało nam się ustalić, że orangutany lepiej zrobić na własną rękę, bo z biura turystycznego po prostu się nie opłaca. Plan był taki, że jedziemy tam rano, czekamy tam na busik, który zabiera nas prosto na wycieczkę po rzece. Tam decydujemy się ewentualnie, czy zostajemy jeden czy dwa dni. niestety opcja z żółwiami się nie udała &#8211; to bardzo ściśle strzeżony rezerwat przyrody z jednym &#8230; J E D N Y M hotelem i był już pełny w terminie, który nas interesował. Rozważaliśmy dzień później, ale wykalkulowaliśmy, że nie zdążylibyśmy (tam się jedzie w dzień i zostaje na noc &#8211; wieczorem żółwice składają jaja, małe żółwiątka biegną do wody &#8211; dzieje się magia!). No ale trudno &#8211; nie udało się&#8230; Nie chcieliśmy tego rezerwować w Polsce, bo nie było wiadomo dokładnie kiedy tam dotrzemy a tu, na miejscu&#8230; jakoś za dużo było na głowie, żeby się tym interesować wcześniej.</p>
<p>Po zorganizowaniu sobie planów na najbliższe dni w Sabah poszliśmy na zasłużoną obiado-kolację. Sandakan wyglądał bardzo ładnie, choć było tu trochę pusto. Doszliśmy do portu (chyba), gdzie nad brzegiem morza było mnóstwo restauracji ze stolikami na zewnątrz, z widokiem na wodę. Wzięliśmy kartę, i standardowo wybraliśmy coś nieco &#8222;na pałę&#8221;. Kelner tłumaczył nam wszystkie te dania, wplatając &#8222;actually&#8221; zupełnie bez sensu w angielskie zdania. Tak często, że przestałam się skupiać na tym, co chce nam przekazać i liczyłam potajemnie wszystkie &#8222;actually&#8221;. Kiedy dostaliśmy posiłek, okazało się, że jest mocno taki sobie&#8230; Paweł swojego nawet nie ruszył, twierdził, że było coś nie tak z mięsem. Zmyliśmy się stamtąd i kilka stolików dalej zobaczyliśmy wykwintną restaurację. Kelnerzy pod muszką, szwedzki stół, białe obrusy. O&#8230; arbuzy! Ja chcę arbuzy (w Polsce był środek zimy). Nałożyliśmy sobie &#8211; Paweł obiad, a my desery i zamówiliśmy kawę. Jeszcze nie zdążyliśmy wziąć gryza, a tata dostał &#8222;strzał&#8221; w czoło z lecącego olbrzymiego karalucha, który wpadł do jego talerza. Obejrzeliśmy się dookoła i zobaczyliśmy, że na podłodze jest ich tu pełno, więc na pewno łażą też po NIE PRZYKRYTYCH tackach z jedzeniem. OBLECHA!</p>
<p>Wyjaśniliśmy, że w takich wypadkach raczej nie ma mowy, żebyśmy to zjedli, spytaliśmy ile się należy, ale w odpowiedzi dostaliśmy tylko &#8222;przepraszam&#8221; i się zmyliśmy. Pawłowi odechciało się jeść. Poszliśmy jeszcze do sklepu po wodę i przekąski na jutro i poszliśmy spać.</p>
<h3>Sepilok &#8211; Centrum Rehabilitacji Orangutanów</h3>
<p>wstaliśmy późno, dopakowaliśmy graty. Musieliśmy jeszcze wymienić kasę, bo laska z agencji chciała koniecznie gotówkę (wczoraj wieczorem było już pozamykane wszystko). Plan był taki, że zostawiamy plecaki w hotelu, płacimy za wycieczki, jedziemy na orangutany sami. Później przyjeżdżają po nas busem z naszymi plecakami i jedziemy na rzekę.</p>
<p>Ja zostałam w hotelu, żeby czekać na babkę, a tata z Pawłem poszli szukać kantoru. Bardzo długo ich nie było. Kiedy kobieta z biura podróży przyszła mówiła, że będzie nam ciężko zdążyć na autobus, jak się nie pospieszymy, ale chłopaki nie odbierali telefonu. Teraz też dopiero okazało się co z wyspą żółwi &#8211; nie zdążymy. Pognaliśmy na przystanek autobusowy (był niedaleko). Stała już tam garstka Czechów, z którymi wczoraj podróżowaliśmy. Pytali czy udało nam się dotrzeć autobusem &#8211; hehe. Oprócz nich było jeszcze parę osób różnych narodowości, ale raczej wszyscy Europejczycy.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/img_3604.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic2781]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/2781__500x375_img_3604.jpg" alt="img_3604" title="img_3604" />
</a>

<p>Autobus nie przyjeżdżał, więc dogadaliśmy się z właścicielem mini busa na rozsądną cenę. Dojechaliśmy na miejsce. Równo przystrzyżona trawka, a za ogrodzeniem las równikowy. Szczerze mówiąc Sepilok nie był tak fajny jak ten wcześniejszy ośrodek &#8211; Semengoh niedaleko Kuching. Był zdecydowanie bardziej pod turystów &#8211; wiedzieliśmy to. 40 czy 50 osób stało z aparatami i wzdychało nad każdym ruchem orangutanów. Przez to robiło się coraz głośniej, a to je płoszyło. Platformy (do karmienia) były ustawione bardzo daleko od miejsca, w którym ludzie mogli stać, w przeciwieństwie do Semengoh, gdzie Orangutany były &#8222;na wyciągnięcie&#8221; ręki. Wiadomo &#8211; to niebezpieczne zwierzęta i dużą grupę trudniej upilnować. Paweł został robić fotki, a my z tatą stwierdziliśmy, że już nam wystarczy tych jedzących małp i zmyliśmy się na kawę (ble!). Paweł dołączył do nas 20 minut później. Graliśmy w UNO i czekaliśmy na nasz transport &#8211; będą za ok 2 godziny. W międzyczasie zerwała się ulewa. Świetnie to wyglądało. Wszystko w momencie zaczęło pływać. Chwilę później po deszczu już nie było ani śladu. Kurcze, spóźniają się. Początkowo to ignorowaliśmy, ale później zaczęliśmy sobie wyobrażać różne scenariusze &#8211; wzięli kasę, wzięli plecaki, w których było niemało naszych rzeczy i nie mają zamiaru tu przyjechać. Czas nam się dłużył nieubłaganie.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01660.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1821]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1821__500x375_DSC01660.JPG" alt="DSC01660" title="DSC01660" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060231.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1872]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1872__500x375_P1060231.JPG" alt="P1060231" title="P1060231" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01699.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1824]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1824__500x375_DSC01699.JPG" alt="DSC01699" title="DSC01699" />
</a>

<p>W końcu, z 20 minutowym opóźnieniem przyszła uśmiechnięta kobieta z kartką z naszymi nazwiskami. Zerwaliśmy się szczęśliwi, że nasze czarne scenariusze nie zostały potwierdzone. Uff. W Busiku już siedziała para Szwedów. Raczej rówieśników taty. Zaczęliśmy standardowe, kulturalne pogaduchy. Gdzie jedziecie, skąd wracacie, co później, co wcześniej, jak Wam się podoba itd. Od słowa do słowa doszliśmy do naszych planów na Langkawi &#8211; to ostatni nasz przystanek przed powrotem do szarej, europejskiej rzeczywistości. Ma być 3 dni plażowania. Mamy już nawet hotel.<br />
- Langkawi? Nie jedźcie tam, tam jest brzydko. Niedaleko Langkawi jest już Tajlandzka wyspa, piękna. Tam warto pojechać.<br />
- No tak, ale my mamy już hotel.. poza tym chcemy sky bridge&#8230;.</p>
<p>Bardzo nie lubię, gdy ktoś gdzieś był i mówi, że tam brzydko i mi odradza. Szczególnie, gdy wszystko już jest zaplanowane. A jak jeszcze to miejsce porównuje z innym, jego zdaniem lepszym&#8230; wrr! Szwed wyciągnął swojego iPada. Zobaczcie, tu są zdjęcia.</p>
<p>No &#8211; rzeczywiście, zdjęcia robią wrażenie&#8230;oglądamy Album &#8222;Asien 2010&#8243;. Trafiam na jakieś super zdjęcia z góry &#8211; co to? &#8211; to skybridge.</p>
<p>Wnioski z obejrzenia albumu (i pytań) są takie, że ta Tajlandzka wysepka wygląda fajnie i że może uda nam się wyskoczyć tam na jeden dzień. Dosiada się kolejna para &#8211; Niemcy/Bawarczycy. Gość zagaduje nas opowieściami o Hawanie i o tym jak jest zakochany w Kubie. Uprzedza też, żeby najpierw zwiedzić USA, bo później może być z tym problem, jak się ma pieczątki z Kuby. Fajnie się go słucha, ale jestem trochę zła, bo mam duże zaległości w dzienniku i jak ich nie zanotuję w czasie jazdy, to nie będę miała kiedy.</p>
<p>- Jedziecie tutaj na jeden czy na dwa dni?<br />
- na dwa! w jeden to nic się nie zobaczy!<br />
- my na jeden, mamy nadzieję, że uda nam się wszystko zobaczyć. &#8211; nie byliśmy jeszcze pewni, ale mieliśmy nadzieję, że tak naprawdę będzie</p>
<h3>Kinabatangan</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060274.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1882]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1882__500x375_P1060274.JPG" alt="P1060274" title="P1060274" />
</a>

<p>Dojeżdżamy na miejsce. Kinabatangan River. Wita nas jakiś zniewieściały koleś. Zaprowadził nas do naszych pokoi. Na wierzchu ładnie wygląda, ale w środku buda z dziwnym oknem, którego nie da się w pełni zamknąć. To przy rzece więc już wyobrażam sobie jak wyglądam rano, pocięta przez stado komarów. Gdy się okazało, że wszyscy inni mają normalne okna, a my mamy takie, bo chcieli nam dać trójkę załatwiamy sprawę inaczej i lądujemy w dwóch oddzielnych pokojach, z normalnym oknem.</p>
<p>Woda oczywiście zimna, ale mnie to nie przerażało &#8211; w Wenezueli była wszędzie zimna woda, ale przy takiej temperaturze to w ogóle nie przeszkadza. 15 minut odpoczynku i jedziemy nad rzekę. Wzięłam ze sobą Muggę, bez niej ani rusz.</p>
<p>Rzeka Kinabatangan to miejsce doskonałe dla wszystkich pasjonatów fauny i flory. Występują tam lasy Namorzynowe &#8211; to lasy charakterystyczne dla strefy równikowej. Powstają na płyciznach rzek. W czasie przypływu morze i rzeki przykrywa je tak, że widać tylko czubki koron drzew, w czasie odpływu odsłania się ziemia. To oznacza doskonałe warunki dla wielu zwierząt.</p>
<p>Można tu spotkać makaki (ale to akurat żadne wow), Orangutany i Nosacze (Proboscis Monkeys) &#8211; szczególnie samce charakteryzują się ogromnym, pomarańczowym nochalem, Dzioborożce Palawańskie (Palawan Hornbill) &#8211; to te ptaki z odjechanym, podwójnym dziobem. Oprócz tego można tam spotkać słonie Karłowate, które sułtan uratował przed wyginięciem, sprowadzając je z Jawy i zasiedlając na Borneo (<a href="http://kopalniawiedzy.pl/slon-Borneo-Jawa-sultan-Sulu,4707">tu więcej na ten temat</a>). Bardzo chcieliśmy te słonie zobaczyć. Niestety nasi towarzysze, głównie Szwedzi, byli bardzo dobrymi obserwatorami przyrody. Niestety, bo zauważali każdy poruszony liść, krzyczeli &#8211; &#8222;tam coś jest!&#8221; i nasz przewodnik czuł się zobowiązany zatrzymać. &#8222;O! Patrzcie! Makaki!&#8221; i wszyscy szykują się do zdjęć&#8230; no ja pierniczę, co 2 minuty mijaliśmy makaki! Moja cierpliwość była na wykończeniu, gdy przez 15 minut oglądaliśmy gniazdo Orangutana, prawdopodobnie puste, ale ktoś zauważył wystającą z niego rękę. W związku z tym próbowali go spłoszyć jakimiś dziwnymi odgłosami.</p>
<p>Widzieliśmy też kilka węży no i oczywiście Nosacze&#8230; piękne stadko! Pokazałabym Wam jak wspaniałe zdjęcia zrobiłam, ale później brakło mi miejsca na karcie i musiałam awaryjnie kasować zdjęcia &#8211; zaczęłam od tych rozmazanych&#8230; okazało się, że wycięłam w ten sposób świetny filmik. W ogóle wiele zdjęć przez przypadek tak skasowałam. Jedyne zdjęcie jakie nam zostało jest rozmazane, a nos samicy nie jest tak rewelacyjny.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060282.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1883]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1883__500x375_P1060282.JPG" alt="P1060282" title="P1060282" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060284.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1884]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1884__500x375_P1060284.JPG" alt="P1060284" title="P1060284" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060301.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1887]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1887__500x375_P1060301.JPG" alt="P1060301" title="P1060301" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060327.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1888]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1888__500x375_P1060327.JPG" alt="P1060327" title="P1060327" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01779.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1832]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1832__500x375_DSC01779.JPG" alt="DSC01779" title="DSC01779" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01780.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1833]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1833__500x375_DSC01780.JPG" alt="DSC01780" title="DSC01780" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01781.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1834]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1834__500x375_DSC01781.JPG" alt="DSC01781" title="DSC01781" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060373.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1891]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1891__500x375_P1060373.JPG" alt="P1060373" title="P1060373" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01798.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1837]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1837__500x375_DSC01798.JPG" alt="DSC01798" title="DSC01798" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060424.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1895]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1895__500x375_P1060424.JPG" alt="P1060424" title="P1060424" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060438.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1896]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1896__500x375_P1060438.JPG" alt="P1060438" title="P1060438" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/DSC01818.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1839]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1839__500x375_DSC01818.JPG" alt="DSC01818" title="DSC01818" />
</a>

<p>W powrotnej drodze zahaczyliśmy jeszcze o sklepik położony jak większość budynków w pobliżu na palach, 2 metry nad ziemią. Chciałam tam kupić kawę, żeby wreszcie napić się dobrej kawy, ale wyglądała właśnie tak, jak smakowała za każdym razem&#8230;. szczawo. Zrezygnowaliśmy. Po powrocie zjedliśmy obiadokolację. Niemcy zmyli się zaraz po kolacji &#8211; jutro wracali do kraju. Była opcja na nocne safari. Dodatkowo płatne. Po moich doświadczeniach z nocnego safari podziękowałam. Szczególnie, że było dodatkowo płatne. Później Szwedzi wrócili i się zachwycali jak dużo rzeczy zobaczyli, że nawet jakiegoś dzikiego zwierza i to był chyba tygrys! Mówili, że to był największy nasz błąd, że nie popłynęliśmy.</p>
<p>Ta, jasne! tygrys, później mówili, że puma &#8211; mogliby się zdecydować. Miny przewodnika dały do zrozumienia, że tych państwa poniosła fantazja. My w tym czasie rozegraliśmy niezłą partię w UNO i poszliśmy spać. Pobudka o 5, na poranne safari. Jednak kąpiel w zimnej wodzie nie były takie przyjemne. Było zimno, cholernie. Rano także nie mieliśmy szczęścia do zobaczenia słoni. Zabrali nas jednak na jakąś &#8222;zatokę&#8221;/&#8221;jezioro&#8221;, gdzie pięknie było słychać wszystkie ptaki świata. Tam można było się zrelaksować i po prostu posłuchać śpiewów. Można, jak się nie ma krzyczących Szwedów &#8211; tam! Tam coś jest!</p>
<p>Wróciliśmy, spakowaliśmy się i zjedliśmy śniadanie. Za chwilę wracamy. Szwedzi zostają. Ja się już nie dziwię, że im 1 dzień nie wystarcza. Nam wystarczyło. Było fajnie, ale trochę za mało intensywnie, żeby zostać tu kolejny dzień.</p>
<p>Jedziemy z kierowcą i jego dziewczyną. Pyta gdzie nas ma podwieźć.<br />
- jeszcze się zastanawiamy, damy znać bliżej Sandakanu.<br />
Spojrzał na nas nieco&#8230; zaskoczony. Jak to nie wiemy?</p>
<p>Skoro nie jedziemy na żółwie, mamy trochę więcej czasu, bo wylot z Kota Kinabalu dopiero za dwa dni, ale w Sandakanie nie chcieliśmy być, a do Kota Kinabalu czeka nas 6 godzin drogi i &#8230; czy my serio chcemy być w Kota Kinabalu? Tak, równolegle z Tajlandią, narodził się pomysł Hong Kongu, ale koniec końców rozważaliśmy dość mocno, żeby odpuścić sobie wykupiony lot i lecieć do Kuala Lumpur 2 dni wcześniej, prosto z Sandakanu. Wtedy był plan, że w Kuala Lumpur jesteśmy tylko kilka godzin i lecimy prosto na Langkawi, bez zwiedzania, ale Kuala Lumpur podobało nam się najbardziej, a tata nie widział go w ogóle. Kiedy gość ponawia pytanie o to dokąd ma jechać pytamy go jak często latają z Sandakanu samoloty do Kuala Lumpur. Pytamy, czy mógłby poczekać, żebyśmy się w tych lotach zorientowali. Zatrzymaliśmy się więc na lotnisku. Tata został z bagażami i kierowcą, my pobiegliśmy wywiadywać się co do lotów. Lot za 1,5 godziny (12:55) IDEALNIE. 380 RM/osoby + ewentualnie bagaż to kwota, którą jesteśmy w stanie zaakceptować za taką spontaniczną decyzję. Biegniemy więc z powrotem do taty i decydujemy się wspólnie. Bierzemy rzeczy, dziękujemy kierowcy i biegniemy do kas Air Asia. Później, jak rasowi pasażerowie lowcostów robimy wszystko, żeby nie trzeba było dokupywać bagażu. Największy problem ma tata, bo miał też największy plecak i najwięcej do niego zapakował, a później jeszcze te maski&#8230; Zawsze można jednak na siebie zapakować buty trekkingowe. W takich chwilach przydaje się też bluza z dużą kieszenią, której szczęśliwie jestem posiadaczką i dużo kieszeni.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/img_3611.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic2784]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/2784__500x375_img_3611.jpg" alt="img_3611" title="img_3611" />
</a>

<p>Udało się. Pędzimy na Gate&#8217;a. Mamy jeszcze czas na wypisanie kartek. Szczerze mówiąc bardzo się cieszę na powrót do Kuala Lumpur. Po pierwsze dlatego, że wreszcie idziemy poza planem i to często okazuje się ciekawsze niż próba wypełnienia planu, która w naszym przypadku wiele razy kończyła się wieloma kilometrami na darmo.</p>

<div class="ngg-albumoverview">	
	<!-- List of galleries -->
	
	<div class="ngg-album">
		<div class="ngg-albumtitle"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/azja-2012-borneo-sabah">Azja 2012: Borneo - Sabah</a></div>
			<div class="ngg-albumcontent">
				<div class="ngg-thumbnail">
					<a href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/azja-2012-borneo-sabah"><img class="Thumb" alt="Azja 2012: Borneo - Sabah" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/thumbs/thumbs_P1060284.JPG"/></a>
				</div>
				<div class="ngg-description">
				<p></p>
								<p><strong>101</strong> Zdjęcia</p>
							</div>
		</div>
	</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div> 	
</div>


<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fazja%2Fmalezja-azja%2Fmalezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/malezja-azja/malezja-singapur-indonezja-czesc-5-sabah.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Malezja, Singapur, Indonezja. Część 5: Borneo &#8211; prawie Sabah</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=borneo-prawie-sabah</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 Jun 2012 00:47:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Azja]]></category>
		<category><![CDATA[Malezja]]></category>
		<category><![CDATA[azja]]></category>
		<category><![CDATA[bidayuh]]></category>
		<category><![CDATA[borneo]]></category>
		<category><![CDATA[borneo malezja]]></category>
		<category><![CDATA[borneo sabah]]></category>
		<category><![CDATA[co warto zwiedzić w sabah]]></category>
		<category><![CDATA[co zwiedzić w sabah]]></category>
		<category><![CDATA[dajakowie]]></category>
		<category><![CDATA[dayak]]></category>
		<category><![CDATA[długie domy]]></category>
		<category><![CDATA[gdzie jest sabah]]></category>
		<category><![CDATA[iban]]></category>
		<category><![CDATA[ibanowie]]></category>
		<category><![CDATA[jak się dostać z brunei do kota kinabalu]]></category>
		<category><![CDATA[kinabatangu]]></category>
		<category><![CDATA[kota kinabalu]]></category>
		<category><![CDATA[labuan]]></category>
		<category><![CDATA[labuan hotele]]></category>
		<category><![CDATA[land below the wind]]></category>
		<category><![CDATA[longhouse]]></category>
		<category><![CDATA[malezja]]></category>
		<category><![CDATA[odprawa paszportowa brunei]]></category>
		<category><![CDATA[orang ulu]]></category>
		<category><![CDATA[ornitolog]]></category>
		<category><![CDATA[plemię iban]]></category>
		<category><![CDATA[plemiona borneo]]></category>
		<category><![CDATA[prom na labuan]]></category>
		<category><![CDATA[prom z brunei do kota kinabalu]]></category>
		<category><![CDATA[religie borneo]]></category>
		<category><![CDATA[rzeka kinabatangu]]></category>
		<category><![CDATA[sabah]]></category>
		<category><![CDATA[sabah land below the wind]]></category>
		<category><![CDATA[sabah malezja]]></category>
		<category><![CDATA[sabah w malezji]]></category>
		<category><![CDATA[wyspy malezji]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=1108</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html" title="Malezja, Singapur, Indonezja. Część 5: Borneo - prawie Sabah"></a>Cała ta Malezja to był pomysł Pawła. Znalazł jakiś tani lot i stwierdził, że czemu nie. Miała być Azja a Malezja to przecież też Azja&#8230; nie sam środek i esencja, ale jednak Azja. U mnie przez długo to było jakieś &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html" title="Malezja, Singapur, Indonezja. Część 5: Borneo - prawie Sabah"></a><p><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html"><img class="alignleft size-full wp-image-1121" title="welcome-to-kota-small" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/06/welcome-to-kota-small.jpg" alt="" width="256" height="257" /></a>Cała ta Malezja to był pomysł Pawła. Znalazł jakiś tani lot i stwierdził, że czemu nie. Miała być Azja a Malezja to przecież też Azja&#8230; nie sam środek i esencja, ale jednak Azja. U mnie przez długo to było jakieś &#8222;bardzo daleko i nie wiadomo po co&#8221;. Aż do momentu, w którym Paweł pokazał mi pewien filmik o Sabah, jednym z rejonów Borneo. Ten film dał mi dużo nadziei na bajowy wyjazd. Wyjeżdżając z Brunei cały czas o tym myślałam. Borneo, które do tej pory zobaczyłam niewiele miało z tym wspólnego. Wydawało się, że wyspa jest raczej dość surowa, a mieszkańcy dość &#8230; specyficzny. Może to ich różnorodne korzenie czy religie sprawiały, że w relacjach nie dało się odczuć spójnej tożsamości narodowej. </p>
<p><span id="more-1108"></span></p>
<p>Malezyjczycy nie mówią o sobie w kategoriach &#8222;Malezji&#8221; ani nawet Borneo, mówią o swoich korzeniach, opowiadają z jakiego plemienia są, co, zdaje się, miało również określać ich w jakichś szczególnie ważny sposób. Np. Dajakowie i Ibanowie zawsze kojarzyć się będą z łowcami głów, którzy zabijali bez litości, wydaje się jednak, że mimo niepochlebnej opinii, jeśli wywodzisz się z tych plemion, warto się tym faktem pochwalić przed turystami. Orang Ulu, żyjący w długich domach &#8211; całe plemię pod jednym dachem &#8211; mają mieć z kolei duże zdolności<!--more-->  artystyczne. Do tych rdzennych plemion dochodzi istna napływowa mieszanka kulturowa głównie Malajowie, Chińczycy, Hindusi. Całe zaś Sarawak &#8211; mimo tej różnorodności i inności, zdawało się być mocno nieokreślone.</p>
<p>Cała nadzieja w Sabah. Zanim to przeczytacie, zobaczcie film:</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="https://www.youtube.com/embed/c0SIEQ3wKZk?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Zanim jednak tam dotrzemy minie jeszcze trochę czasu. Byliśmy trochę zagubieni w tym autobusie, ale na szczęście jeden gość bardziej obeznany też chciał się dostać do Kota Kinabalu i wziął nas &#8222;pod swoją opiekę&#8221; tak jakby&#8230; Wysiedliśmy z nim w miejscu, które wskazał Danny. Tam, na tym samym bilecie zostaliśmy przejęci przez kierowcę minibusa, który stwierdził, że wyjeżdżamy za 15 minut. To świetnie, akurat kupimy coś do picia i jedzenia w lokalnym sklepie. Pognaliśmy szybko do samochodu, żeby nam nie uciekł&#8230; po spędzeniu w nim kolejnych 15 minut, kilku wyjściach, zjedzeniu chipsów itp&#8230; zaczęliśmy się niecierpliwić. W końcu nasz nowy przyjaciel pogonił towarzystwo i kierowca ruszył. Kobieta (ewidentnie Malezyjka) wstała i nagle okazało się, że nie jest zwykłą pasażerką &#8211; wzięła od nas bilety i potraktowała je dziurkaczem-kasownikiem. Tata się wtedy wyszczerzył, pokazał mi bilet (jakbym nie miała swojego ;) ) i skwitował, że dawno temu taki sam system kasowania był w Częstochowskich autobusach. Generalnie nasze nastawienie mocno się poprawiło. Przestaliśmy planować, bo na dłuższą metę to i tak nie miało sensu, cieszyliśmy się samym przemieszczaniem się i przestaliśmy oczekiwać konkretnych &#8222;zaliczonych&#8221; atrakcji. Bo, jakby nie patrzeć, od kiedy jesteśmy na Borneo, raczej mieliśmy mało &#8222;zaliczonych atrakcji&#8221;, a więcej rozczarowań. A za nami 15 dni wyjazdu. Gdy to zapisywałam w dzienniku nie mogłam w to uwierzyć. Od dawna mamy za sobą półmetek, a do powrotu do Europy zostało nam 11 dni.</p>
<p>Nasz towarzysz się denerwuje i patrzy na zegarek. Wygląda na to, że będzie nam ciężko zdążyć na prom &#8211; bo właśnie w ten sposób mamy przedostać się do Kota Kinabalu po przekroczeniu granicy. Wchodzimy do dużego budynku &#8211; są tu kasy biletowe i odprawa paszportowa. Po ok 3-4 godzinach podróży, tuż przed granicą Brunei z Malezją słyszymy &#8211; do Kota Kinabalu? Ostatni wypłynął 30 minut temu. Wracajcie do hotelu i płyńcie jutro. Jak to jutro? Mamy stracić kolejny dzień? Mamy teraz szukać hotelu, czy wracać do stolicy Brunei? Takiej opcji nie było. Czas na plan B!</p>
<p>Plan B polegał na tym, aby dostać się do Labuanu, malutkiej wyspy nad Borneo (która jest też niezłą bezcłówką) i popłynąć do Kota Kinabalu z przesiadką&#8230;. Facet nas ostrzegł, że z Labuanu już prom dzisiaj nie wypłynie, ale usłyszeliśmy, że płyną tam małe &#8222;speed boat&#8221; i można się na takie załapać. Zatem wbrew wszelkim logicznym radom kupiliśmy te bilety i poszliśmy na noodle z kurczakiem i Ice lemon tea. Nasz prom odpływał za 1,5 godziny a my mieliśmy partyjkę UNO do rozegrania. Przy okazji wolnego czasu &#8211; wiecie, że w Malezji każda toaleta (przynajmniej damska) ma dodatkowo zamontowany kranik z wężykiem, żeby można było się podmyć? To kwestia przewagi Islamu w tym kraju. W związku z tym w toaletach wręcz można było &#8222;pływać&#8221;, ale w przeciwieństwie do naszych Europejskich toalet, można mieć pewność, że podłoga jest czysta :) Przy umywalkach w babskich toaletach często stała i działała mega suszarka do butów. Całkiem to zmyślnie pomyślane. No i jeszcze &#8211; toalety &#8222;na małysza&#8221;, których tak nie mogłam znieść w podróży do Indii, tym razem wydawały mi się znaczną przewagą nad tradycyjnymi, bo właściwie w takiej podróży trzeba się zaprzyjaźnić z publicznymi toaletami&#8230; nie ma bata.</p>
<p>Ale skąd właściwie kultura podmywania? Teoretycznie czystość i te sprawy, ale wygooglałam również ciekawy tekst, z którego wynika, że przy takiej temperaturze i wilgotności używanie papieru się po prostu nie sprawdza i dochodzi do sporych podrażnień. Jeśli więc się wybieracie w takie miejsca, może warto się przygotować psychicznie do nowej metody :-)</p>
<p>Czas minął nam jak zwykle ekspresowo i stanęliśmy w wielkiej kolejce odprawy paszportowej. Ciekawostka &#8211; mieliśmy na Sabah i na Sarawak dwie oddzielne wizy. Mimo, że to ten sam kraj i można się dostać z jednego miejsca do drugiego pomijając ten cały cyrk z Brunei.</p>
<p>Płynęliśmy drugą klasą. Nieco &#8222;niżej&#8221;, trochę jak w Tytanicu. Nikt nas nawet nie spytał, ale okazało się, że pierwsza klasa kosztuje aż 1 ringgita więcej! Na pokładzie na dole było cholernie gorąco, brakowało powietrza. Marzyłam o tym, żeby otworzyć okienko, ale było nieotwieralne. Zajęliśmy miejsca z przodu &#8211; akurat trzy w jednym rzędzie. przed nami już tylko jakieś drewniane półki i trochę więcej miejsca niż z tyłu. Akurat, żeby położyć plecaki. Druga klasa była całkowicie wypełniona. Siadłam na plecaku oparta o szafki, przodem do chłopaków, a z mojego fotela zrobiliśmy&#8230; nic innego jak stół do UNO! Podróż trwała jakieś 3-4 godziny &#8211; przynajmniej szybko nam mijał czas. Gdy dopłynęliśmy do Labuanu zachodziło słońce. Rozglądaliśmy się za jakimiś łódkami, które mogłyby nas zabrać do Kota Kinabalu i prawdopodobnie jeden prom &#8222;pracowniczy&#8221; przeleciał nam koło nosa (ale i tak pewnie by nas nie zabrali). Nie było też śladu małych łódek, które to powinny dać się złapać. Kolejka do odprawy paszportowej nr 2 była znacznie większa niż ta w Brunei. Do tego nie dostaliśmy na pokładzie karteczek/formularzy imigracyjnych, więc trzeba było je teraz na szybko zdobyć i wypełnić. Było tak gorąco, że ręka kleiła mi się do tych kartek niemiłosiernie. Było już na tyle ciemno, że ledwo widziałam tę kartkę. Kiedy skończyłam wypisywać, ustaliliśmy, że i tak jesteśmy na szarym końcu tej kolejki i wyszliśmy na zewnątrz budynku pooddychać świeżym, bardziej rześkim powietrzem. Patrzyliśmy na zachód i na odpływające ostatnie łódki w porcie. To by było na tyle. Jesteśmy skazani na Labuan.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060066.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1840]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1840__500x375_P1060066.JPG" alt="P1060066" title="P1060066" />
</a>

<p>Nasz nowy towarzysz w międzyczasie dzwonił do swoich znajomych, u których miał załatwiony nocleg, a oni podobno czegoś nam pomagali szukać. My mieliśmy swój przewodnik i mieliśmy plan szukać jak zwykle, ale on jakoś bardzo nalegał na pomaganie nam i ciężko było mu powiedzieć, że tej pomocy nie potrzebujemy. Cośtam ustalał z Pawłem, bo uznał go za lidera grupy (zresztą całkiem słusznie, Paweł dzielnie sprawował się na stanowisku kierowniczym :) ). Powiedział, żeby iść za nim, więc szliśmy, a jednocześnie zastanawialiśmy się co my właściwie robimy.<br />
- Paweł, czemu my właściwie za nim idziemy?<br />
- Ja nie wiem&#8230; ja go nie rozumiem&#8230; nie wiem co ten gość chce! &#8211; zalamentował<br />
- To przestańmy za nim iść. &#8211; pomysł wydawał się bardzo prosty, bo gość gnał jak szalony i był jakieś 200 metrów przed nami, prawie jakby chciał nas zgubić. Stanęliśmy. Zaczęliśmy coś regulować przy plecakach, coś montować, coś wyciągać. Kątem oka widziałam, że nasz przyjaciel również stoi i czeka.<br />
- No dobra, to chodźmy do niego i spytajmy o co mu właściwie chodzi! &#8211; kolejny pomysł wydawał się równie dobry, ale gdy tylko ruszyliśmy facet ruszył znów, a dystans między nami się nie zwiększał. My stawaliśmy, on stawał. My ruszaliśmy, on ruszał.</p>
<p>Postanowiłam zwiększyć tempo, szłam bardzo szybko i w końcu udało mi się go dogonić<br />
- Przepraszam, bo trochę się pogubiliśmy i chyba nie do końca rozumiemy co właściwie robimy? Mamy iść za Tobą?<br />
- No tak, pokażę Wam hotel, zadzwoniłem do nich i mają dla Was pokój.<br />
- Aha&#8230; daleko to?<br />
- Nie, tuż za rogiem.</p>
<p>Zdecydowaliśmy, że skoro już tyle przeszliśmy, to idziemy. Wprowadził nas do recepcji, po czym wytłumaczył plan na jutro: &#8211; Musicie wstać bardzo wcześnie, nie później niż o 6:30, rano będzie prom o 8:30, ale trzeba być przynajmniej godzinę wcześniej, żeby się na niego załapać. Ja będę na tym dworcu koło 7:30 i tam się spotkamy, ok?<br />
Potwierdziliśmy, chociaż już naprawdę mieliśmy gość gonienia jakiegoś dziwnego gościa. Mimo, że naprawdę nam pomagał. Później dziewczyna z recepcji zaprowadziła nas na górę. Szliśmy długo po schodach i w końcu pokazała nam pokoje. Nasz pokój był bardzo duży. W jego roku znadowało się małe pomieszczenie z dykty, z niskim sufitem, w tym pomieszczeniu (można by powiedzieć &#8211; szafie) był kibelek, umywalka i standardowy, Malezyjski prysznic &#8211; czyli słuchawka podwieszona nad kiblem.<br />
- I jak ja mam wziąć prysznic? Stanąć na kiblu? &#8211; skwitował tata.</p>
<p>Podziękowaliśmy pięknie i poszliśmy dalej, choć szczerze Wam powiem, że to przebieranie w hotelach wkurzało mnie najbardziej. Szkoda mi było energii i czasu na miejsce, w którym i tak będzie syf, i tak będą karaluchy, ale będzie to trochę mniejszy syf z trochę lepszą łazienką. Choć w sumie ciężko mi stwierdzić jak zniosłabym noc w takim pokoju, to wierzę głęboko, że zniosłabym dobrze. W Indiach znosiłam gorsze rzeczy i nikt mnie o to nie pytał. Po rannej pobudce o 7 i całym dniu na nogach/w podróży, łażenie za hotelem to była ostatnia rzecz, na jaką miałam ochotę. A tutaj jeden hotel, drugi hotel, trzeci hotel. Wszystkie fatalne i wszystkie PEŁNE. Od czasu do czasu trafiał się jakiś zgrabny pokoik, ale wtedy od progu witały nas ogromne karaluchy, smród i inne ciekawe wystroje pokoju.</p>
<p>I kiedy już zleźliśmy pobliskie ulice wzdłuż i wszerz i czuliśmy w kościach, że nie ma dla nas ratunku, zaczęłam marzyć o pokoju załatwionym przez naszego przyjaciela. Wchodziliśmy w strefę drogich, 4-5 gwiazdkowych hoteli. Piękne gwiazdki oczywiście nie odstraszały karaluchów &#8211; przynajmniej na zewnątrz, bo żadnych pokoi nie udało nam się obejrzeć. Od progu słyszeliśmy, że jest pełno i żeby spróbować obok.</p>
<p>Trafiliśmy w końcu do jednego hotelu, który wyglądał baaardzo ładnie i baliśmy się, że będzie dla nas za drogi. Znów full. Na recepcji siedziała dziewczyna i chłopak. Młodzi. Bardzo uprzejmi. Wyjaśnili, że &#8211; tym razem w Labuanie &#8211; są jakieś targi czy inny business meeting, więc generalnie wszystko jest zajęte i że może jeszcze gdzieś tam, dwie ulice dalej, niedaleko&#8230; Już mieliśmy wychodzić, ale jak to się mówi, kto nie ma w nogach ten ma w głowie (czy jakoś tak) i ostatkiem sił zagadałam. Wyciągnęliśmy przewodnik i spytałam czy może tam zadzwonić i spytać, czy mają wolne. Nie mają. To może tu? Tu też nie. O, a ten hotel? To był jeden z tych, który mieliśmy zaznaczony jako najlepszy wybór. Dziewczyna się zaśmiała. Marina? Właśnie tu jesteście. Młodzi zaczęli główkować i obdzwaniać znajome hotele. Kiedy znalazł się jeden, który nam poleciła za przystępną cenę (jak na obecną, krytyczną sytuację) i przystępne warunki lokalowe, dziewczyna zamówiła też dla nas taksówkę, która zawiozła nas, jak się okazało wcale nie tak blisko, jak nam się wydawało. W recepcji kobieta uprzedziła, że nie ma żadnych dodatkowych ręczników ani super wypasów. Mimo wszystko wypas był niezły, bo było prawie czysto, była i działała klimatyzacja, a łazienka była duża i z oddzielną &#8230; wanną. Rano zauważyliśmy największy atut tego hotelu. Wspaniały widok na morze. A to oznacza również, że mamy super blisko do portu, z którego złapiemy łódkę.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/P1060068.JPG" title="" rel="lightbox[singlepic1841]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1841__500x375_P1060068.JPG" alt="P1060068" title="P1060068" />
</a>

<p>Naszego przyjaciela nie było. Może to i lepiej? Siedzieliśmy w porcie, była 7:00 i okazało się, że kasy są czynne od 8&#8230; a może nawet od 8:30. Po co nam kazał być tak wcześnie? Kiedy tylko otworzyły się sklepy poszłam rozejrzeć się za jakimś symbolicznym drobiazgiem. Dziś Mirosława, imieniny taty. On chyba stracił poczucie czasu, bo był nieco zaskoczony. Później kupiliśmy bilety na prom. Tym razem pierwsza klasa. Z tego co pamiętam, były znacznie droższe niż te na Labuan. No pewnie, że były &#8211; nikt tu nie chce jeździć, a kto przyjedzie, za wszelką cenę chce się stąd wydostać! Ta wyspa nie kojarzyła mi się z niczym dobrym.</p>
<p>W pierwszej klasie był telewizor, na którym leciały filmy, więc mimo planów dosypiania, za-oglądałam się, bo to dobre filmy były ;-) i teledyski jakichś gwiazdek wietnamskich. Całkiem to fajne i od zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć:</p>
<p>http://www.youtube.com/watch?v=QKBFPLXrsIA</p>
<p>W pierwszej klasie klima mroziła jak szalona. Ubrałam się w bluzę, założyłam skarpetki i w końcu zawinęłam się w mój mini-śpiwór (czyli bawełniany wkład do śpiwora, który generalnie w takich upałach i tak był zazwyczaj zbyt ciepły). Wyszłam ze zmrożonym nosem. Nigdy nie pojmę, jak Ci ludzie mogą się katować takimi różnicami temperatur. Po Kolejnych kilku godzinach (dwa filmy, czyli minimum 3 godziny) wyszliśmy w Kota Kinabalu. Sabah zapowiadało się tak, jak na obiecanym filmie. Wreszcie żółte brudne morze zastąpiły piękne, turkusowe i przezroczyste wody. To dobry znak!</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/azja-2012-borneo-sabah/welcome-to-kota-kinabalu.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic2600]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/2600__700x700_welcome-to-kota-kinabalu.jpg" alt="welcome-to-kota-kinabalu" title="welcome-to-kota-kinabalu" />
</a>

<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fazja%2Fborneo-prawie-sabah.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/azja/borneo-prawie-sabah.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
