<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>W cały świat! &#187; wenezuela</title>
	<atom:link href="http://www.wcalyswiat.pl/tag/wenezuela-2/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wcalyswiat.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Sun, 17 Jan 2016 23:02:07 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.4.1</generator>
		<item>
		<title>Wenezuela Część 5: Delta Orinoco</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wenezuela-czesc-5-delta-orinoco</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 04:32:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[delta orinoco]]></category>
		<category><![CDATA[indianie z orinoco]]></category>
		<category><![CDATA[kapibara]]></category>
		<category><![CDATA[kapibary]]></category>
		<category><![CDATA[orinoco]]></category>
		<category><![CDATA[orinoco eco camp]]></category>
		<category><![CDATA[orinoco river]]></category>
		<category><![CDATA[rzeka orinoco]]></category>
		<category><![CDATA[tukany]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=731</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html" title="Wenezuela Część 5: Delta Orinoco"></a>Jedziemy z kolejnym gościem, który ni w ząb angielskiego&#8230; W kwestii działających zegarów i wskaźników w samochodzie mamy już 4:3 dla działających. Nieźle! Dzisiaj w Polsce jest Święto Niepodległości, a my z Pawłem mamy 8-mą rocznicę. Spędzamy ten dzień dosyć &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html" title="Wenezuela Część 5: Delta Orinoco"></a><p><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html"><img class="alignleft size-medium wp-image-1162" title="wene-orinoco-girl" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/wene-orinoco-girl-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" /></a>Jedziemy z kolejnym gościem, który ni w ząb angielskiego&#8230; W kwestii działających zegarów i wskaźników w samochodzie mamy już 4:3 dla działających. Nieźle! Dzisiaj w Polsce jest Święto Niepodległości, a my z Pawłem mamy 8-mą rocznicę. Spędzamy ten dzień dosyć nietypowo. Za oknem (samochodu) robi się szaro i co jakiś czas widać błyski &#8211; już przestajemy się zastanawiać, czy to burza w oddali, czy efekt Catatumbo.</p>
<p>Przejeżdżamy obok gwardii narodowej i &#8211; ponieważ mamy przyciemniane szyby &#8211; kierowca grzecznie otwiera wszystkie, żeby gwardzista miał wgląd w zawartość. Nachyla się i coś pyta. Tamten coś odpowiada. Przez chwilę dopada mnie myśl, że jeszcze nam brakuje przeszukania bagażu. Na szczęście chwilę się na nas pokrzywił i nas puścił.<br />
<a href="http://g.co/maps/c4ea9" target="_blank">Zobacz mapę z wyprawy</a></p>
<p><span id="more-731"></span></p>
<p>Dziwna sprawa z tą gwardią narodową. Jaki to ma cel? Zapewnienie nowych miejsc pracy? Bo przecież nie bezpieczeństwo&#8230; Jest krytykowany w świecie, ale w dużej mierze powodem jest polityka anty-USA. W Internecie zaś chodzą pogłoski, że Wenezuelczycy go lubią, bo robi dla nich dużo dobrego. W końcu nie wybieraliby go na prezydenta, gdyby było inaczej&#8230; a może jednak? Pytaliśmy kiedyś jednego z Wenezuelczyków co myśli o Chavezie. Przez chwilę milczy, ale później przyznaje, że jest przeciwny jego polityce i spytany dlaczego zaczyna się wściekać:<br />
- <em>Wenezuela jest kojarzona z dużą przestępczością. Szczególnie w dużych miastach. Skoro Chavez tak kocha swoich ludzi, dlaczego nic z tym nie robi? Żyjemy z turystyki, lubimy turystów, ale oni nie chcą przyjeżdżać do naszego kraju bo się boją&#8230; Policjant zarabia u nas 1500 bolivarów / miesiąc. Jak ma wyżywić za to czwórkę dzieci?</em> (Tani obiad to ok 30BsF). <em>No to gdy pojawia się okazja i ma do wyboru wsadzić np. handlarza narkotykami, albo wziąć 200 Bsf, wybierze 200 Bsf.</em><br />
- No dobrze, ale skoro ludzie go nie popierają, to czemu na niego głosują?<br />
- <em>Demokracja? A co to za demokracja jeśli idę głosować, a nade mną stoją ludzie Chaveza i patrzą mi przez ramię co zakreślam? To są wolne wybory?</em><br />
Opowiada o tym, że- jak to w demokratycznym państwie &#8211; można zrobić referendum, żeby odwołać prezydenta. Potrzebują 12 milionów podpisów, żeby go odwołać. Na listę wpisało się 3 miliony. Te 3 miliony teraz mają ogromny problem. Nie dostaną pracy, nie dostaną kredytu, nie dostaną mieszkania, bo są na liście. Żeby dostać mieszkanie, pracę, kredyt, załatwić cokolwiek &#8211; trzeba być w partii.<br />
<em>- Chavez zrobił sporo dobrego, ale więcej złego&#8230;</em></p>
<p>Słuchaliśmy tych opowieści i czuję się, jakbym słuchała moich rodziców opowiadających o Polsce z czasów, kiedy mnie jeszcze na świecie nie było. O PRLu, o partiach, o władzy, która kontrolowała wszystko. Mamy nadzieję, że Wenezueli też się uda.</p>
<p>Nasz kierowca zatrzymał się na środku drogi. O co chodzi? Nie powiedział, bo przecież nie zna angielskiego. Za to przywitał się z drugim kierowcą, który nas &#8222;przejął&#8221;. Dojechaliśmy z nim do samej Orinoco. Miejscowość San Jose de Buja. Widać, że lokalny, bo trąbił, machał i witał się z ludźmi z wioski. Było już ciemno a my wsiadaliśmy do motorówki. Była lekka panika, bo się okazało, że facet ma tylko latarkę w ręku i od czasu do czasu sprawdza sobie &#8222;wyrywkowo&#8221; niektóre miejsca. Ja jednak byłam pewna, że zna drogę na pamięć i wie, czego się spodziewać. Czułam na twarzy chłodne powietrze i było mi przyjemnie. Płynęliśmy tak z 20 minut manewrując między zakolami rzeki, krzakami i mieliznami. Od czasu do czasu w oczy rzucały nam się czerwone oczy kajmanów. W końcu w oddali zauważyliśmy światełka odbijające się od tafli wody. To były pochodnie zapalone w naszym obozie. Rany jak tu ślicznie!!! Byłam pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Wysiedliśmy na drewniany pomost i wtedy okazało się, że cały obóz jest na drewnianych pomostach.</p>
<p>To właśnie z od takich domów na palach wywodzi się nazwa Wenezuela, czyli Mała Wenecja. Nazwy tej użył kompan Krzysztofa Kolumba &#8211; Alonso de Ojeda.<br />
.<br />
- Hello my friends! My name is Jamil and I am your guide.<br />
później zaczął coś o tym, żebyśmy się nie przejmowali, że oni zaniosą nasze bagaże i w końcu, gdy im powiedzieliśmy, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni dali nam spokój ;-)</p>
<p>Pokazali nam nasze &#8222;pokoje&#8221; &#8211; cały kamp na balach, między pokojami &#8222;ścieżki&#8221; jak pomosty, a pod nami woda i roślinność rzeki Orinoco. Pokoje to były pomosty około 3&#215;4 metry z dachami ze &#8222;strzechy&#8221; palmowej od strony obozu zasłonięte wielkimi liśćmi, które również stanowiły drzwi, z drugiej zaś nie było nic &#8211; czyli wielkie okno. Cały Orinoco Eco Camp tak wyglądał. Pokazali nam łazienki i uprzedzili, żeby do mycia zębów używać wody z baniaka (w prysznicach była woda z rzeki). Wróciliśmy do kuchnio-jadalnio-salonu, gdzie palił się grill, a przy stolikach i na fotelach (!) siedzieli różni ludzie. Turyści oczywiście. Rozmawiali głównie po angielsku, ale udało nam się również usłyszeć jakieś słowiańskie dźwięki.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030699.jpg" title="Pokój w Orinoco Eco Camp" rel="lightbox[singlepic568]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/568__500x375_p1030699.jpg" alt="Domek/pokój" title="Domek/pokój" />
</a>

<p>Wśród pracowników Orinoco Eco Camp od razu rzuca nam się niepozorna, bardzo blada blondyneczka. Myśleliśmy początkowo, że to jedna z turystek i dziwiliśmy się, że majstruje przy grillu. To Brytyjka, na oko 22 lata, studentka. Wyjechała do Ameryki Południowej na wolontariat. Początkowo przez miesiąc siedziała w jakimś ośrodku w Peru, teraz jest tu. Na pytanie co planuje później odpowiada, że wraca do domu na święta. No tak! Przecież mamy listopad! Paweł pyta ją, czy w tych chatkach jest bezpiecznie &#8211; przecież mogą wejść jakieś węże.<br />
- Aaa, tak. Jak zobaczysz węża to go nie dotykaj. Na pewno jest jadowity. &#8211; odpowiada z uśmiechem.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030700.jpg" title="Orinoco Eco Camp" rel="lightbox[singlepic569]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/569__500x375_p1030700.jpg" alt="Orinoco Eco Camp" title="Orinoco Eco Camp" />
</a>

<p>Wróciliśmy do pokoju, gdzie zanieśliśmy swoje rzeczy i dokładnie go obejrzeliśmy. Normalne łóżko z całkiem schludnie wyglądającą moskitierą. Widok na Orinoco i słychać nocne zwierzęta: świerszcze, ptaki, żaby. Na ścieżkach właśnie wspomniane wcześniej pochodnie. W salonie wiszą 3 hamaki &#8211; Paweł od razu zajmuje jeden z nich. Są tutaj 2 psy i jedna udomowiona kapibara (!!!) jeszcze młoda. Jak się później okaże, są również 2 koty, ale niezbyt przyjacielskie. (Nie dziwię się &#8211; co byście zrobili, gdyby gryzoń był 3 razy większy od Was?). Czekaliśmy na kolację i zaczęliśmy rozmawiać z jakimś starszym małżeństwem z Holandii, którzy sobie mieszkają na jednej z wysp z Antyli Holenderskich (chyba Curaçao) i przyjechali na Orinoco na wycieczkę fakultatywną.<br />
Poszłam po coś do pokoju i bardzo się zdziwiłam, bo przed wejściem do niego stały oba psy i ujadały zaciekle. Już złodziej??? Miałam przy sobie tylko aparat, więc nim postanowiłam poświecić, ale zrobiłam to dość nieumiejętnie i tylko się oślepiłam błyskiem flesza. W środku mogło być wszystko: od złodzieja, po węże i inne stworki rzeczne. Wchodzę! Ewidentnie psy się bały sto razy bardziej &#8230; mojego plecaka, którego cień wyglądał rzeczywiście groźnie.</p>
<p>Na kolację znów kurczak z grilla z arepą. Śniadanie jajko lub jajecznica, kolacja kurczak, to wszystko z arepą.. ileż można! Po kolacji byłam bardzo zmęczona i czułam, że choroba mnie rozkłada. Wzięłam tabcin i położyliśmy się spać. Było mi cholernie zimno, mimo bluzy i skarpetek. Dobrze, że miałam ze sobą wkład do śpiwora to jak w niego weszłam zrobiło się w końcu wystarczająco ciepło. Rano do tych objawów doszedł dużo gorszy &#8211; żołądkowy. Zdecydowałam, że nie jadę oglądać tukanów. Paweł miał więc zadanie robić zdjęcia i mi opowiadać. Leżę w łóżku, wzięłam tabcin, nifuroksazyd, stoperan i smectę i czekam, aż zacznie działać. Przynajmniej wiem, że pieczołowite przygotowanie apteczki nie poszło na marne&#8230; Ale Paweł chyba trochę panikuje &#8211; dopytuje czy mam dreszcze, bo podejrzewa malarię. W Wenezueli raczej nie występuje, ale biorąc pod uwagę, że komary kochają mnie ponad życie jest to prawdopodobne. Nawet użycie bardzo mocnego środka powyżej 50% deetu nie dawało mi żadnych gwarancji. Moje stopy wyglądają strasznie. Dolne partie są pokryte malutkimi bąbelkami &#8211; stawiam, że to mrówki. Później już standardowo komary i takie duże bąble z Canaimy &#8211; nie wiem po czym. Łydki &#8211; oczywiście komary oraz maleńkie czerwone kropki po puri puri. W tych rejonach są jeszcze czarne muchy &#8211; nie wiem jak gryzą, bo już ciężko mi rozpoznać, ale gryzą na pewno. Są wyjątkowe, bo zamiast bać się dymu &#8211; lgną do niego, ale są aktywne tylko w dzień, więc jak przychodzi wieczór można spokojnie zadymić obóz, żeby odstraszyć komary. Kładę się spać, liczę jeszcze, że za godzinę obudzę się zdrowa.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030703.jpg" title="Pokój w środku" rel="lightbox[singlepic571]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/571__500x375_p1030703.jpg" alt="weneart5 pokój w środku" title="weneart5 pokój w środku" />
</a>

<p>Na śniadanie jajecznica z tłustą arepą i fasolą. No to dzisiaj bez śniadania.Postanowiłam jednak pojechać na wycieczkę łódką. Płyniemy, ale jest raczej nudno &#8211; albo przynajmniej nie ma wiele nowych rzeczy&#8230; W końcu dopływamy do jakiegoś młodzieniaszka z małym kajmanem na sznurku.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030711.jpg" title="Kajmanek" rel="lightbox[singlepic573]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/573__500x375_p1030711.jpg" alt="weneart5 kajmanek" title="weneart5 kajmanek" />
</a>

<p>Dzieci Indian nie mają obowiązku chodzić do szkoły. To, co muszą umieć nauczą się w domu &#8211; jak wypleść hamak, zbudować chatkę, canoi, wiosło, jak złapać tukana w sieć. Chavez zachęca te dzieciaki darmowymi obiadami.</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/GBnZ-bry5rc?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Podczas naszej podróży zaczyna szybko i intensywnie padać deszcz. Rozłożyliśmy folię i po 3 minutach można było ją już złożyć&#8230; To się nazywają deszcze! Później odwiedzamy kolejnych Indian. Na błotnistym podłożu porozrzucane są patyki, żeby można było po nich chodzić. Na Palach stoi mostek 5&#215;5 metrów i tam siedzi cała rodzinka &#8211; na podłodze i na hamakach. Dziewczynki (ok 5-10 lat) pozują do zdjęć. Jamil pokazuje nam schwytane w klatce tukany, na ziemi papuga ze związanymi skrzydłami i jedna martwa, ale ta martwa już raczej nie nadaje się do spożycia. W innym miejscu Jamil pokazuje nam jak Indianie wdrapują się na drzewo, żeby założyć pułapkę na ptaki. Mają tak umięśnione stopy, że otaczające drzewo wyglądają jak drugie dłonie. Są zdecydowanie szersze niż nasze i bardziej zwinne.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030800.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic587]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/587__500x375_p1030800.jpg" alt="weneart5 w hamaku" title="weneart5 w hamaku" />
</a>

<p>Dni na Orinoko mijają mi raczej leniwie i są krótkie &#8211; o 17 zaczynają gryźć komary i marzę tylko o tym, żeby wrócić pod moskitierę. Przed 5tą na zewnątrz czeka mnie to samo, więc nie wstaję, jeśli nie muszę. Poziom Orinoco zmienia się co 6 godzin &#8211; raz za &#8222;oknem&#8221; mam błoto, innym razem rzekę. W drodze do łazienki kręci się piękny, ogromny błękitny motyl. Chcę go sfotografować, ale to graniczy z cudem. Dni i wydarzenia mieszają mi się, z powodu choroby. Mam już dość wyjazdu i chcę wracać do domu, ale wyłącznie z powodu komarów. Jestem tak pogryziona, że budzę się w nocy na drapanie, nogi mam całe w strupach. Nic nie dają muggi i inne repelenty (przed), nic nie daje fenistil (po). (Po prawie dwóch miesiącach, w trakcie opisywania wydarzeń nadal mam, choć nieliczne, ślady ugryzień).</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/39COc0_MmGM?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Wieczorem w drugi dzień pojawiają się &#8222;nowi&#8221;. Wśród nich małżeństwo Polaków z Warszawy (Romek i Marzena) i 4 Rosjan. Przywieźli ze sobą rum i colę. Mają wakacje na Margaricie, a ta wycieczka to taki fakultet. Po krótkim zapoznaniu słyszę Marzenę: jestem załamana, jak tu mieszkać w takiej norze? Muszę się napić..</p>
<p>A ja zaczynam się zastanawiać nad tym wszystkim, bo moje wrażenia euforyczne &#8222;jak tu pięknie&#8221; również były szczere. Uważam, że ten camp jest rzeczywiście największym luksusem, jaki mieliśmy podczas całego pobytu. Jest zachowany w odpowiednim klimacie, pozwalającym poczuć wszystkie uroki Delty Orinoco, ale jest też najbardziej komercyjny &#8211; dopieszczony pod wygodę turystów i mało przypominający realia. Zresztą realia (mieszkać jak tambylcy) byłyby dość załamujące.</p>
<p>Chłopaki jeżdżą na wycieczki, ale wracają zazwyczaj z hasłem &#8222;nic nie straciłaś&#8221;. Pewnie nie chcą robić mi przykrości, bo rzeczywiście marnie bym się sprawdzała w takim stanie. Na śniadanie ciągle jajecznica albo sadzone i arepa, na kolację sałatka z tuńczykiem i świeże owoce&#8230; Decyduję się na arepę, żeby zjeść cokolwiek. Oni na wycieczce zajadali lokalne słodycze &#8211; w ramach podziękowań od jednej turystki za słodycze z Europy:</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/inp7-6sWTl4?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>To larwy termitów&#8230; czy oni naprawdę je jedzą? Spójrzcie Jamila:</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/sc52qRsW6wQ?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Indiańska zabawka:</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/4hw9ajd2npY?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Jamil, nasz przewodnik ma 29 lat i z dumą pokazuje nam swojego wnuczka &#8211; na oko półrocznego. Spojrzał któregoś razu na Kubę:<br />
- podobają mi się Twoje okulary&#8230; wiesz, tutaj jest dżungla i nie mamy takich&#8230; Może chciałbyś się wymienić? Przywiózł bym ci w zamian jakiś ładny prezent z dżungli. Kuba skłamał, że to prezent i jest do nich emocjonalnie przywiązany. Przecież nie da mu Ray Banów ;)</p>
<p>Innym razem, kiedy zostałam w obozie wyłącznie z pracownikami Eco Campu usłyszałam rozmowę, między Brytyjką, która jest tam na wolontariacie a Victorem, przewodnikiem.<br />
- Bardzo mi się podoba to, co masz (ipod)&#8230; Bardzo chciałbym taki mieć&#8230; tutaj w dżungli nie kupię nigdy nic takiego, ale Ty w Anglii pewnie bez problemu dostaniesz to w każdym sklepie. Może się wymienimy? Dam Ci za to jakiś ładny prezent z dżungli (to chyba typowy tekst :))) ) &#8230; na przykład ręcznie wyplatany hamak..</p>
<p>Dzień mija mi bardzo miło i leniwie, czuję się już lepiej. Bujam się w hamaku, gdy tylko zwieszę rękę w dół od razu podbiegają psiaki na głaskanie. Wystawiają brzuszki. Jeśli nie one, to przychodzi kapibara, która wydaje dziwne mrucząco-piszczące odgłosy. Trzeba przy niej uważać na buty i spodnie, bo zjada. Z radością też ssie palec, gdy tylko jej się na to pozwoli.</p>
<p>Jest tutaj pólka z książkami w różnych językach &#8211; chyba zostawiają je turyści. Zauważam gazetkę o mustangach, na okładce o Polskim Klubie Mustang i Mustang Race 2011. Artykułu nie rozumiem do końca, ale są nazwy miejscowości przez które Mustang Race przejeżdżał i ksywki znajomych. Robię zdjęcia &#8211; będą zachwyceni. W upalny dzień nagle zaczyna lać rzęsisty deszcz. leżę w hamaku i patrzę jak strugi deszczu spływają po strzechowych dachach. Powietrze się robi niezmiernie przyjemne a widok deszczu cudownie relaksuje.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/p1030839.jpg" title="Deszcz " rel="lightbox[singlepic593]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/593__500x375_p1030839.jpg" alt="weneart5 Deszcz w Orinoco Eco Camp" title="weneart5 Deszcz w Orinoco Eco Camp" />
</a>

<p>Chłopaki wrócili &#8211; dziś wycieczka jechała na spacer po dżungli. Wzięli w tym celu kalosze. Ale kilka osób z grupy jest cała w błocie &#8211; Kuba wpadł po pas, jednej Niemce but się zatrzymał i stanęła w skarpetce a Rosjanin, który nie rozumie za bardzo po angielsku nie posłuchał (z wiadomych względów) ostrzeżeń Jamila, żeby ostrożnie stawiać stopy, bo jest niebezpiecznie i można się nadziać na skorpiona albo węża i zaczął z impetem wymachiwać swoją nową maczetą i biec do przodu, wyprzedzając grupę. Gdy się przewrócił Jamil stwierdził, że to zbyt niebezpieczne i wrócili.</p>
<p>Dziś na obiad ryż, więc jestem szczęśliwa, bo wreszcie się najem i nie będzie zagrożeń dla mojego żołądka. Przyjechała nowa grupa, a my wyjeżdżamy po obiedzie, więc jest tutaj naprawdę dużo ludzi. Większość z nich to chyba Brytyjczycy.</p>
<p>Wracamy łódką i wiem już, że zbliża się koniec wycieczki. Wracam myślami do wszystkiego, co zobaczyłam starając się to jakoś podsumować w głowie, ale jest to bardzo trudne. Wszystko co widziałam, było tak odmienne i budziło tak różne emocje, że ciężko to określić. Pytam, który element wycieczki podobał im się najbardziej &#8211; odpowiadają że Los Llanos albo Canaima. Ja wtedy stawiałam na Los Llanos, ale teraz po miesiącu już nie jestem pewna.Widziałam morze, i góry, ogromne jezioro irzeki i pustynię. Niezwykłe wodospady i błyskawice na niebie. Niebezpieczne anakondy, kajmany i bezbronne kapibary, ary, tukany. Byliśmy na równinach i na dużych wysokościach (do 3500m), w temperaturach 5 i 35 stopni. To chyba dlatego tak trudno wybrać jedną rzecz, wartą polecenia &#8211; bo to właśnie tę różnorodność trzeba w Wenezueli zobaczyć.</p>
<p>Na brzegu czeka nas nas kolejny kierowca. Ma nas zawieźć do Puerto Ordaz, gdzie nocujemy. Gdy pojawia się zasięg dostajemy smsa od Piotra, że ma podejrzenie o malarię i leży z gorączką. Oni wylatują dzień po nas. Zatrzymaliśmy się w posadzie załatwionej przez gravity tours. Rano mieliśmy wylot do Caracas. Lot do Polski o 17:00. Mamy nadzieję, że wystarczy czasu i samolot się nie spóźni. Gdy wychodzimy rano z plecakami słyszymy polski. To Marzena i Tomek z Roraimy! Przyjechali wczoraj wieczorem i szukali posady, ale tylko tu było miejsce. Co za zbieg okoliczności! Mają samolot godzinę po nas. Z ich opowieści wynika, że trasa na Roraimę była bardzo ciężka i ledwo dali radę. Mówią, że mieli tarantulę w namiocie. Spieszymy się na samolot, więc żegnamy się z nimi &#8211; za kilka godzin widzimy się na lotnisku w Caracas. Spotykamy ich jeszcze przy odprawie na lotnisku w Puerto Ordaz. Ich samolot ma opóźnienie 3 godziny. Na pytanie, czy mają międzynarodowy samolot odpowiedzieli, że tak i wtedy kobieta na szybko zmieniła im samolot, bo mieliby ciężko.<br />
W Caracas Kuba poszedł palić. Chciał się też spotkać jak najszybciej z Gosią i Maćkiem. My postanowiliśmy jak najszybciej przejść przez odprawę. Mieliśmy już sytuację, w której nie zdążyliśmy na lot i ta jedna nam zdecydowanie wystarczy. Poza tym nie jesteśmy pewni jak wygląda sprawa podatku wylotowego &#8211; zgodnie z biletem i informacją od pracowników lotniska jest on wliczony w bilet, ale nie chcemy ryzykować. Gdy nadaliśmy bagaż i odbieramy kartę pokładową jest na niej doczepiona zszywaczem kartka. Informują nas tutaj, że ze względu na procedury na lotnisku w Caracas przy wylocie mogą chcieć przeszukać nasz bagaż. Ponieważ chcą to zrobić wyłącznie przy właścicielu bagażu trzeba być przy gate od 15:00 (lot o 17:00), bo po rozpoczęciu boardingu nie mogą już tego bagażu przeszukiwać.</p>
<p>Przechodzimy przez security, ale nikt nie żąda od nas kwitka na opłacony podatek wylotowy. Czyli jednak był wliczony. Mamy zatem 400 boliwarów ekstra i nie chcemy ich brać ze sobą do kraju. Idziemy do sklepu wydać je na pamiątki, niektóre są nawet 100 razy droższe niż jakbyśmy kupowali we wiosce. Przypominam sobie wtedy, że w dużym plecaku zostawiłam kartę płatniczą, która mi się na pewno przyda we Frankfurcie.</p>
<p>Siedzimy na gate i czytamy książki, patrzymy na odlatujące samoloty&#8230; czekamy aż rozpocznie się Boarding. I wtedy słyszę nazwiska osób, których bagaże będą przeszukiwane&#8230; Słyszę Edward&#8230; słyszę Loto Edwa&#8230; Błagam, żeby to nie było Lotko Ewa&#8230; żeby to nie było Lotko Ewa&#8230; idę do obsługi lotniska i proszę o listę osób wezwanych. Jak nic jest Lotko Ewa. Pawła nie ma na liście. Idę do niego, nogi mam jak z waty. Zaczynam sobie przypominać całą panikę moich rodziców z podrzucaniem narkotyków do bagaży i zastanawiam się, czy to możliwe. Dlaczego akurat mój bagaż? Coś im się nie spodobało? Pytam tę dziewczynę, co tam stała czy to losowe plecaki czy coś jest nie tak, ale odpowiada tylko &#8211; Yes, please wait, it takes only 5 minutes. Wraz ze mną stoi dwóch facetów. Dali nam odblaskowe kamizelki i poprosili, żebyśmy usiedli. Wzięłam książkę i trochę mi już przeszedł stres, ale jak podchodziłam do Pawła, to mi powiedział, żebym się nie przyznawała, że jesteśmy razem. Hehe.W końcu w pięcioosobowej grupce (4 facetów i ja) poszliśmy. Było dosyć daleko, z gate&#8217;a 26 do gate&#8217;a 18, później przez bramki i na dół. Poczułam znowu wilgotne, duszne powietrze caracas. Byliśmy teraz w miejscu, gdzie pakują bagaże, dużo ludzi sortowało je i kładło na odpowiednie wózki. Na środku zobaczyłam mój plecak otoczony czterema innymi bagażami. Stało tam kilku gwardzistów za ladą i po kolei prosili nas, żebyśmy wskazali swój bagaż.<br />
- Español?<br />
- No&#8230;<br />
- Inglese?<br />
- Si&#8230;</p>
<p>na tym nasz dialog się skończył. Na migi pokazał mi, żebym wypakowała wszystkie rzeczy. Sam też wkładał łapy i sprawdzał co tam jest. Wyciągnęłam portfel, w którym miałam kartę i mu go pokazałam. Gdy mi go oddał schowałam do kieszeni spodni. Dorwał się do drewnianych kostek i gry gomoku, które kupiłam w Andach. Odpakował, wysypał pionki i oglądał. Później powkładał. Wziął kości i zaczął się nimi bawić. Zawołał jakiegoś kolegę i chyba kazał mu zgadnąć liczbę&#8230; a może parzyste/nieparzyste. Jak tamten odpowiedział, rzucił kośćmi i się zaśmiał. Widać, że mu się spodobały. Przejrzał wszystkie moje rzeczy i zakamarki plecaka i ruchem ręki nakazał spakować je z powrotem. W ten sposób straciłam też mojego secure-baga (folię), ale i tak się cieszyłam, że się udało bez problemów. Gdy wróciłam Paweł wyglądał na jeszcze bardziej zestresowanego niż ja. W myślach rozważał, czy jak mnie zamkną w więzieniu to ma wracać do Polski beze mnie czy starać mi się jakoś pomóc stąd (sic!!!)</p>
<p>Spotkaliśmy wreszcie pozostałych &#8211; Kubę, Gosię, Maćka, Marzenę i Tomka. Piotrek, Arek i p. Ela mieli wylot następnego dnia.Okazało się przy okazji, że oni musieli zapłacić podatek wylotowy&#8230; byliśmy już bez kasy, więc się trochę przystresowaliśmy, ale dostaliśmy informację, że skoro nas security puściło to już nikt tutaj nie będzie tego sprawdzać. Czyli byliśmy do przodu jakieś 40 euro.</p>
<p>Pozostały czas spędziliśmy na wymianie opowieści.</p>
<p>Marzena i Tomek opowiadali o Roraimie. O trudnych warunkach, piciu wody z rzeki, namiotach, tarantulach i ludziach, których tam poznali. Maciek i Gosia mieli swój bajkowy urlop na Arubie, gdzie po przeszukaniach na lotnisku, opóźnionym 7 godzin samolocie przywitała ich uśmiechnięta od ucha do ucha dziewczyna z &#8222;Welcome and enjoy the Island!&#8221;, tu zdjęcia z Aruby od nich:</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/wenezuela-403.jpg" title="Aruba" rel="lightbox[singlepic834]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/834__500x375_wenezuela-403.jpg" alt="wenezuela-403" title="wenezuela-403" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/wenezuela-283.jpg" title="Aruba" rel="lightbox[singlepic832]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/832__500x375_wenezuela-283.jpg" alt="wenezuela-283" title="wenezuela-283" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/wenezuela-312.jpg" title="Aruba" rel="lightbox[singlepic833]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/833__500x375_wenezuela-312.jpg" alt="wenezuela-312" title="wenezuela-312" />
</a>

<p>Piotrek, Arek i p. Ela wrócili szczęśliwie następnego dnia. Okazało się, że Piotrek nie ma malarii, a lekiem na jego bakterie jest sok z kokosa. Spędzili czas w Mochimie, nad morzem. Tu zdjęcia od nich:</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/karaiby-mochima-5.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic842]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/842__500x375_karaiby-mochima-5.jpg" alt="karaiby-mochima-5" title="karaiby-mochima-5" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/santa-fe-mochima.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic866]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/866__500x375_santa-fe-mochima.jpg" alt="santa-fe-mochima" title="santa-fe-mochima" />
</a>

<p>W Wenezueli zobaczyliśmy wiele, ale kraj ma znacznie więcej do zaoferowania. Nie widzieliśmy Roraimy i praktycznie nie zwiedziliśmy północnej części kraju &#8211; w tym Amazonas &#8211; rejonu, w którym płynie Amazonka i w którym można spotkać &#8222;ostatnich Wolnych Indian&#8221;.</p>
<h3><span style="text-decoration: underline;">Zobacz więcej zdjęć:</span></h3>
<p>
<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-5-orinoco-2">
					<img class="Thumb" alt="Część 5 - Orinoco" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-5-orinoco/thumbs/thumbs_p1030687.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 5 - Orinoco" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-5-orinoco-2" >Część 5 - Orinoco</a></h4>
				<p><strong>29</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>

 
<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/aruba-i-mochima">
					<img class="Thumb" alt="Aruba i Mochima" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/aruba-i-mochima/thumbs/thumbs_wenezuela-312.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Aruba i Mochima" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/aruba-i-mochima" >Aruba i Mochima</a></h4>
				<p><strong>39</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-fot-arkadiusz">
					<img class="Thumb" alt="Część 2 - fot. Arkadiusz" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/thumbs/thumbs_dsc01835.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 2 - fot. Arkadiusz" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-fot-arkadiusz" >Część 2 - fot. Arkadiusz</a></h4>
				<p><strong>143</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>

</p>
<p><strong><br />
</strong></p>
<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fameryka-pld%2Fwenezuela%2Fwenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-5-delta-orinoco.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wenezuela Część 4: Canaima &#8211; kraina wodospadów</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 04:22:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[angel falls]]></category>
		<category><![CDATA[canaima]]></category>
		<category><![CDATA[canaima national park]]></category>
		<category><![CDATA[canaima park]]></category>
		<category><![CDATA[ciudad bolivar]]></category>
		<category><![CDATA[ciudad bolivar venezuela]]></category>
		<category><![CDATA[el sapo]]></category>
		<category><![CDATA[góry stołowe w wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[jimmy angel]]></category>
		<category><![CDATA[salto angel]]></category>
		<category><![CDATA[tepui]]></category>
		<category><![CDATA[tepuy]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=413</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html" title="Wenezuela Część 4: Canaima - kraina wodospadów"></a>Ciudad Bolivar Na lotnisku stanęliśmy w kolejce i jakoś dziwnie się stresowałam. Oczywiście, że się stresowałam, bo przecież Ci ludzie nie mają żadnego powodu, żeby mówić po angielsku &#8211; standard! Mieliśmy nadzieję nadać bagaż prosto do Puerto Ordaz, ale okazało &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html" title="Wenezuela Część 4: Canaima - kraina wodospadów"></a><h3><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html"><img class="alignleft size-medium wp-image-1164" title="wene-canaima4" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/wene-canaima4-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" /></a>Ciudad Bolivar</h3>
<p>Na lotnisku stanęliśmy w kolejce i jakoś dziwnie się stresowałam. Oczywiście, że się stresowałam, bo przecież Ci ludzie nie mają żadnego powodu, żeby mówić po angielsku &#8211; standard! Mieliśmy nadzieję nadać bagaż prosto do Puerto Ordaz, ale okazało się to niemożliwe (bo to inne linie ;) ). Odruchowo dopijałam wodę, ale okazało się, że mogę spokojnie wejść z 1,5 litrową wodą &#8211; jak za starych dobrych czasów!</p>
<p><a href="http://g.co/maps/c4ea9" target="_blank">Zobacz mapę z wyprawy</a></p>
<p><span id="more-413"></span></p>
<p>Był jednak problem z czymś innym &#8211; Pani coś zaczęła mówić o tax&#8230; No tak &#8211; do ceny biletu trzeba jeszcze dopłacić podatek wylotowy&#8230; 36 BsF / osobę. Tego nie uwzględniliśmy. Np. Przy wylocie z Caracas musieliśmy mieć dodatkowe 200 Boliwarów na osobę. Naczytaliśmy się, że wenezuelskie samoloty latają jak chcą &#8211; zwykle opóźnione nawet o parę godzin. Mieliśmy jednak nadzieję, że uda nam się zdążyć na następny lot.<br />
O 14:30 byliśmy już po naszym pierwszym lokalnym locie. Czekaliśmy na lotnisku w Caracas. Piotrek, Arek i p. Ela lecą właśnie do Barcelony (tak, w Wenezueli jest druga ;) ). Od tego momentu podróżujemy w trójkę: Ja, Paweł i Kuba.<br />
Wreszcie przyszedł na nas czas. Siedzimy w samolocie, na wyznaczonych miejscach. Po chwili wszedł pracownik lotniska z krótkofalówką i oglądając po kolei numery rzędów szedł w naszą stronę. Kiedy doszedł do nas zatrzymał się i zaczyna jakąś rozmowę ze stewardessą. Z całej rozmowy słyszymy tylko 6 D i E&#8230; 6D i 6E to nasze miejsca!!! Ścisnęło mnie w żołądku &#8211; na wszelki wypadek mam nadzieję, że to pomyłka. Poszli dalej. Paweł skwitował, że pewnie chodzi o 16 D i E. Porada: jeśli jedziecie do jakiegoś kraju, znajomość liczebników w danym języku jest nieoceniona.<br />
Wylądowaliśmy w Puerto Ordas. Tam spotkaliśmy kierowcę, który wpakował nas do UNO i miał zawieźć do posady. Jechaliśmy ponad godzinę bardzo dobrą, asfaltową trasą. W końcu daleko za miastem zaczęliśmy skręcać w jakieś zaułki i polne drogi bez lamp. Mieliśmy małego stracha, bo właściwie to mieliśmy tylko uzgodnione, że ktoś nas odbierze, ale ten ktoś oczywiście nie mówi po angielsku i podobno wszystko wie. Z drugiej strony większość naszej kasy już i tak jest w wykupionych wycieczkach, więć dużo na nas nie zarobi.;) Po kilku uzgodnieniach dyskretnie zamknęliśmy drzwi &#8211; na wypadek, gdyby zaraz ktoś miał się do nas dosiąść. I chwilę później właśnie stanęliśmy pod naszą posadą. Miejsce, chociaż na odludziu, było piękne. Poszczególne pokoje nie miały numerów tylko symbole zwierząt &#8211; takie same jak na kluczach. My dostaliśmy Arę, pokój trzyosobowy. Dalej była oczywiście kuchnia pod daszkiem i bar, stolik i ława. Był tam basen i pięknie zorganizowany ogród. Po kilku piwkach zauważyliśmy, że klimat tutaj jest inny niż do tej pory &#8211; jest bardzo ciepło, ale jest wiatr i przeczuwaliśmy, że to być może jedyna okazja do zrobienia prania i tutaj na pewno wyschnie. (mieliśmy zaplanowane, żeby wziąć mniej rzeczy i zrobić sobie pranie w połowie wyjazdu &#8211; takie w pralce hotelowej, ale ponieważ później plany trochę się zintensyfikowały, to wyszło na to, że nie ma czasu na pranie). Wisiałam nad umywalką z mydłem do 23, a Paweł rozwieszał. Poszliśmy spać. Rano wszystkie rzeczy wydawały się jeszcze bardziej mokre, niż w chwili, gdy je wywieszaliśmy. Chcąc nie chcąc musieliśmy te rzeczy spakować, bo za chwilę przyjeżdżał po nas kolejny kierowca. Znów na lotnisko. Wpakowaliśmy więc rzeczy do reklamówek i pomyśleliśmy, że jakoś to będzie.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1020784.jpg" title="Lotnisko w Ciudad Bolivar" rel="lightbox[singlepic598]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/598__500x375_p1020784.jpg" alt="artart Lotnisko w Ciudad Bolivar" title="artart Lotnisko w Ciudad Bolivar" />
</a>

<p>Dojechaliśmy do lotniska w Ciudad Bolivar. To maleńki budynek z restauracją. Mnóstwo ludzi. Przywitał nas jakiś facet i bardzo ładna dziewczyna z agencji Adventure. Poprosili, żebyśmy poczekali w restauracji w trakcie, kiedy oni będą organizować nam lot. Czekając usłyszeliśmy polskie głosy &#8211; Sześciu Polaków z Krakowa. Przylecieli na 12 dni i pytali co warto zobaczyć. Kuba się wkręcił i dyskutował z nimi na milion tematów. My poszliśmy obejrzeć samolot Jimmiego Angela, który stał odrestaurowany przed lotniskiem.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1020779.jpg" title="samolot Jimmiego Angela" rel="lightbox[singlepic595]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/595__500x375_p1020779.jpg" alt="artart samolot Jimmiego Angela" title="artart samolot Jimmiego Angela" />
</a>

<p>Według legend, dogadał się on w 1920 roku z niejakim McCrackenem, że zawiezie go do Południowo-Wschodniej Wenezueli za $5000. Gdy dolecieli na górę Gran Sabana, McCracken wydobył z tych rzek mnóstwo złota. Później Jimmy Angel poświęcił większość życia na poszukiwanie zaginionej Rzeki Złota. Podobno Jimmy miał później obsesję na punkcie góry stołowej Auyán (Auyán tepui). Ta góra w kształcie serca o powierzchni 900km² i wysokości dochodzącej nawet do 2953 m pojawiła się na mapach dopiero po jego odkryciach. Jak podają źródła, pierwszy raz zauważył wodospad w 1933 roku. W 1937 roku poleciał tam ponownie z kilkoma osobami, musieli lądować awaryjnie na szczycie Auyán-tepui. Szli bardzo trudną trasą przez 11 dni, schodząc z góry i mając niewiele jedzenia. Po tych zdarzeniach w Wenezueli Jimmy stał się niemal bohaterem. Odkryty przez niego najwyższy na świecie wodospad (979 metrów) nazwano jego nazwiskiem. Jego samolot leżał na szczycie góry aż do 1970 roku. Wtedy rozebrano go na części i wywieziono wojskowymi helikopterami. Teraz, odrestaurowany jak nówka sztuka stoi tuż przed nami.</p>
<p>Czekaliśmy na samolot około godziny. Wreszcie stwierdziłam, że zacznę rozwieszać pranie zanim nam zakiśnie ;) Ustawiliśmy kilka krzeseł tuż przy oknie, na słońcu i na oparciach wieszaliśmy rzeczy. I wtedy właśnie przyszedł facet, żebyśmy się zawijali, bo lecimy. W samolocie leciało 18 osób. Lecieliśmy ok 50 minut podziwiając widoki. Na lotnisku w Canaimie &#8222;przywitał&#8221; nas jakiś facet &#8211; niezbyt miły. Był tam też sklepik z pamiątkami (z wywindowanymi cenami), kartkami pocztowymi (to jednak da się kupić!) i płaszczykami przeciwdeszczowymi. Ooo, jak dobrze, że wzięliśmy swoje raincoats! Straciliśmy kolejne 40 minut czekając na &#8222;jeszcze kogoś&#8221; i w końcu zawinęliśmy się w 8 osób i w tym składzie pojechaliśmy do wioski (jakiś kilometr dalej :) ).</p>
<h3>Canaima</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030555.jpg" title="Canaima Lagoon - widok z samolotu" rel="lightbox[singlepic812]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/812__500x375_p1030555.jpg" alt="artart Widok z Samolotu" title="artart Widok z Samolotu" />
</a>

<p>Canaima to znaczy &#8222;dusza diabła&#8221; w języku indian Pemon. Można tu się dostać wyłącznie samolotem. W Parku Narodowym Canaima praktycznie nie ma dróg. Jest tu tylko jedna wioska &#8211; Canaima. Żyje tutaj ok 1500 osób, głównie właśnie Indianie Pemon. W Wenezueli żyje 26 rdzennych grup. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że to przecież nie Hiszpanie i Portugalczycy są tutaj rdzennymi mieszkańcami.</p>
<p>Zawieźli nas do obozu. Tam poinformowali, że nasza ósemka to jedna grupa. Oprócz nas była Niemka Natascha, Irlandczyk Brian, Szwedka Maria i Niemiecko-Rosyjska para, których imion w sumie nigdy nie poznałam. Facet dał nam pół godziny na spakowanie rzeczy na 2 dni. Reszta miała wylądować w bezpiecznym miejscu. Czułam się jak w wojsku i w podobnym tonie tamten do nas mówił. Zastanawiałam się w takim razie co zrobimy z mokrym praniem. Na szczęście udało nam się załatwić, nam pozwolili wywiesić nasze ciuchy &#8211; jakaś indianka miała je później zebrać. Uff..</p>
<p>Mieliśmy zabrać trekking sandals (cokolwiek to znaczy), swimming suits, oraz coś ciepłego do spania. Co to znaczy coś ciepłego? Będziemy spać na hamakach pod gołym niebem i tam będzie zimno. Jak bardzo zimno? 23 stopnie. Buchnęliśmy wszyscy śmiechem &#8211; chcielibyśmy, żeby było 23 stopnie&#8230; &#8211; Nie, uwierzcie. Będzie zimno. Postanowiłam uwierzyć. Wzięłam skarpetki, bluzę, długie spodnie i ostatnie czyste rzeczy. Gdy wychodziłam spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem &#8211; Gdzie Twoje buty?<br />
- no tu. &#8211; wskazałam na założone sandały trekkingowe. Były to takie bardziej zabudowane sandały&#8230; powiedzmy.<br />
- przecież mówiłem o wygodnych butach trekkingowych&#8230; mówicie w ogóle po angielsku?! &#8211; zirytował się i poszedł, a ja poczułam się jak idiotka. Widocznie dla mnie &#8222;sandals&#8221; ma inne znaczenie, niż dla niego, albo nie odczułam przecinka pomiędzy &#8222;trekking&#8221; i &#8222;sandals&#8221;.<br />
Na szybko dopakowałam jeszcze buty i już mieliśmy wyjeżdżać&#8230; Gdzie jest Kuba?<br />
Kuba poszedł po papierosy&#8230; pół godziny temu. Nasz &#8222;przewodnik&#8221; zaczął się denerwować, że tracimy czas. W normalnych okolicznościach wystarczyłoby do niego zadzwonić, ale w Canaimie oczywiście nie ma zasięgu. Już do tego przywykliśmy. Pozostało więc czekać. Kuba wrócił po jakichś 10 minutach z piwem i fajkami oraz zdjęciami lokalnych dzieci. Wyjeżdżamy.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1020856.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic602]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/602__500x375_p1020856.jpg" alt="artart chlapanie w łódce" title="artart chlapanie w łódce" />
</a>

<p>Po 5 minutach jazdy dojechaliśmy do miejsca, gdzie stała łódź. Tam przywitał nas Hector, nasz przewodnik oraz dwóch wymiataczy łódkowych. Wszystkie nasze rzeczy wrzucono do wodoszczelnych worków. To samo zrobiłam z aparatem &#8211; na wypadek przewrócenia łódki, co zdarzało się podobno często. Wystarczyło pół minuty w łódce, a przypomniałam sobie, że nie wzięłam swojej przeciwdeszczowej kapotki. Usiadłam w takim miejscu, gdzie chlapało najbardziej, a wiatr wszystko kierował na mnie. Po 15 minutach wysiedliśmy i mieliśmy przymusowy spacer. Przeszliśmy lądem na inny kawałek rzeki &#8211; dowiedzieliśmy się później, że to konieczne, bo jest tam niebezpieczny fragment rzeki. Zjedliśmy kanapki i cali pogryzieni przez muszki puri-puri popłynęliśmy dalej. Nauczeni doświadczeniem usiedliśmy z przodu &#8211; po spacerze byłam już prawie sucha. Rzeczywiście nie chlapało tutaj aż tak bardzo, ale za szybko wpłynęliśmy w jedną kaskadkę i przez wielką falę znów byłam cała mokra. Nawet mi przez chwilę przyszło do głowy, że zrobili to specjalnie, bo później perfekcyjnie, przez całą drogę wchodzili w każde zawirowanie rzeki. Płynęliśmy bardzo szybko a pogoda była raczej średnia, więc cholernie wymarzłam. 3 godziny łódką. Znów nas bolały d**y. Za to widoki były niesamowite. Płaskie góry stołowe i gęste, nieprzebyte lasy deszczowe i w końcu również wyczekiwany Salto Angel. Pięknie!</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030027.jpg" title="Salto Angel" rel="lightbox[singlepic651]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/651__500x375_p1030027.jpg" alt="artart Salto Angel" title="artart Salto Angel" />
</a>

<p>Dopłynęliśmy koło 15, ale tutaj robi się ciemno znacznie wcześniej. Zresztą, chwilę potem zaczęło padać. Gdy wysiedliśmy byłam zauroczona tym miejscem. Wprawdzie to tylko kilka belek i dach, ale te kilka belek obfitowało w hamaki, a drzewa miały piękne korzenie o bajkowych kształtach, pośród których rosły rośliny, które ciężko nawet opisać. Do tego z ogniska dolatywał już zapach kurczaka i poczułam, że jestem bardzo głodna. Zmarznięta z chęcią założyłam długie spodnie i skarpetki. Zanim wyciągnęliśmy nasze pryskadła przeciw komarom Hector zakomunikował, że tutaj nie ma komarów. Bo po prostu, bo to las deszczowy. Później zaproponowali nam, żebyśmy przespacerowali się kawałek, żeby sobie obejrzeć wodospad, ale padało i chmury zasłoniły widok. Przydzielono nam hamaki. Powiem Wam, że te hamaki zaczynały mi się podobać. Można się tak w nich kołysać godzinami. No ale przyszedł czas na wieczerzę i wszyscy zerwaliśmy się do stołu. Oprócz nas były jeszcze grupy 10 i 11 osób &#8211; głównie turyści z Europy (właściwie mogłabym nawet strzelić, że wszyscy, ale nie ze wszystkimi rozmawiałam).</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030029.jpg" title="Las deszczowy" rel="lightbox[singlepic652]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/652__500x375_p1030029.jpg" alt="artart rainforest" title="artart rainforest" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030048.jpg" title="Hamaki" rel="lightbox[singlepic658]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/658__500x375_p1030048.jpg" alt="artart hamaki" title="artart hamaki" />
</a>

<p>Najedzeni i napojeni zaczęliśmy wypełniać sobie czas rozmowami. Dowiedziałam się między innymi, że Brian jest w podróży od ponad miesiąca (albo dwóch?). Owszem, jest z Irlandii ale 7 lat temu rzucił pracę i wyjechał zwiedzać Australię. Znalazł tam pracę i teraz niedawno ją rzucił i podróżuje właśnie po Ameryce Południowej. Timo, na oko 40 lat z Holandii. Pracuje w Polskiej firmie w Rumunii&#8230; coś z finansami. Zwiedził już 70 krajów (próbowałam na szybko policzyć ile ja zwiedziłam, ale nie dobrnęłam nawet półmetka tej 70tki). Przechwalali się z Brianem wrażeniami z Peru (Brian świeżymi, Timo &#8211; sprzed kilku lat, gdzie można było jeszcze drogę pokonać samodzielnie). Przerwałam im więc pytaniem jak on to zrobił.<br />
- Jak udało ci się zwiedzić aż 70 krajów?<br />
- no wiesz&#8230; w trakcie mojego 20 letniego stażu pracy 3 lata byłem bezrobotny.<br />
- I jak się wtedy utrzymać?<br />
- No na przykład raz pojechałem z żoną na rok do Azji. Przez cały rok utrzymaliśmy się wydając jedynie €15000. Do tego wynajęliśmy nasze mieszkanie w Holandii, więc de facto wystarczyło nam €5000.<br />
Zauważył chyba, jak bardzo to jest dla mnie odjechane&#8230;<br />
- A Ty czym się zajmujesz?<br />
Niewiele myśląc strzeliłam sobie w stopę: &#8211; Robię reklamę internetową.<br />
- Ooo, reklamę internetową&#8230; czyli właściwie&#8230; możesz pracować z każdego miejsca w świecie? Wystarczy, że jest Internet?<br />
Mogłam mówić, że to bardziej skomplikowane, ale w rzeczywistości jest to skomplikowane wyłącznie dla ludzi, którzy chcą sobie to skomplikować. I ja raczej chciałam sobie to skomplikować.<br />
Położyliśmy się spać w hamakach. Komary rzeczywiście nie gryzły i to była naprawdę miła odmiana. Zmarzłam w nocy mimo koca, bluzy, skarpetek i długich spodni. Ale tylko trochę. Rano się okazało, że pogryzło mnie coś innego, ale nawet nie chcę wiedzieć co.</p>
<p>Po śniadaniu ruszyliśmy w trekking po drugiej stronie rzeki. Znów przechodziliśmy przez wody, śliskie kamienie, błoto. Na szczęście dość pewnym oparciem dla stóp były korzenie drzew. Po 2 godzinach intensywnego marszu doszliśmy do punktu widokowego, z którego było widać Salto Angel jak na dłoni&#8230; gdyby nie chmury. Później zeszliśmy niżej, żeby się wykąpać u jego stóp i powrót.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030084.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic670]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/670__500x375_p1030084.jpg" alt="artart Salto Angel" title="artart Salto Angel" />
</a>

<p>W obozie byłam tak zmęczona, że nie miałam siły jeść. Spakowaliśmy się i znów do łódki &#8211; tym razem powinno być łatwiej, bo z nurtem. Po drodze Hector pokazał nam wyspę Orchidei. Mijaliśmy też spalony kawałek lasu. Spytałam, czy robili coś, aby go ugasić, ale Hector odpowiedział, że nie &#8211; deszcz ugasił. To się nazywa wiara w naturę! Z drugiej strony, przy takiej wilgotności, przy takiej ilości rzek to rzeczywiście ogień daleko się nie rozprzestrzeni. Później już mój ulubiony fragment, gdzie nas przymusowo wywalają z łódki i maszerujemy kawałek wśród muszek puri-puri. Wyglądają jak owocówki, ale obsiadają Cię, wygryzają Ci kawałek skóry i wypijają krew. Gdy się je zabiło odpowiednio wcześnie krew tryskała radośnie z tego miejsca i trudno było uwierzyć, że tak małe stworzonko potrafi tak Cię załatwić. Później wszyscy mieliśmy czerwone kropki otoczone różową, większą kropką. Do Canaimy dopłynęliśmy o zachodzie. Dostaliśmy z powrotem nasze plecaki i normalne pokoje z klimatyzacją.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030391.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic758]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/758__500x375_p1030391.jpg" alt="artart spacer z puripuri" title="artart spacer z puripuri" />
</a>

<p>Rano od tej klimatyzacji bolało mnie gardło i czułam się dość kiepsko. Po śniadaniu poszliśmy spacerkiem na plażę. Żałowałam, że jesteśmy tutaj tak krótko, bo to naprawdę &#8222;plaża&#8221; inna, niż wszystkie. Leżysz sobie na piasku, z widokiem na 3 wspaniałe wodospady, a ze środka jeziora wystają 3 palmy. To raczej nie jest typowy widok. Po chwili dopłynęła nasza łódka. Tym razem z ławeczkami po dwóch bokach. Płynęliśmy na El Sapo, który w tamtych rejonach jest wodospadem najszerszym i &#8230; najsilniej płynącym. Można przejść pod nim na drugą stronę.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030493.jpg" title="El Sapo" rel="lightbox[singlepic794]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/794__500x375_p1030493.jpg" alt="artart El Sapo" title="artart El Sapo" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030514.jpg" title="El Sapo Widok z góry" rel="lightbox[singlepic797]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/797__500x375_p1030514.jpg" alt="artart El Sapo Widok z góry" title="artart El Sapo Widok z góry" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030513.jpg" title="El Sapo wewnątrz" rel="lightbox[singlepic796]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/796__500x375_p1030513.jpg" alt="artart El Sapo" title="artart El Sapo" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030466.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic785]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/785__500x375_p1030466.jpg" alt="artart Canaima Lagoon" title="artart Canaima Lagoon" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/p1030468.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic787]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/787__500x375_p1030468.jpg" alt="art art 3 palmy" title="art art 3 palmy" />
</a>

<p>Później weszliśmy też na górę wodospadu, gdzie rozciągał się widok na lagunę&#8230; niezły widok! Po powrocie zjedliśmy obiad &#8211; między innymi <strong>kasabe</strong>, lokalny chleb z juki (bez szału &#8211; smakował jak kurz) i pojechaliśmy na lotnisko. Pożegnaliśmy się z Hectorem i, ku uciesze Pawła, wsiedliśmy w 6-cioosobową cessnę &#8211; on na miejscu drugiego pilota, cały w swoim żywiole. Widoki stamtąd były nieziemskie. Lecieliśmy ok. 50 minut, ale i tak podróż mnie uśpiła.</p>
<p>Na lotnisku czekał już na nas następny kierowca. Okazało się jednak, że Kuba zgubił telefon &#8211; i to najpewniej wypadł mu w samolocie, bo w samolocie robił nim jeszcze zdjęcia. Spędziliśmy tam pół godziny, ale niestety nie pozwolili mu wejść i poszukać samodzielnie. Powiedziano mu, że przeszukali samolot, ale nic nie znaleźli. Wyruszyliśmy w stronę Orinoco. Po drodze starając się złapać zasięg, żeby wysłać smsy, że żyjemy. Znów czeka nas kilka godzin jazdy.</p>
<h3><span style="text-decoration: underline;">Zobacz więcej zdjęć:</span></h3>

<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-4-canaima">
					<img class="Thumb" alt="Część 4 - Canaima" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-4-canaima/thumbs/thumbs_p1030494.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 4 - Canaima" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-4-canaima" >Część 4 - Canaima</a></h4>
				<p><strong>239</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>


<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fameryka-pld%2Fwenezuela%2Fwenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-4-canaima-kraina-wodospadow.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wenezuela Część 3: Andy i Maracaibo</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 04:18:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[andy]]></category>
		<category><![CDATA[andy w wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[catatumbo]]></category>
		<category><![CDATA[catatumbo lightning]]></category>
		<category><![CDATA[fenomen catatumbo]]></category>
		<category><![CDATA[maracaibo]]></category>
		<category><![CDATA[merida]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=407</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html" title="Wenezuela Część 3: Andy i Maracaibo"></a>Andy Zobacz mapę z wyprawy Jechaliśmy do Meridy. Tam mieliśmy już zaklepany nocleg w hotelu niedaleko biura gravity tours. Czekaliśmy tylko na zasięg, żeby uzgodnić szczegóły i cenę. Droga cholernie się dłużyła zresztą&#8230; to naprawdę ogromne odległości. Trochę panikujemy, bo &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html" title="Wenezuela Część 3: Andy i Maracaibo"></a><h3><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html"><img class="alignleft size-medium wp-image-1166" title="wene-andy" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/wene-andy-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" /></a>Andy</h3>
<p><a href="http://g.co/maps/c4ea9">Zobacz mapę z wyprawy</a></p>
<p>Jechaliśmy do Meridy. Tam mieliśmy już zaklepany nocleg w hotelu niedaleko biura gravity tours. Czekaliśmy tylko na zasięg, żeby uzgodnić szczegóły i cenę.<br />
Droga cholernie się dłużyła zresztą&#8230; to naprawdę ogromne odległości. Trochę panikujemy, bo Yobani pędzi jak szalony a my siedzimy na tyłach Land Cruisera na jakiejś bocznej ławeczce bez pasów. Zaczynają się tereny górskie i zaczynamy się stresować dynamiką jazdy. Nikt jednak nie protestował, bo wiedzieliśmy, że droga jest długa. Woleliśmy uznać, że on na pewno wie co robi.Droga się dłużyła, więc Junior mówił nam o rodzajach bananów w Wenezueli (chyba 4 rodzaje).</p>
<p><span id="more-407"></span></p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020110.jpg" title="Ptaki w Andach" rel="lightbox[singlepic416]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/416__500x375_p1020110.jpg" alt="Ptaki w Andach" title="Ptaki w Andach" />
</a>

<p>Lunch zjedliśmy w zaprzyjaźnionej restauracji. Był tam świetny taras widokowy na Andy. Powietrze było rześkie i przyjemne. Wreszcie koniec upałów. Ktoś z obsługi restauracji wysypał jakieś ziarno (ryż?), jak się później okazało na przygotowany w tym celu karmnik dla ptaków. Obserwując przylatujące tam ptaki Junior opowiadał, że organizował w tych okolicach często wycieczki rowerowe. Wiele z tych osób interesowało się ornitologią, więc wpadł kiedyś na pomysł właśnie takiego karmnika. Jak widać sprawdzało się doskonale.</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/DD6e-fsyaQQ?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Zjedliśmy dobrą wołowinkę z Yuką (wreszcie nie arepa!). Gdy siedzieliśmy już w samochodzie tuż przy moim oknie zaczaił się koliber.</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/SVYFRMKNaoQ?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020125.jpg" title="Koliber" rel="lightbox[singlepic424]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/424__500x375_p1020125.jpg" alt="weneart3 Koliber" title="weneart3 Koliber" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020251.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic438]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/438__500x375_p1020251.jpg" alt="weneart3 Osioł" title="weneart3 Osioł" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020258.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic440]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/440__500x375_p1020258.jpg" alt="weneart3 droga osuwisko" title="weneart3 droga osuwisko" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020362.jpg" title="Droga, którą przejeżdżaliśmy" rel="lightbox[singlepic467]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/467__500x375_p1020362.jpg" alt="weneart3 droga, którą przejeżdżaliśmy" title="weneart3 droga, którą przejeżdżaliśmy" />
</a>

<p>Minęliśmy Santo Domingo &#8211; pierwsze miasto w górach na drodze z Barinas do Meridy. Jechaliśmy coraz wyżej. Po drodze zatrzymaliśmy się też po jakieś &#8222;pamiątki&#8221;. Najwyżej byliśmy nawet na wysokości 3500m (Park Narodowy Sierra Nevada). A Merida jest na wysokości 1650m. Zaczął nam mocno doskwierać smród silnika (benzyny?) To chyba przez te wysokości&#8230; Mimo deszczu musieliśmy nieco wietrzyć w środku. Przejeżdżaliśmy przez najwyżej położone miasto w Wenezueli &#8211; San Rafael de Mucuchies. Po drodze Junior opowiadał nam o Meridzie, gdzie studiował i gdzie mieszka. Merida to typowe, studenckie miasto, imprezowe, z nocnym życiem. Tutaj organizowane są przeróżne konferencje naukowe. Dojechaliśmy na miejsce przed 16:00, czyli znów po ok 8-9 godzinach jazdy.</p>
<h3>Merida</h3>
<p>W Meridzie niestety padało. Nie tak wyobrażałam sobie &#8222;górskie miasto&#8221;. Bliżej mu chyba było do Gliwic niż Zakopanego. Ale po tylu dniach &#8222;dziczy&#8221; to była ciekawa odmiana. Merida słynie z dwóch rzeczy: Teleférico &#8211; najwyższej na świecie kolejki górskiej, która w chwili obecnej jest remontowana, więc odpada oraz Lodziarni z rekordową ilością smaków. Wypakowaliśmy rzeczy i wybraliśmy się do tej słynnej z księgi rekordów Guinessa lodziarni. Paweł opowiadał o tym wielokrotnie przed naszym wyjazdem i wiedziałam, że nie odpuści. Facet trafił to księgi, gdy miał 900 smaków lodów, robionych tylko z naturalnych składników. W tych smakach są takie jak makaron z serem czy tuńczyk. Mniami! Padało coraz bardziej ale szliśmy dalej. Gdy doszliśmy na miejsce drzwi były zakratowane, a na oknie wisiała karteczka:</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020267.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic444]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/444__500x375_p1020267.jpg" alt="weneart3 Guiness" title="weneart3 Guiness" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020268.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic445]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/445__500x375_p1020268.jpg" alt="weneart3 Guiness zamknięte" title="weneart3 Guiness zamknięte" />
</a>

<p>Nosz kurde! nie mają kiedy sobie robić urlopu? Na szczęście niedaleko pachniało kawą, a skoro tak, to oznacza, że podają tu kawę inną niż w wszędzie. Mocną, dobrą, z ekspresu. Stęsknieni za smakiem dobrej kawy wstąpiliśmy na kawę i ciastka. Mają tam taką śmieszną politykę, że różne rzeczy zamawiasz w różnych kolejkach, więc kilka razy musisz stanąć w kolejkach. Żeby coś zamówić musisz mieć coś w stylu kodu kreskowego &#8211; leżą przy drzwiach na dużych plastikowych a&#8217;la tackach / a&#8217;la menu. Później przy kasie podajesz ten plastik i kasjerka nabija Ci wszystko z jednego kodu.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020270.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic446]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/446__500x375_p1020270.jpg" alt="weneart3 tabliczka kawiarnia" title="weneart3 tabliczka kawiarnia" />
</a>

<p>Wróciliśmy do hotelu, żeby się wysuszyć. Później poszliśmy na pizzę i spać. Rano znowu w drogę.</p>
<p>W Meridzie znaleźliśmy też dobry kurs Bolivara &#8211; 8.2, czyli najlepszy ever &#8211; wymieniliśmy już całość kasy. Postanowiliśmy też dogadać się z Gravity Tours na wszystkie wycieczki. To pozwoli nam wynegocjować zniżkę i nie będziemy musieli ciągle pilnować kasy. Będziemy też wiedzieli jak dysponować resztą kasy. Ostatecznie też postanowiliśmy, że po Catatumbo rozdzielamy się &#8211; Pani Ela ze względu na skręconą nogę potrzebowała jednak bardziej &#8222;stacjonarnych&#8221; wakacji. Kuba nadal zapierał się, że chce spędzić trochę czasu w samotności a my wykalkulowaliśmy, że braknie nam jednego dnia, żeby zrobić plan na 150%. Na 150%, bo nie sądziliśmy, że uda nam się zrobić Deltę Orinoco.</p>
<p>Pogoda rano była już znacznie lepsza i właśnie dobrnęliśmy do półmetku naszej wycieczki. Zaczęliśmy dzień od negocjacji cenowych i czasowych w Gravity Tours. Udało się wynegocjować, żeby &#8222;obciąć&#8221; po pół dnia z każdej wycieczki i dzięki temu kupiliśmy jeszcze Deltę Orinoco. Zeszło nam znacznie dłużej, niż planowaliśmy, ale wiedzieliśmy też, że chcemy kupić bilety samolotowe. Żeby to zrobić, musieliśmy pojechać do jakiejś &#8222;travel agency IATA&#8221;. Po drodze jednak chcieliśmy zahaczyć o pocztę, co wywołało niemały konflikt (skoro harmonogram napięty), ale wiedzieliśmy, że to ostatnia szansa. Straciliśmy tam z 30 minut i ta laska z tymi znaczkami to była jakaś dziwna. 30 kartek, a ona nie wpadła na pomysł, żeby naklejać najpierw znaczek, który (z jakichś nieznanych nam powodów) miał znaleźć się pod spodem. Moczyła znaczek, naklejała niechlujnie na kartkę, odklejała jeden bok i pod spodem podklejała drugi znaczek (kosztowało nas to chyba 1.5 BsF za sztukę).</p>
<p>Później pojechaliśmy kupować loty i tam spędziliśmy chyba ze 3 godziny. Piotrek, Arek i p. Ela kupowali loty El Vigia &#8211;&gt; Caracas &#8211;&gt; Barcelona &#8211;&gt; Caracas, my z kolei El Vigia &#8211;&gt; Caracas &#8211;&gt; Puerto Ordaz i powrotny z Puerto Ordaz do Caracas. W międzyczasie Kuba postanowił, że jedzie z nami.</p>
<p>Na tym planowaniu i wykupowaniu wycieczek zeszło nam do południa. Już wiedzieliśmy, że musimy z czegoś zrezygnować, ale i tak byliśmy zadowoleni, że mamy już wszystko zaplanowane i ponad normę. Na pierwszy ogień poszedł Lunch, z którego zrezygnowaliśmy bez trudu&#8230; Po drodze w górach mijaliśmy wodospady. Przy jednym z nich latały motyle. Junior tłumaczył nam, że każdy z nich ma numerek na skrzydłach. W końcu udało mi się jednego złapać &#8211; 89!</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020346.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic458]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/458__500x375_p1020346.jpg" alt="weneart3 motyl 89" title="weneart3 motyl 89" />
</a>

<p>Ściema, ale urocza.<br />
Później wstąpiliśmy do Fabryki cukru z trzciny cukrowej i obejrzeliśmy cały ten proces, jak z trzciny wyciska się sok, jak sok oczyszcza się kilkukrotnie, gotując w coraz to wyższej temperaturze, aż w końcu czeka na jego ostudzenie, aby zastygł w formie &#8222;kostki&#8221;, którą wiezie się do fabryki.</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/TCpuk85prQ4?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020371.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic472]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/472__500x375_p1020371.jpg" alt="weneart3 trzcina cukrowa" title="weneart3 trzcina cukrowa" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020375.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic475]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/475__500x375_p1020375.jpg" alt="weneart3 trzcina cukrowa" title="weneart3 trzcina cukrowa" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020376.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic476]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/476__500x375_p1020376.jpg" alt="weneart3 trzcina cukrowa" title="weneart3 trzcina cukrowa" />
</a>

<p>Na lunch wypiliśmy sok z kawałkami owoców. Junior kupił też zapas owoców na później. Dojechaliśmy do jakiegoś miejsca, które się przykorkowało. Na szczęście uliczni sprzedawcy już na nas czekali. Szybkie pytanie, na moje oko (bo przecież nie znam hiszpańskiego): &#8211; kiedy zamknęli? &#8211; 10 minut temu. Szybki zawrót i zmiana trasy.<br />
Później Junior nam objaśniał, że coś się zawaliło w tunelu i to naprawiają. Mają taki system, że przez godzinę pracują, a później przez godzinę puszczają ruch. Musielibyśmy tam czekać godzinę&#8230; Ale dzięki temu jechaliśmy 5 godzin zamiast 2,5. Zrezygnowaliśmy z jaskini piratów i plantacji kawy i bananów. Plan był taki, że Yobani wracał do Meridy i rano po nas przyjeżdżał. Biorąc pod uwagę, że tyle to trwało dla nas wydawało się to bez sensu, ale Junio twierdził, że do rana na pewno naprawią tunel. My mieliśmy wątpliwości, szczególnie, że los nam średnio sprzyjał i mieliśmy ogromne obsuwy czasowe, a plany napięte. Na szczęście catatumbo lightning to nocna wycieczka.</p>
<h3>Catatumbo Lightning</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020400.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic482]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/482__500x375_p1020400.jpg" alt="weneart3 Maracaibo" title="weneart3 Maracaibo" />
</a>

<p>Yobani wysadził nas przy jeziorze Maracaibo i się pożegnaliśmy. Łódką popłynęliśmy do naszych chatek. Tukanów już raczej nie zobaczymy. Jest 17:00, a o 18:00 robi się ciemno. No trudno. Dopłynęliśmy do jeziora &#8211; było tak ogromne, że nie było widać brzegów i można było spokojnie pomyśleć, że to morze. W tym miejscu było już widać chatki na palach. To chatki rybaków. Nasza akurat była remontowana, więc&#8230; było dziwnie. Dziś czekała nas (pierwsza!) noc w hamakach. Pod moskitierami. Prawie &#8222;pod gołym niebem&#8221;. Prawie, bo akurat niebo nie było gołe. Byłam strasznie podekscytowana, bo Catatumbo Lightning to jedyna rzecz, na którą się upierałam, że chcę zobaczyć.Catatumbo to jedyne w swoim rodzaju zjawisko wyładowań elektrycznych bez burzy. Występuje nawet do 160 dni w roku przez ok 10 godzin dziennie i nawet do 280 piorunów w ciągu godziny! To światło widoczne jest z setek tysięcy kilometrów (rzeczywiście, w czasie naszej podróży często przewijały się wieczorem błyskawice). Przez długi czas zjawisko pozostawało niewyjaśnione. Aktualnie uważa się, że przyczyną powstawania fenomenu jest zderzenie ciepłego powietrza z jeziora Maracaibo i zimnego powietrza z And oraz wydobywającego się na tamtych terenach metanu.</p>
<p>Była już szarówka i zaczynałam się lekko stresować&#8230; Wiedziałam, że istnieje całkiem spore prawdopodobieństwo, że przyjechaliśmy tutaj na marne. Dowiedziałam się, że noc wcześniej były błyski i to mnie trochę uspokoiło. Niestety była pełnia, więc efekt będzie znacznie słabszy. Na grillu pichciła się już nasza kolacja &#8211; kurczaczki. W tym czasie my popłynęliśmy na nocne safari łodzią.</p>
<p>I wtedy zaczynałam odczuwać kryzys. Gryzły mnie komary mimo, że skóra aż szczypała mnie od zawierającego 50% Deetu środka, Widzieliśmy tylko to, co nam poświecili latarką. Czasem jakieś czerwone oczyska kajmanów. I wtedy ktoś poświecił w środku łódki a tam ogromny pająk chowa się pod deskę. Junio tylko rzucił okiem: &#8222;eee, nie gryzie!&#8221; Super! Wolałam go już więcej nie widzieć, ale Paweł nie dawał za wygraną i świecił w miejscu, w którym wlazł pod pokład. I wtedy marzyłam tylko o tym, żeby wrócić. Nie jestem w stanie wymienić trzech rzeczy, które z tej nocnej wyprawy łódką mi się spodobały. Wróciliśmy, ale nadal byliśmy na środku jeziora i nadal gryzły mnie komary. Rybacy zaczęli zawieszać w naszych hamakach moskitiery. Było już ciemno i zaczynało się błyskać. Juhuuu! Zrobiłam tam chyba z 400 zdjęć. Oczywiście wszystkie czarne. ZANOTUJ: jeśli chcesz robić zdjęcia błyskawic weź naprawdę dobry aparat i naucz się robić zdjęcia błyskawic.</p>
<p>Jak zobaczyłam mini pajączka w okolicach mojego hamaka zmiękłam i się rozryczałam. Ja już chcę do domu!!! Gryzą mnie komary, jestem w jakiejś remontowanej chatce, wszędzie pełno desek, farby i jeszcze te ogromne pająki! Rany, kto by pomyślał, że stanie się to na wycieczce, na której zależało mi najbardziej&#8230; Zjedliśmy kolację, którą Junior dla nas przygotował. Byłam już strasznie zmęczona, ale myśl o spaniu w hamakach, na świeżym powietrzu jakoś nie pomagała&#8230; Najsilniejszą kartę przetargową miały tutaj oczywiście komary &#8211; z ulgą schowałam się pod moskitierą i w końcu jakoś udało mi się zasnąć. Chociaż miałam moskitierę, to i tak komary pogryzły mnie w d&#8230; niezbyt szczelna była.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020719.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic500]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/500__500x375_p1020719.jpg" alt="weneart3 Wschód słońca Maracaibo" title="weneart3 Wschód słońca Maracaibo" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020721.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic501]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/501__500x375_p1020721.jpg" alt="weneart3 Wschód słońca Maracaibo 2" title="weneart3 Wschód słońca Maracaibo 2" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020729.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic502]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/502__500x375_p1020729.jpg" alt="weneart3 Wschód słońca Maracaibo 3" title="weneart3 Wschód słońca Maracaibo 3" />
</a>

<p>Podobno najlepiej widać ten efekt koło 3 rano. Naszym zdaniem kulminacja nastąpiła tuż przed 5 rano&#8230; Śniło mi się chyba, że padał deszcz. Rano prysznic. Znów w fatalnych warunkach, serio fatalnych. To w ogóle jest prysznic? I jedziemy&#8230; Spieszymy się na samolot. Oczywiście nie ma zasięgu, więc pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że zdążyli naprawić tunel, że nie było korków i że Yobani już na nas czeka. Ale popłynęliśmy w przeciwnym kierunku&#8230; Było tam dwóch rybaków, którzy łowili błękitne kraby. Na długiej (500-600 metrów?) linie co pół metra zawieszona była krótsza linka z przywiązaną na końcu głową kurczaka. To na te głowy kurczaka łapały się kraby (w nocy). Rano trzeba było tylko przejechać wzdłuż liny i w odpowiednim momencie złapać kraba w siatkę. Proste? Może i proste. Jedziemy już za nimi od 10 minut, możemy wracać? Spieszymy się na lot&#8230; Po co my za nimi jedziemy? Jak lina się skończyła, to się okazało po co &#8211; Junior kupił wszystkie na zupę. Było ich tam z 5 kg &#8211; cała &#8222;podróżna&#8221; lodówka. Kosztowały 20 albo 40 BsF, czyli 2 euro, czyli 8 zł. Na zupę.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020737.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic503]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/503__500x375_p1020737.jpg" alt="weneart3 połów krabów" title="weneart3 połów krabów" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/p1020739.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic504]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/504__500x375_p1020739.jpg" alt="weneart3 niebieskie kraby" title="weneart3 niebieskie kraby" />
</a>

<p>Po drodze próbowali nam pokazywać jeszcze jakieś zwierzęta, ale byliśmy już nastawieni na zbliżający się lot, więc nikt nie zwracał uwagi na kolejne małpki. Gdy dotarliśmy do brzegu pomachał nam zadowolony Yobani. Uff, to jednak zdążył! Pojechaliśmy razem do El Vigia i pożegnaliśmy się z chłopakami. Czekał nas wspólny lot do Caracas, wenezuelskimi liniami lotniczymi.</p>
<h3><span style="text-decoration: underline;"><strong>Zobacz więcej zdjęć:</strong></span></h3>

<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-3-andy-i-maracaibo-2">
					<img class="Thumb" alt="Część 3 - Andy i Maracaibo" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-3-andy-i-maracaibo/thumbs/thumbs_p1020251.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 3 - Andy i Maracaibo" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-3-andy-i-maracaibo-2" >Część 3 - Andy i Maracaibo</a></h4>
				<p><strong>91</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>


<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fameryka-pld%2Fwenezuela%2Fwenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/wenezuela-czesc-3-andy-i-maracaibo.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wenezuela Część 2: Los Llanos</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=los-llanos</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jan 2012 04:09:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[anakonda]]></category>
		<category><![CDATA[anakondy]]></category>
		<category><![CDATA[kajman]]></category>
		<category><![CDATA[kajmany]]></category>
		<category><![CDATA[kajmany wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[kapibara]]></category>
		<category><![CDATA[kapibary]]></category>
		<category><![CDATA[kapibary wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[los llanos]]></category>
		<category><![CDATA[papugi w wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[ptaki wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[równina]]></category>
		<category><![CDATA[równiny wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela los llanos]]></category>
		<category><![CDATA[wieś wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[życie w wenezueli]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=392</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html" title="Wenezuela Część 2: Los Llanos"></a> Barinas Zobacz mapę z wyprawy Na dworcu autobus spóźniał się 40 minut. W międzyczasie dostałam ptasią kupą w rękę. To już chyba taka tradycja.  W końcu przyjechał. Pakowanie zaczynaliśmy od nadawania bagaży. Wrzuciliśmy plecaki, w zamian dostaliśmy numerki. Później pokazywaliśmy &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html" title="Wenezuela Część 2: Los Llanos"></a><h3> <a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html"><img class="alignleft size-medium wp-image-1160" title="wene-llanos2" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/wene-llanos2-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" /></a>Barinas</h3>
<p><a href="http://g.co/maps/c4ea9" target="_blank">Zobacz mapę z wyprawy</a></p>
<p>Na dworcu autobus spóźniał się 40 minut. W międzyczasie dostałam ptasią kupą w rękę. To już chyba taka tradycja.  W końcu przyjechał. Pakowanie zaczynaliśmy od nadawania bagaży. Wrzuciliśmy plecaki, w zamian dostaliśmy numerki. Później pokazywaliśmy bilety i mieliśmy już wskazane miejsca. Na górze. Wszyscy podróżni mieli podusie i kocyk, albo nawet dwa kocyki. Wiedzieliśmy, że wenezuelskie autobusy słyną z ‚doskonałej’ klimatyzacji, więc mieliśmy na sobie najcieplejsze rzeczy. Na szczęście wystarczyły. Fotele były wygodniejsze niż w samolocie &#8211; z genialną półeczką na nogi, dzięki czemu osiągało się pozycję niemal leżącą. Obudziłam się nad ranem tuż przed Barinas. Wysiedliśmy na dworcu i zaczęliśmy się rozglądać w poszukiwaniu &#8222;naszych&#8221;, ale ani widu, ani słychu. Nie odpisywali na smsy. Usiedliśmy i zastanawialiśmy się co dalej. Słyszeliśmy co chwilę nawoływania kierowców &#8211; Velencia! Valencia! Merida! Szukali ludzi na dobitkę. Pęcherze po całej nocy krzyczały, aby o nich nie zapomnieć.</p>
<p><span id="more-392"></span></p>
<p>Rozejrzeliśmy się w poszukiwaniu toalety. Na pierwszy ogień poszedł Kuba. Gdy wrócił poinformował, że nie ma wody, ale umył ręce wodą w spłuczce. Świetny pomysł i też z niego skorzystałam. To chyba była nasza najgorsza toaleta ever podczas tego wyjazdu. Po 15 minutach postanowiłam umyć zęby. No przecież nie będę pluć pastą na ulicy. Wzięłam butelkę wody mineralnej i poszłam pluć do nieużywanej umywalki w toalecie. Gdy tam weszłam po raz drugi, była cała zalana, właśnie wodą ze spłuczki. Nie wiem jak to się stało, ale oczywiście, że plułam pastą do zębów na ulicy w centrum Barinas. :)</p>
<p>Mieliśmy trochę czasu, żeby poobserwować dworcowy ruch. Ogólnie w Wenezueli panuje dość specyficzna kultura jazdy. Widzieliśmy w Coro, że ludzie &#8222;potrąbują&#8221; sobie podczas wyprzedzania &#8211; chyba tak na wszelki wypadek, jakby ktoś nie spojrzał. Podobnie trąbią na pieszych, ale nie wiem co to dokładnie oznacza. Dodajcie do tego jeszcze fakt, że większość tamtejszych samochodów to stare, amerykańskie landary, poobijane z każdej strony.</p>
<p>W końcu napisali, że będą za godzinę. No dobra, to już jakaś informacja. Poszliśmy upolować coś do jedzenia. Na dworcu było mnóstwo bezpańskich psów. Ogólnie &#8211; w Wenezueli było dużo bezpańskich psów. Przypomniało mi się, że paręnaście lat temu w Polsce też na ulicach można było spotkać dużo psów i wcale to nie był powód do niepokoju. To przerażające, jak wiele się zmienia i jak mało tych zmian dostrzegamy. Czekaliśmy tam ze 2 godziny i w końcu przyjechali. Nareszcie! I od razu na wejściu zaskoczenie -  dlaczego jesteśmy w trójkę? Bo oni myśleli, że tylko ja i Paweł się decydujemy i że oni prawdopodobnie nie wykalkulowali i mają jedzenia dla 5 osób. Nasz kierowca &#8211; Yobani &#8211; wrzucił nasze plecaki na dach. Oczywiście nie znał angielskiego, ale to nie przeszkadzało nam w doskonałym dogadywaniu się. Właściwie jedyne, co musieliśmy wiedzieć to <em>baños</em>, czyli łazienka. Jechaliśmy i słuchaliśmy opowieści przy wenezuelskich hitach. Tamta trójka była w Meridzie &#8211; Arek twierdził, że Merida świetna, Piotrek, że szkoda na nią czasu. Byli na raftingu i spali w posiadłości jakiegoś Francuza. Przy okazji zrobili sobie pranie. Tego chyba najbardziej im zazdrościłam. Zapas czystych rzeczy zaczynał się kończyć. Wysłaliśmy ostatnie smsy do rodziców &#8222;wszystko u nas OK, przez 3 dni możemy być bez zasięgu&#8221;.</p>
<p>Po drodze dosiadł się do nas Junio, nasz przewodnik. On już świetnie znał angielski &#8211; chyba najlepiej ze wszystkich naszych przewodników. Z okna widać zapierające dech w piersiach, chociaż monotonne krajobrazy. Soczysto zielone równiny, a na nich pasące się krowy. Co jakiś czas na trasie są progi zwalniające. To w Wenezueli oznaczać może albo wioskę i moto-gastronomię (pachnące, grillowane króliki, banany, kawa, piwo, arepa), albo gwardię narodową. Przy tej drugiej Piotrek zaczynał: &#8222;schowaj ten telefon! Nie rób zdjęć! Nie patrz im w oczy!&#8221;. Zapytaliśmy Junio co o tym sądzi i potwierdził &#8211; turyści w Wenezueli uznawani są za potencjalnych szpiegów, więc takie zachowanie jest jak najbardziej wskazane, żeby nie wzbudzać podejrzeń.</p>
<p>Zatrzymaliśmy się jeszcze w jakiejś mieścinie, żeby uzupełnić lodówkę turystyczną. To był prawdopodobnie nasz zapas jedzenia na całe 3 dni. Piotrek kupił kiść bananów, my kupiliśmy zgrzewkę  piwa. Mogliśmy kupić więcej, ale nikt nie chciał. Później to piwo okazało się towarem na wagę złota.</p>
<p>Zaczęło padać. Mimo wszystko deszcz był raczej przyjemnie chłodzący.</p>
<p>Mijamy Rio Apure &#8211; czwartą pod względem wielkości rzekę Wenezueli. Widzimy co jakiś czas tłumy przy rzece. Łowią piranie. To najlepszy sezon na łowienie piranii, bo poziom wody obniża się i wszystkie zwierzęta przenoszą się w dół rzeki. Za kilogram piranii można dostać 20 BsF, czyli €2. Dowiedzieliśmy się jednak, że to niezły kąsek, bo zarobki to na przykład ok 2000 boliwarów w McDonalds czyli €200 / miesiąc.</p>
<h3>Los Llanos</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010834.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic897]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/897__500x375_p1010834.jpg" alt="weneart2 błotko" title="weneart2 błotko" />
</a>

<p>- Patrz jaka tu jest droga! Tu to jest prawdziwa Afryka! &#8211; Piotrek miał talent do doskonałych podsumowań. Rzeczywiście droga zaczynała się zmieniać z asfaltowej na &#8230; przypadkową. Jak safari. Wreszcie zrozumieliśmy po co nam terenowy samochód. Nieźle nas wytrzęsło na tych dziurach.</p>
<p>Dojechaliśmy koło 13. Mieliśmy 2 godziny na odpoczynek przed obiadem. W tym czasie zaprzyjaźnialiśmy się z udomowioną papugą.Była cudowna. Trochę wredna i zadziorna. Jak tylko przestaliśmy się nią interesować zaczęła coś na nas krzyczeć.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020010.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic989]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/989__500x375_p1020010.jpg" alt="weneart2 papuga wcina makaron" title="weneart2 papuga wcina makaron" />
</a>

<p>My byliśmy już kilkanaście godzin w podróży, więc zmęczenie nas zaczynało trochę dopadać. Po obiedzie pojechaliśmy łowić piranie. 3 osoby konno i 3 osoby samochodem.  Po chwili jednak zatrzymaliśmy się, bo dwóch szaleńców wlazło z kijami do wody całkiem boso. Szukali anakondy. Jakie to jest cholernie niebezpieczne. Zatrzymaliśmy się, żeby się do tych poszukiwań podłączyć. Po 15 minutach czekania ktoś zauważył węża na drzewie. Tak. To anakonda. Zdjęli ją ostrożnie i położyli na ulicy. Chwilę później stały już tam razem z nami 3 wycieczki. Któryś z przewodników wziął kij i zachęcił ją, żeby się oplotła wokół niego. Wtedy Junio spytał &#8211; kto chce potrzymać anakondę?<br />
- Mogę?<br />
- jasne, że tak.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/201111041881.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1020]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1020__500x375_201111041881.jpg" alt="weneart2 Anakonda" title="weneart2 Anakonda" />
</a>

<p>Wygląda na to, że byłam pierwszą ochotniczką. Cholernie ciężka. Zaraz po mnie zgarnął ją ktoś z innej grupy, a później Paweł &#8211; do zdjęcia. I później już nikt. Na 30 osób tylko 3 zdecydowały się na coś takiego. A to była malutka anakonda. Łowienie piranii bardzo spodobało się chłopakom. Szczególnie na kawałek innej piranii. W tym czasie lokalny zaklinacz przyrody Condoro (albo Commodoro, bo właśnie taką ksywkę często dostawał) złowił dla nas większe sztuki na obiad. Kapibary, piranie, mnóstwo ptaków. Gdzie nie spojrzysz, tam coś się rusza, a to co widzisz, to znacznie mniej niż to, czego nie widzisz.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010868.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1024]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1024__500x375_p1010868.jpg" alt="weneart2 pirania" title="weneart2 pirania" />
</a>

<p>Wróciliśmy koło 18, czyli jak było już ciemno. Mimo silnych repelentów komary dawały się nieco we znaki. O tej porze wylazły żaby i plątały się dosłownie wszędzie. Wokół naszego pokoju chłopaki naliczyli 13 żab w ciągu 15 minut. I jednego kraba. Skąd się tam wziął? Trudno powiedzieć. Na piranie już było za późno, więc zjedliśmy coś innego. Miejsce, w którym przebywaliśmy to jakiś kamp złożony z kilku budynków &#8211; trochę jak na mazurach na obozie ;-) Wszyscy spaliśmy w jednym pomieszczeniu, ale były tam 3 podwójne łóżka, więc nieźle. Pomieszczenie, a właściwie hala przedzielona na dwa mniejsze pokoje i my w jednym z nich nie miała okien, tylko siatki/moskitiery. Drzwi zasuwało się na rygielek lub na sznurek w zależności od tego z której strony. Podłoga była dość prosta &#8211; betonowa. Łazienki na zewnątrz, w dwóch miejscach. Umywalki na zewnątrz i toalety razem z prysznicami w środku. Każdy z nich miał oddzielne wejście, drzwi z blachy. Ściany miały około 2 metrów wysokości, później ok 40 cm wolnej przestrzeni (na wietrzenie? :) ) i dach. Dzięki temu trudno było mi zaklasyfikować, czy to prysznic na zewnątrz czy w środku. W każdym razie wolałam się kąpać rano, bo wtedy komary już spały. Pod warunkiem, że była woda.</p>
<p>Woda w obozie była pobierana pompą, 60 metrów pod ziemią do plastykowego zbiornika umieszczonego dość wysoko. Stamtąd wężami docierała do łazienek, które z racji tego, że były niżej&#8230; działały jak bieżąca woda. Przy okazji czasem udało się, że woda była ciepła, jeśli zdążyła się nagrzać, ale zwykle jednak była lodowata, szczególnie jeśli brało się prysznic o 6 rano, tuż po tym jak pompy zaczynały pracować. Temperatura wody jednak zupełnie nie przeszkadzała. Było cholernie gorąco i taka zimna kąpiel była wręcz cudowna. Gorzej było, jak wody brakło w trakcie mycia, trzeba było trochę poczekać.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020045.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1033]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1033__500x375_p1020045.jpg" alt="weneart2 zbiornik z wodą" title="weneart2 zbiornik z wodą" />
</a>

<p>Zauważyliśmy, że telefon stał na 1,5 metrowym słupku. Tylko tam mógł złapać jakikolwiek zasięg. Jeśli ktoś ma zadzwonić o konkretnej godzinie, to oni szukają zasięgu i czekają tam, dopóki nie zadzwoni.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020044.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1032]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1032__500x375_p1020044.jpg" alt="weneart2 telefon na słupku" title="weneart2 telefon na słupku" />
</a>

<p>Prąd był z generatora. Generator na benzynę oczywiście. W związku z tym prąd był jedynie wtedy, kiedy do funkcjonowania konieczne było światło &#8211; od 18:00, kiedy robiło się ciemno, do około 23:00, kiedy wszyscy szli już spać. Wyłączano go zapewne dlatego, że buczał nam nad głowami jak oszalały i nie dawał zasnąć&#8230; chociaż mnie i tak się to udawało po całym dniu łażenia. Całe to obcowanie z przyrodą sprawiło, że budziłam się o 5 i chodziłam spać koło 20:00. Godziny mojej aktywności wyznaczała przyroda&#8230; głównie komary, których prawie nie było w pokoju, w którym spaliśmy, ale przez to, że siatka była bardzo drobna, było tam też cholernie gorąco. Dlatego właśnie kładłam się spać jak najwcześniej. Zresztą różnica czasu między Polską a Wenezuelą to 5,5 godziny. Czyli można właściwie powiedzieć, że się w ogóle nie przestawiłam ze strefy czasowej i kładłam się spać standardowo po północy.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020029.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic998]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/998__500x375_p1020029.jpg" alt="weneart2 obóz" title="weneart2 obóz" />
</a>

<p>Jedzenie &#8211; zero wybrzydzania, gotują i jesz co dają&#8230; albo nie jesz. Jesteś pośrodku niczego i jeśli Ci nie pasuje to&#8230; nie masz wyjścia. Na szczęście jedzenie było całkiem niezłe. Codziennie rano jajecznica z arepą, albo omlety z syropem klonowym. To nie są śniadania, które zwykle jadam, ale są względnie akceptowalne. Najgorszy dla mnie był ten wenezuelski ser. Był tak jasny, że trudno było z całą pewnością uznać, czy był biały czy żółty. Bardzo słony  i może nawet dobry, ale śmierdział jak męskie skarpetki po dwóch dniach biegania, więc nie byłam w stanie przez to przebrnąć. Na obiad dostawaliśmy za to różne różności. Z rzeczy, których trzeba spróbować to np. Yuka (smak blisko gotowanego ziemniaka, ale jest o wiele delikatniejsza w smaku), czipsy z platanów &#8211; nie wiem właściwie jak nazywała się potrawa, ale to były plasterki platanów (bananów) smażone jak frytki i posolone. Nieziemsko dobre. Codziennie inny sok, ze świeżych owoców.Tutaj akurat złowione przez nas piranie:</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020014.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1029]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1029__500x375_p1020014.jpg" alt="weneart2 talerz piranii na obiad" title="weneart2 talerz piranii na obiad" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020015.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1030]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1030__500x375_p1020015.jpg" alt="weneart2 obiad - piranie" title="weneart2 obiad - piranie" />
</a>

<p>No ale pierwszy poranek &#8211; obudziły mnie śpiewy ptaków, muczenie krów i inne takie dźwięki. Budziły mnie codziennie podczas naszego pobytu tam. Posłuchajcie sami:</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/9XFKP7Fs8P8?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>
<p>Chwilę później zaczął hałasować generator &#8211; to oznacza, że będzie woda. Po śniadaniu i prysznicu pojechaliśmy. Tamte rejony to ogromne, niezabudowane tereny, na których wypasane jest bydło. Zwykle krowy, ale widzieliśmy też świnie. To nie są krowy jak nasze polskie mućki, mają garba i są jednobarwne. Poza tym, że są znaczone w tradycyjny sposób &#8211; poprzez przypalanie, to chyba jedyna trauma, jaka je spotyka. Te zwierzaki wyglądają na hiper szczęśliwe. Mają ogromne, zielone tereny do biegania i jedzenia. Noc również spędzają na powietrzu, chociaż blisko siebie.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010859.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic907]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/907__500x375_p1010859.jpg" alt="weneart2 równina pięknie" title="weneart2 równina pięknie" />
</a>

<p>Wyruszyliśmy zaraz po śniadaniu. Nie było planu. Szukaliśmy zwierząt. Nie było o to trudno. Los Llanos to raj dla ornitologów, ale poza tysiącami gatunków ptaków były tutaj też kajmany (z rodziny aligatorów, ale mniejsze), żółwie, kapibary (największe gryzonie świata), węże. W samochodzie zaplątała nam się nawet mała modliszka. Było tam pięknie, ale żadne słowa ani zdjęcia tego nie opiszą. Czuję, że tak mogła wyglądać polska wieś 40-50 lat temu.</p>
<p>Junio opowiada nam nie tylko o przyrodzie ale i życiu na równinach. Jesteśmy na początku pory suchej, jeszcze 1,5 miesiąca temu do naszego obozu można było dopłynąć wyłącznie łodzią. na czas pory deszczowej wszyscy przenieśli się w miejsce położone znacznie wyżej. U nas jest ok dziesięcioro dzieci. Mają szczęście, bo szkoła znajduje się 500 metrów od domu. Jeśli chodzi o angielski &#8211; w podstawówce w ogóle się go nie uczą, dopiero w liceum albo na studiach. Studia są prawie bezpłatne. Prawie, bo kosztują symboliczne 10 BsF za semestr. To całkiem niezła cena.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010880.jpg" title="Dziecko w obozie" rel="lightbox[singlepic911]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/911__500x375_p1010880.jpg" alt="weneart2 dzieciak w wiosce" title="weneart2 dzieciak w wiosce" />
</a>

<p>W drodze powrotnej zauważyliśmy sklep i poprosiliśmy, żeby Yobani się zatrzymał. &#8222;sklep&#8221; to całkiem hucznie powiedziane. Chcieliśmy kupić wodę. Oczywiście nie ma. Jest za to coca cola. No oczywiście! Ten koncern wszędzie się wciśnie. Kupiliśmy też małe soczki w kartonikach i lizaki dla dzieciaków.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010946.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1028]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1028__500x375_p1010946.jpg" alt="weneart2 lokalny sklep" title="weneart2 lokalny sklep" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1010945.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1027]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1027__500x375_p1010945.jpg" alt="weneart2 lokalny sklep w środku" title="weneart2 lokalny sklep w środku" />
</a>

<p>Mieliśmy znów 2 godzinki na siestę. Wykorzystaliśmy ją oczywiście na fotografowanie naszej ulubionej ary i innych ptaszków, które przylatywały do obozu&#8230;. przez to patrzenie w górę prawie nadepnęłam na iguanę, która postanowiła się powygrzewać na betonowym chodniczku.</p>
<p><iframe width="620" height="349" src="http://www.youtube.com/embed/mgIJXdVgTfw?feature=oembed" frameborder="0" allowfullscreen></iframe></p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/p1020041.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic1008]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1008__500x375_p1020041.jpg" alt="weneart2 Iguana" title="weneart2 Iguana" />
</a>

<p>Przez ten prąd na godziny chyba popsułam sobie baterię od aparatu &#8211; na szczęście miałam dwie. Zdjęć pstrykaliśmy jednak bardzo dużo i obie padły tuż przed wycieczką łodzią. Zdjęcia z tej części wycieczki zamieszczam dzięki uprzejmości Arka. Dzięki!</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01737.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic311]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/311__500x375_dsc01737.jpg" alt="weneart2a rzeka" title="weneart2a rzeka" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01746.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic319]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/319__500x375_dsc01746.jpg" alt="weneart2a rzeka" title="weneart2a rzeka" />
</a>

<p>
<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01793.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic352]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/352__500x375_dsc01793.jpg" alt="weneart2a ptak" title="weneart2a ptak" />
</a>
<br />
Łódź była dość długa i wąska. Po środku rozłożone deski, które po dwóch godzinach dawały nam się we znaki i &#8230; w cztery litery. Chavez w ramach wspierania turystyki i gospodarki dał silniki wszystkim łodziom. Fajnie, ale strasznie jechało benzyną przez to&#8230;  Widoki były niesamowite. Oczywiście przyroda, przyroda i jeszcze raz przyroda. Oprócz rodzinki kapibar, mnóstwa ukrytych w zaroślach kajmanów, żółwi, papug z &#8222;czubem&#8221; i małp widzieliśmy również kopulujące węże (wisiały na drzewie tuż nad naszymi głowami) oraz delfiny rzeczne (wiedzieliście o istnieniu takich?). Są znacznie mniejsze niż te delfiny, które znamy, mają krótsze &#8222;płetwy&#8221;. Dowiedzieliśmy się też, że są to jedyne delfiny, które mogą skręcić głowę na boki. Żeby je zobaczyć pływaliśmy w kółko łodzią przez jakieś 5 minut. Niezła zabawa!</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01798.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic357]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/357__500x375_dsc01798.jpg" alt="weneart2 delfin rzeczny" title="weneart2 delfin rzeczny" />
</a>

<p>W innym miejscu znów spędziliśmy 15 minut pływając w kółko, zatrzymując się, czekając, znów płynąc&#8230; o co chodzi? Wszyscy byli ciekawi. Condoro wstał, zdjął buty i się rozglądał&#8230; Junio powiedział, że upolują dla nas niespodziankę. Paweł &#8211; przygotowany na wycieczkę na 300% już wiedział. Chwila nieuwagi i Condoro już był w wodzie pełnej kajmanów, piranii i anakond &#8211; po trzech sekundach wynurzył się z żółwiem matamata. Ten konkretny był samcem &#8211; wiadomo to po wklęsłym &#8222;brzuszku&#8221;. Żółw jest nazywany prehistorycznym, ze względu na jego paskudny wygląd. Występuje przede wszystkim w Kolumbii i Wenezueli, a ściślej rzecz biorąc w okolicach Amazonki i Orinoco i ich dopływów. Jego szyja po wyciągnięciu jest tak długa, jak jego tułów. Głowa chowa się &#8222;bokiem&#8221; to muszli. Jego specyficzny zapach (a raczej smród) to jego system obronny.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01817.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic374]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/374__500x375_dsc01817.jpg" alt="weneart2a żółw" title="weneart2a żółw" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/dsc01828.jpg" title="" rel="lightbox[singlepic384]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/384__500x375_dsc01828.jpg" alt="weneart2a żółw" title="weneart2a żółw" />
</a>

<p>Słońce zbliżało się ku zachodowi, więc zaczęliśmy wracać. To oświetlenie &#8222;boczne&#8221; dodawało temu miejscu ogromnego uroku i pomyślałam, że to dobrze, że nie udało nam się zaliczyć tej wycieczki rano. Takie były początkowe plany, ale Junio dowiedział się, że wycieczka z Niemiec będzie i nie chciał, żeby było tłoczno (he he). Spytaliśmy, czy przez to, że zrobiliśmy ją później straciliśmy coś, co rano moglibyśmy zobaczyć. Okazało się, że to względy bezpieczeństwa &#8211; przez to wracaliśmy tuż przed zachodem słońca, a w razie awarii silnika nie mieliśmy nawet wioseł, na rzece pełnej wszystkiego.</p>
<p>Rozkoszowaliśmy się tym widokiem. Co chwilę przelatywały nad nami jakieś papugi. Dowiedzieliśmy się wtedy, że papugi łączą się w pary na całe życie  i jeśli widzimy liczbę nieparzystą, to znaczy, że druga papuga nie żyje lub została schwytana do niewoli (&#8222;papużki nierozłączki&#8221;, co?).</p>
<p>Wracając Junio i Condoro wzięli od nas latarki. Było już ciemno i czegoś tam szukali w krzakach. Czego? No oczywiście &#8211; błyszczących małych ślipek. Małych kajmanów. W końcu Junio przyszedł z ręką pełną 15-20 centymetrowych maleńkich kajmanków. Jakie one były fajne!!! Po kolacji pokazywaliśmy ludziom z obozu zdjęcia, jakie udało nam się do tej pory zrobić &#8211; nie tylko na Llanos, ale i w Coro i w Puerto Colombia. To był nasz ostatni wieczór na Llanos. Byłam zakochana w tym miejscu. To był odpoczynek totalny. Kompletne oderwanie od rzeczywistości, w której żyję, bez zasięgu, prawie-bez-prądu, bez Internetu. Tylko przyroda i my. Miałam zresztą większe zmartwienia &#8211; moje ukochane komary! Położyliśmy się spać w miarę wcześnie &#8211; rano mieliśmy wcześnie wyjeżdżać. Szczególnie, że w międzyczasie ustalaliśmy z Junio, czy będą z nami w stanie pojechać na Catatumbo. Wprawdzie http://www.gravity-tours.com.ve/ organizują wycieczki na Catatumbo, ale Junior miał znowu jechać na Llanos od poniedziałku i nie był pewny, czy uda mu się zamienić. No to zobaczymy.</p>

<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-los-llanos">
					<img class="Thumb" alt="Część 2 - Los Llanos" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/galeria-czesc-2-los-llanos/thumbs/thumbs_p1010836.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 2 - Los Llanos" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-los-llanos" >Część 2 - Los Llanos</a></h4>
				<p><strong>160</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-fot-arkadiusz">
					<img class="Thumb" alt="Część 2 - fot. Arkadiusz" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/llanos-arkadiusz/thumbs/thumbs_dsc01835.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 2 - fot. Arkadiusz" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-2-fot-arkadiusz" >Część 2 - fot. Arkadiusz</a></h4>
				<p><strong>143</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>


<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fameryka-pld%2Fwenezuela%2Flos-llanos.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/los-llanos.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wenezuela Część 1. Piraci z Karaibów</title>
		<link>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=piraci-z-karaibow</link>
		<comments>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jan 2012 01:16:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>FK</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[Ameryka Południowa]]></category>
		<category><![CDATA[choroni]]></category>
		<category><![CDATA[coro]]></category>
		<category><![CDATA[karaiby]]></category>
		<category><![CDATA[medanos]]></category>
		<category><![CDATA[morze karaibskie]]></category>
		<category><![CDATA[najpiękniejsze plaże w wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[plaże wenezueli]]></category>
		<category><![CDATA[puerto colombia]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela]]></category>
		<category><![CDATA[wenezuela karaiby]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wcalyswiat.pl/?p=298</guid>
		<description><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html" title="Wenezuela Część 1. Piraci z Karaibów"></a>Najlepiej na spontanie Jeśli będę miała kiedyś wspomnieć rzeczy spontaniczne i szalone w moim życiu, to z pewnością Wenezuela będzie jedną z nich. Na wyjazd zdecydowaliśmy się bardzo spontanicznie&#8230; - Ewa, Ewa! Wenezuela za 1000zł ze Skandynawii&#8230; to na pewno &#8230;<p class="read-more"><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html">Czytaj więcej &#187;</a></p>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html" title="Wenezuela Część 1. Piraci z Karaibów"></a><h3><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html"><img class="alignleft size-medium wp-image-1168" title="wene-piraci" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/wene-piraci-300x300.jpg" alt="" width="257" height="257" /></a>Najlepiej na spontanie</h3>
<p>Jeśli będę miała kiedyś wspomnieć rzeczy spontaniczne i szalone w moim życiu, to z pewnością Wenezuela będzie jedną z nich. Na wyjazd zdecydowaliśmy się bardzo spontanicznie&#8230;<br />
- Ewa, Ewa! Wenezuela za 1000zł ze Skandynawii&#8230; to na pewno błąd! &#8211; jest 2:00 i Paweł mnie prawie obudził, żeby mi to powiedzieć &#8211; na pewno rano jak ktoś przyjdzie do biura Lufthansy i zobaczy, że źle dodał ofertę poprawi ją, więc mamy jakieś 6 godzin na podjęcie decyzji&#8230; lecimy?<br />
- A nie miało być do Azji?<br />
- No miało, ale do Azji nie ma pomyłki&#8230; to co, lecimy?<br />
- Lecimy!</p>
<p><span id="more-298"></span></p>
<p><a href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html/attachment/mapa-wene" rel="attachment wp-att-737"><img class="alignleft size-large wp-image-737" title="mapa-wene" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/uploads/2012/01/mapa-wene-1024x630.png" alt="" width="620" height="381" /></a></p>
<p><a href="http://g.co/maps/c4ea9" target="_blank">Zobacz mapę z wyprawy</a></p>
<p>&#8230; i tak właśnie podjęliśmy decyzję o tegorocznych wakacjach. Jest kwiecień &#8211; mamy mnóstwo czasu do listopada, żeby sobie wszystko dokładnie zaplanować.</p>
<p>Nasze plany jeszcze 2 tygodnie przed terminem nie były do końca sprecyzowane&#8230; właściwie&#8230; mieliśmy wciąż tylko lot. Tymczasem nasi najbliżsi ostrzegali nas o niebezpieczeństwie, kartelach narkotykowych (to w Kolumbii!), porwaniach (w&#8230; nie wiem gdzie?), rabunkach o których słyszeli (to na całym świecie!) i naszej marnej niezorganizowanej głowie (zgubimy się / zapomnimy o locie powrotnym) oraz słabej kondycji (umrzemy z wycieńczenia).</p>
<p>Po długich naradach (hehe) postanowiliśmy mimo wszystko pojechać.</p>
<p>Na forum fly4free.pl, dzięki któremu kupiliśmy ten bilet odnaleźliśmy innych szczęśliwców, którzy kupili bilety z tej doskonałej &#8222;promocji&#8221;. Kuba leciał wraz z 4 innymi osobami. Zapytany o plany powiedział, że część robią wspólnie, a później się rozdzielają i właściwie nie do końca jeszcze wiedzą. Postanowiliśmy więc zaplanować 2 pierwsze dni. Ktoś po nas miał przyjechać do Caracas (€20 / os) i zawieźć do Choroni/Puerto Colombia. Wszystko zorganizowane z mieszkającą tam Claudią &#8211; Niemką. Plan był taki, że później się zobaczy &#8211; w końcu nie znamy tych ludzi wcale&#8230;</p>
<h3>Przygotowania</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/bags.jpg" title="Przed podróżą warto zafoliować torby - szczególnie, jeśli macie międzylądowanie. Tutaj dają dodatkowo 1000 euro za naruszony bagaż. Jak dla mnie, mogliby mi ukraść jakąś bluzę za 1000 euro ;)" rel="lightbox[singlepic190]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/190__500x375_bags.jpg" alt="bags" title="bags" />
</a>

<p>Lot z Warszawy do Helsinek był o 16:35, ale cała wyprawa zaczęła się znacznie wcześniej.</p>
<h4>Szczepienia</h4>
<p>Jeśli planujesz tego typu wyprawę po raz pierwszy pamiętaj o kilku ważnych rzeczach, które trzeba wcześniej załatwić. Do Wenezueli potrzebujesz (są zalecane) <strong>szczepienia</strong>.</p>
<p>- WZW B (wirusowe zapalenie wątroby typu B)<br />
- WZW A<br />
- polio, krztusiec, błonica, tężec<br />
- dur brzuszny<br />
- żółta febra</p>
<p>Jest to o tyle istotne, że w przypadku np. WZW B trzeba zrobić przynajmniej 2 zastrzyki z miesięczną przerwą (1 dawka, druga dawka po miesiącu, trzecia po pół roku).<br />
Ważność szczepionek to ok 3-10 lat, ale różnie to bywa i warto sobie od czasu do czasu robić przed wyjazdami badania na przeciwciała. Ja miałam już WZW B, więc za szczepionki zapłaciłam ok 800zł. Paweł ok 1000zł.</p>
<h4>Sprzęt</h4>
<p>Na wyprawę warto też wziąć dobry <strong>plecak</strong>, w którym będziesz mógł nosić te 15 kg bez zająknięcia. Przydadzą Ci się buty trekkingowe, sportowe sandały i klapki (chyba, że jedziesz do Wenezueli, żeby leżeć na plaży &#8211; wtedy wystarczą klapki :) ). My wybieraliśmy plecak przez pełne 3 weekendy &#8211; wkładaliśmy do nich ciężkie namioty, obciążniki a nawet gaśnicę (!) i łaziliśmy po sklepie, żeby sprawdzić czy jest nam wygodnie. Uwierzcie &#8211; różnice są ogromne.</p>
<p>Do Salto Angel płynie się łodzią. Zalecamy kupienie RainCoat. Jeśli nie w Polsce, to koniecznie na miejscu na lotnisku w Canaimie (później nie będzie). Polecamy też pokrowce chroniące przed zamoknięciem &#8211; np. do aparatu (do robienia zdjęć podwodnych), ale też na dokumenty (duża wilgoć i nawet pieniądze są takie mokrawe), albo inny sprzęt, zanim zwariuje.</p>
<p>W Wenezueli jest napięcie 120V, więc upewnij się, że wszystko co zabierasz daje się ładować w ten sposób. Wtedy jeszcze warto zaopatrzyć się w przejściówkę &#8211; nie licz na to, że będą na miejscu (my spotkaliśmy 2 razy). Weź okulary przeciwsłoneczne i nakrycie głowy, koniecznie środek przeciw komarom (najlepsza będzie mugga w kulce), długie spodnie, ciepłe bluzy, bluzki z długim rękawem, skarpety.</p>
<p>Upewnij się, czy jedziesz w porze deszczowej czy suchej &#8211; my jechaliśmy na początku pory suchej i słyszałam wiele opinii, że to najlepszy czas &#8211; jestem skłonna się z tym zgodzić. Mimo wszystko staraj się zabierać rzeczy, które szybko schną, bo jest tam bardzo duża wilgoć.</p>
<h4>Kurs oficjalny vs nieoficjalny dolara</h4>
<p>Weź gotówkę &#8211; najlepiej dolary. Przelicznik na Euro jest tam bardziej niekorzystny. W Wenezueli można dokonać wymiany dolarów wyłącznie w bankach &#8211; w każdym innym miejscu jest to nielegalne i karane. Wynika to z faktu, że Chavez handluje benzyną ze stanami i woli ustalać samodzielnie &#8222;kurs dolara&#8221; na jakieś 4 BsF. Rzeczywistość jest jednak inna i wszyscy chcą mieć dolary, bo to pewniejsza waluta niż Bolivary i można w ten sposób kupować ze stanów (np. używane samochody :) ). Jest więc też kurs nieoficjalny w okolicach 8 BsF za $1.</p>
<p>Jest nawet strona organizacji, która podaje oficjalny nieoficjalny kurs dolara ;) http://dolar-paralelo.info/dolar</p>
<p>W czasie naszego wyjazdu waha się on od 8,5 do 8,9 BsF.</p>
<h3>Helsinki</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/006.jpg" title="Hotel w Helsinkach -jak na **** hotel to dość osobliwy." rel="lightbox[singlepic1]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/1__500x375_006.jpg" alt="Hotel w Helsinkach" title="Hotel w Helsinkach" />
</a>

<p>Przylecieliśmy do Helsinek wieczorem. Mieliśmy hotel niedaleko lotniska (wykorzystaliśmy do tego brytyjski groupon :) ). Zjedliśmy obiad i koło 22 poszliśmy spać. Musieliśmy wstać o 3:00 i zastanawialiśmy się jak to zrobić, bo to był dzień, w którym zmieniał się czas. W Polsce o 3:00 cofało się zegarki na 2:00, w Helsinkach o 4:00 na 3:00. Nie byliśmy pewni jak zareagują nasze budziki. Po długich namysłach postanowiliśmy wstać minutę wcześniej i nastawić budzik na 3:59 :) Zadziałało &#8211; ale tylko na część budzików!</p>
<p>Wstaliśmy, zjedliśmy pyszne śniadanko i pojechaliśmy na lotnisko. Lot przebiegł bez większych zakłóceń i przygód. Wylądowaliśmy we Frankfurcie. Tutaj mieliśmy się spotkać z pozostałymi osobami z fly4free.pl. Było nas łącznie 10 osób z Polski. W kupie raźniej ;)</p>
<p>Lot z Frankfurtu trwał 9 godzin. Obejrzałam 3 filmy, zdrzemnęłam się kilka godzin i ogólnie nie mogę powiedzieć, żebym ciężko znosiła ten lot. Widzieliśmy Karaiby z lotu ptaka. Gdy dolecieliśmy do Caracas na lotnisku znów spędziliśmy jakieś 40-60 min. Najpierw w kolejce żeby podbić pieczątkę na formularzu imigracyjnym, później po bagaże, a później z bagażami do ewentualnej kontroli, której udało nam się uniknąć, ale niektórzy z nas zostali rzeczywiście przeszukani. Później &#8211; zgodnie z opisem Claudii z maila poszliśmy pod Internet Cafe gdzie miał na nas czekać nasz kierowca. &#8222;Tomasz, Paweł, Arkadiusz&#8221; &#8211; bo te trzy osoby załatwiały nocleg w Choroni z Claudią. Kierowca dał nam po 100 bolivarów &#8222;pocket money&#8221;, żebyśmy mogli kupić wodę, a na miejscu Claudia miała mieć dla nas trochę więcej &#8222;pocket money&#8221; w cenie 7.5 BsF za dolca. Oczywiście kasa na drobne wydatki to definicja bardzo względna&#8230; Można powiedzieć, że Claudia była doskonale przygotowana na wymianę dolarów dla 10 osób i nie tylko w pierwszy dzień.</p>
<h3>Caracas</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010145.jpg" title="Wyjazd z Caracas" rel="lightbox[singlepic37]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/37__500x375_P1010145.jpg" alt="Wyjazd z Caracas" title="Wyjazd z Caracas" />
</a>

<p>Gdy wyszliśmy z lotniska poczuliśmy jak koszmarne jest powietrze &#8211; niby nie jest bardzo gorąco, ale ciężko się oddycha. To przez wilgotność powietrza&#8230; Mimo wszystko Wenezuela to zdecydowanie moje klimaty! Autobus to klekot. Ledwo się zmieściliśmy. Jedno siedzenie było popsute i Marzena nie miała oparcia. Zapowiadało się przynajmniej 6 godzin jazdy. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy jak ciężkiej. Kierowca chciał sobie zrobić z nami zdjęcie &#8211; skomentował, że jeszcze nigdy nie wiózł tylu osób. Zdarzało mu się wieźć 7, ale nigdy 10! Jeszcze wtedy nie zdawaliśmy sobie sprawy, że w takim składzie jesteśmy dla nich żyłą złota.<br />
Ta część Caracas, którą jechaliśmy nie wyglądała najlepiej&#8230; Szczerze, to przejeżdżaliśmy chyba przez slumsy, ale mnie się wydały czarujące. Zielone góry i gdzieniegdzie było widać przebijającą, czerwoną ziemię. Wzgórza obsypane były różnokolorowymi domkami slumsów. Ruch na drodze nietypowy. W korkach stali sprzedawcy wszystkiego, którzy przemykali między samochodami oferując kawę, ciastka i wiele, wiele innych rzeczy. Dojechaliśmy do Maracay gdzie zatankowaliśmy &#8211; za niecałe 5zł :) i pojechaliśmy dalej. Było już ciemno gdy wjechaliśmy do Henri Pittier Park. Parku narodowego położonego w górach. Do Puerto Colombia można było dojechać tylko w ten sposób. Serpentyny wyglądały groźnie. Jeśli ktoś jechał z naprzeciwka to ledwo się mieściliśmy. Było zupełnie ciemno, co dodatkowo pobudzało naszą wyobraźnię. Jechaliśmy wprost na skały i &#8230; w ostatniej chwili skręt, tuż nad przepaścią! Z jednej strony skały, z drugiej przepaść&#8230;. jak zbliżał się zakręt, to kierowca trąbił, żeby uprzedzić nadjeżdżających z na przeciwka. W międzyczasie opowiadał nam o dzikich zwierzętach, które żyją w tym parku &#8211; pumy, węże&#8230; Dodaj do tego silnik, który brzmiał, jakby miał za chwilę powiedzieć &#8222;nie, dziękuję&#8221; i miks adrenaliny gotowy&#8230; wraz z pięknym widokiem na oświetlone nocą Maracay! Jechaliśmy w górę w ogromnym napięciu i zastanawialiśmy się, jak dużo gorzej będzie zjeżdżać i czy hamulce dadzą radę. Ale po ok. 2 godzinach jazdy wszystkim już chyba było wszystko jedno&#8230; ja kimałam i obudziłam się na miejscu. Claudia pokazała nam pokoje, zaprowadziła do miejsca, w którym mogliśmy coś zjeść. Mówiąca wyłącznie po hiszpańsku właścicielka oznajmiła, że piwa już nie ma (!) ale jej syn poszedł do sklepu i kupił nam piwo w puszce&#8230; Do tego mieliśmy do wyboru owoce morza, jakiś tajski ryż i coś jeszcze&#8230; było pyszne. Było tam cholernie gorąco i wszyscy byliśmy wycieńczeni, więc szybko położyliśmy się spać.</p>
<h3>Choroni / Puerto Colombia</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010177.jpg" title="Posada Alfonso - w środku" rel="lightbox[singlepic43]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/43__500x375_P1010177.jpg" alt="Posada Alfonso - w środku" title="Posada Alfonso - w środku" />
</a>

<p>Choroni to miejscowość nad samym morzem. My właściwie mieszkaliśmy w Puerto Colombia, choć ciężko było wyznaczyć jakiekolwiek granice między tymi miejscowościami. Dla mnie to były po prostu zamienne nazwy. Okazuje się, że na początku ludzie osiedlili się w Choroni, ale ze względu na piratów, którzy rabowali, przenieśli się nieco wgłąb lądu, stąd takie dwie nazwy.</p>
<p>Obudziliśmy się koło 9:00, zjedliśmy Śniadanie, co przy 10 osobach trochę trwało. Postawiliśmy na coś lokalnego. Pocięte w plasterki mięso, czerwona fasolka, jajko sadzone i arepa &#8211; dziwne placki z kukurydzy &#8211; ujdą&#8230; Smażone w głębokim tłuszczu, na płycie, w piekarniku &#8211; jak się później okazało w różnych wariantach. Do tego sok ze świeżych owoców&#8230; mmmm! Pychotka! Kilka godzin późni część naszej grupy wybrała się w to miejsce na kawę&#8230; i usłyszała, że właściciel zarobił dzisiaj tak dużo (na naszym śniadaniu), że już nie pracuje. To typowe dla kultur latynoskich.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/027.jpg" title="Wenezuelskie śniadanie" rel="lightbox[singlepic10]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/10__500x375_027.jpg" alt="Wenezuelskie śniadanie" title="Wenezuelskie śniadanie" />
</a>

<p>Po śniadaniu poszliśmy na plażę trochę się zrelaksować. To miała być podobno najpiękniejsza plaża w Wenezueli&#8230; Zdecydowanie zasługiwała na to miano! Między palmami przeszliśmy na piękną plażę z jasnym, czystym piaskiem. Dookoła otaczały ją góry, które wdzierały się w pięknie turkusowe Morze Karaibskie. Plaża nie była duża, ale było na niej tylko kilka osób, przez co w ogóle nie było tłoczno. Po godzinie leżenia postanowiliśmy się przenieść na drugą stronę plaży. Fale były większe, ale też byliśmy tam zupełnie sami. Nie było też niestety sprzedawcy piwa, ale jakoś to przeżyliśmy, bo zauważyliśmy, że leżymy pod palmami kokosowymi&#8230; i wtedy się zaczęło &#8211; Chłopaki zaczęli przeszukiwać krzaki w poszukiwaniu idealnych kokosów, a później próbowali się do nich dobrać. W końcu jakiś lokalas postanowił nam pomóc. Otworzył kilka z nich &#8230; Ale w środku była tylko woda&#8230; Ale jak to? My chcemy kokos! No to poszukał nam bardziej dojrzałych&#8230; kokosów i po 15 minutach wcinaliśmy prawdziwe prosto-z-drzewka kokosy. mmm! Koło 15 się zebraliśmy.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010228.jpg" title="Plaża Puerto Colombia" rel="lightbox[singlepic60]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/60__500x375_P1010228.jpg" alt="Plaża Puerto Colombia" title="Plaża Puerto Colombia" />
</a>

<p>Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że te 5 godzin, to moje jedyne chwile plażowania podczas tego dwutygodniowego wyjazdu. Przy plaży był jakiś bar, więc usiedliśmy tam&#8230; Sweet banana? To może być dobre! Po 15 minutach gość zaczął nam podawać zamówione potrawy&#8230; były też takie, do których nikt się nie przyznał. Jak się potem okazało, były to smażone banany&#8230;. z ketchupem, majonezem i serem-śmierdziuchem. Nie tak sobie wyobrażałam smażone banany! Później poszliśmy zobaczyć port. Cały czas mieliśmy w głowie myśl, aby wyjechać z Puerto Colombia inaczej, niż się tam dostaliśmy &#8211; w tym wypadku jedynym sposobem była łódź. Gdy dotarliśmy na miejsce już wiedzieliśmy, że czeka nas ta sama kilkugodzinna przeprawa przez góry. W tak zwanym porcie były tylko małe rybackie łódeczki, którymi zdecydowanie nie chcielibyśmy się przedostawać.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/030.jpg" title="Smażone banany... z ketchupem" rel="lightbox[singlepic13]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/13__500x375_030.jpg" alt="banany" title="banany" />
</a>


<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/037.jpg" title="Port w Puerto Colombia" rel="lightbox[singlepic16]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/16__500x375_037.jpg" alt="Port w Puerto Colombia" title="Port w Puerto Colombia" />
</a>

<p>Po powrocie z &#8222;portu&#8221; wzięliśmy prysznic i poszliśmy na obiad. Zajrzeliśmy do kuchni, żeby porozumieć się z właścicielką naszej ulubionej restauracji, zobaczyliśmy świeże mięso i powiedzieliśmy, że chcemy to. Czekaliśmy na nasze zamówienie jakieś 2 godziny (i kilka drinków), ale trzeba przyznać, że wszystko było świeżutkie. Przy kolacji ustalaliśmy plany na resztę pobytu. Każdy z nas miał trochę inne oczekiwania, więc było pewne, że się rozdzielimy &#8211; nie wiedzieliśmy jeszcze kiedy.</p>
<p><strong>Gosia i Maciek </strong>zostawali z nami jeszcze kilka dni, a później mieli wykupione All Inclusive na Arubie. <strong>Marzena i Tomek</strong> tygodniami trenowali przed trekkingiem na Roraimę. Oprócz tego mniej zdecydowani: <strong>Pani Ela, Piotrek i Arek</strong>, a także <strong>Kuba</strong>, którego jedynym celem było &#8222;odłączyć się od reszty na kilka dni&#8221; i my.</p>
<h3>Henri Pittier Park</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010380.jpg" title="Piękny kwiat" rel="lightbox[singlepic105]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/105__500x375_P1010380.jpg" alt="rura drenażowa" title="rura drenażowa" />
</a>

<p>Następnego dnia pojechaliśmy na wykupioną wycieczkę do Henri Pittier Park. Niestety bez Pani Eli, która skręciła sobie kostkę na schodach w nocy. Po raz kolejny zasuwaliśmy serpentynami, tym razem w lokalnym autobusie z naszym przewodnikiem Vivim (Vincenzo). Mieliśmy mieć wygodne buty, skarpetki i długie spodnie, ze względu na zwierzątka, które mogłyby nas zaatakować. Albo przywykliśmy, albo w dzień ta trasa nie robiła na nas już tak dużego wrażenia. Załatwiliśmy sobie krótszą wersję wycieczki (i wcześniej), bo chcieliśmy jeszcze zdążyć dojechać do Coro i umówiliśmy się, że o 14:00 wyjeżdżamy. Spacerek był całkiem niezły&#8230; najpierw ktoś z przodu zawołał nas, żebyśmy przyszli zobaczyć kolibra (i tym go spłoszył), widzieliśmy cudowne kwiaty, rosnące dziko ananasy, banany, kawę&#8230; kolonię pająków, żaby. Przechodziliśmy przez rzekę&#8230; kilka razy &#8230; bez butów&#8230;. czasem w butach&#8230; i z mokrymi nogawkami, które się odwinęły&#8230; W górę i w dół, w górę i w dół. Przechodziliśmy nad przepaścią na jakimś murku, który był tamą wybudowaną przez jakichś studentów. Doszliśmy do miejsca, w którym trzeba było przejść przez przewalony, śliski pień na wysokości 3 metrów i wtedy większość postanowiła, że czas wracać. W drodze powrotnej zaliczyliśmy kąpiel w cudownej, chłodnej kojącej zmęczenie i gorąc rzece, tuż przy wodospadzie. Trzeba było do tej rzeki zejść w dół, więc w powrotnej drodze wspinaliśmy się po skałkach wodospadu. Jeden kamień mi się osunął i pamiątka w postaci ogromnego siniaka gotowa. Zaczęłam sobie wyobrażać co by było, gdybym spadła i panikować. Na szczęście wyżej były już metalowe pręty, które były już bardziej solidne. W powrotnej drodze miałam jak zwykle ogromnego dyga &#8211; schodzenie ze śliskiej ścieżki w dół zawsze stanowiło dla mnie większe wyzwanie niż wchodzenie pod górkę.<br />
Gdy doszliśmy do drogi mokrzy, zmęczeni, ubłoceni i czekaliśmy na autobus, zauważyliśmy sklepik, w którym można było kupić parę lokalnych smakołyków. Przede wszystkim wenezuelską kawę (strasznie słabą, obowiązkowo z cukrem) i banany. Paweł wypróbował tam także ich lokalny smakołyk <strong>Ayaka</strong> (placek kukurydziany z mięsem w środku, gotowany w liściu bananowca), ale był raczej bez smaku (albo słabo doprawiony). Za to banany pyyycha. Takie malutkie, bardzo słodkie i platany, które w smaku trochę bliższe były ziemniakom &#8211; mniej słodkie, twardsze, ale również dobre.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010404.jpg" title="sklep z kawą i bananami" rel="lightbox[singlepic117]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/117__500x375_P1010404.jpg" alt="sklep" title="sklep" />
</a>

<p>Po powrocie do Choroni wyszorowałam buty, spakowaliśmy rzeczy i wyjechaliśmy. Mieliśmy już i tak opóźnienie. Na szczęście Claudia załatwiła nam nocleg w Coro. Aha, na marginesie &#8211; popsuł mi się telefon. Trudno powiedzieć, czy zwariował od wilgoci czy od innego niż w Europie napięcia ale po podłączeniu do ładowarki zachowywał się tak, jakbym mu podpinała i odłączała ładowarkę non stop. 30% baterii? Miejmy nadzieję, że starczy na backup &#8211; szczególnie zdjęć w Polsce.</p>
<h3>Coro (Santa Ana de Coro)</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010600.jpg" title="Coro, ulica w stylu kolonialnym" rel="lightbox[singlepic136]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/136__500x375_P1010600.jpg" alt="Coro colonial street" title="Coro colonial street" />
</a>

<p>Do Coro jechaliśmy 9 godzin. Ale Coro to najstarsze chrześcijańskie miasto w Wenezueli. Wpisane na listę dziedzictwa UNESCO. Jak moglibyśmy to przegapić??? Po tej wycieczce zanotowałam jedno &#8211; UNESCO schodzi na psy i nie ma co się sugerować. To wszystko chyba przez to, że mieszkamy w Europie i nic nie jest nas w stanie zaskoczyć. Przyjechaliśmy bardzo późno &#8211; koło 23:00. Ja jak zwykle spałam, ale pozostali napomknęli, że dzielnica raczej nie zachwyca i lepiej nie wychodzić na zewnątrz. No trudno. W środku była lodówka z piwem na &#8222;kreski&#8221; więc już mi się podobało &#8211; rozeszliśmy się do pokojów koło 3:00. Chyba się nie przygotowali na najazd Polaków, bo po tym jednym wieczorze nie zostało go już zbyt wiele. Był internet, ale słaby, za to nie było klimy, co dało się odczuć szczególnie rano. Dlatego właśnie nasz dzień zaczął się wcześnie. Piotrek przyniósł pyszne empanady &#8211; ciasto również kukurydziane, ale jak nasze pierogi, tyle, że smażone na głębokim tłuszczu. W środku ser i mięso. Pyyycha! Postanowiliśmy się przenieść do hotelu z klimatyzacją. Piotrek, Arek i p. Ela tego dnia mieli w nocy jechać do Meridy na zorganizowaną jeszcze z pomocą Claudii wycieczkę Los Llanos, Marzena i Tomek z kolei mieli zacząć Roraimę, więc rano poszli na dworzec autobusowy kupić bilety. Nam trochę przeszkadzał plan wycieczki, który zakładał dojazd do Meridy rano i cały dzień w Meridzie, żeby następnego dnia jechać na równiny (<em>llanos</em>). Poprosiliśmy ich więc, żeby się dowiedzieli, czy możemy ten jeden dzień &#8222;przyspieszyć&#8221; i jeśli nie będzie problemu, to dołączymy do nich dzień później.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010597.jpg" title="Coro, Kościół św. Franciszka" rel="lightbox[singlepic134]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/134__500x375_P1010597.jpg" alt="Coro - kościół" title="Coro - kościół" />
</a>

<p>Później &#8211; ostatni raz tak silną grupą &#8211; poszliśmy na spacer po mieście. Miasto w stylu kolonialnym. Główny zabytek to Katedra i Kościół Świętego Franciszka, oraz Kościół Św. Klemensa z podwieszoną na suficie kotwicą &#8211; to dlatego, że św. Klemens został utopiony przez wrzucenie do morza z zawiązaną u szyi kotwicą.</p>
<p>No&#8230; nie było to złe, ale miałam poczucie, że niepotrzebnie jechałam taki szmat drogi i że można było to lepiej wykorzystać. Czuliśmy już presję, że będzie trzeba z czegoś zrezygnować i że nie zobaczymy wszystkiego. Miałam nadzieję, że wydmy to wynagrodzą.</p>
<p>W czasie spaceru trafiliśmy w okolice więzienia, gdzie ustawiały się kolejki kobiet, chyba zapisy na wizyty. Zaczepił nas jakiś gość &#8222;<em>Alemania</em>?&#8221;, byłam pewna, że skądś znam to słowo, ale wypadło mi z głowy (<em>Niemcy</em>). Facet się nie poddawał.</p>
<p>- Europe?<br />
- Yes&#8230; &#8211; kto się zatrzymuje przy więzieniu w parku gdzie jest pełno strażników na hasło Europa??<br />
- France?</p>
<p>&#8230; tutaj nastąpiła kulturalna wymiana zdań. Spytał, czy mamy nocleg &#8211; tak, tak, mamy, De Dominico.</p>
<p>- Chcecie wymienić pieniądze?<br />
Kuba podłapał temat. Jaki kurs?<br />
- 8.0<br />
umówił się z nim o 17:00 w konkretnym miejscu, które zaznaczył na mapie. Kuba przygotował go na 300 dolarów. Facet pokazał nam jeszcze lokalną knajpkę, gdzie porcje były ogromne a ceny zupełnie&#8230; nie turystyczne. Ale wybieranie w menu było dość losowe. Skoro była tam kategoria mięsa (&#8222;carne&#8221;) i ryby (&#8222;pescado&#8221;) to co znaczyły pozostałe kategorie?</p>
<p>Później grupki na Los Llanos i Roraimę ruszyły na dworzec autobusowy. Piotrek wysłał nam później smsa, że zamarzają i że możemy do nich dołączyć dzień później, tylko, żeby dać im szybko znać. No to się zdecydowaliśmy.</p>
<p>Została nas już piątka. 8.0 to naprawdę dobry kurs &#8211; pomyśleliśmy. Wszyscy postanowiliśmy z tego skorzystać i poszliśmy razem z Kubą na miejsce spotkania o 17:00. Gość wyciągnął kalkulator i pyta &#8211; ile chcesz wymienić? A Ty? A Ty? I tak dodawał i dodawał na tym kalkulatorze i nie mógł się nadziwić. 1500 dolarów. Zaprosił nas na tyły hotelu, gdzie świadkiem był tylko jakiś facet naprawiający ogrodzenie do basenu. I znowu wyciągał kalkulator. I znowu liczył. Później powiedział, że idzie tylko zadzwonić i zaraz wraca. Zaczęliśmy się nieźle stresować. Gość od basenu wyciągnął ukradkiem telefon i napisał smsa. Wyobraźnia zaczynała pracować. Chodźmy stąd! Kiedy wrócił i powiedział, że może taką kasę zdobyć za godzinę i żebyśmy się spotkali o 18:00 spanikowaliśmy. O 18:00 robi się już ciemno&#8230; ale gdy próbowaliśmy mu powiedzieć, że nie, zaczynał nalegać. W końcu potwierdziliśmy &#8211; dobrze, 18:00, ale nikt z nas nie miał zamiaru się pojawić. Relaksowaliśmy się w pokoju gdy zapukał Kuba.<br />
- Otwórzcie szybko, to ważne.<br />
- co jest?<br />
- przyszedł ten gość od wymiany&#8230;<br />
- jak to możliwe?<br />
- nie wiem, ale jest u nas w pokoju.</p>
<p>No to nieźle! Zupełnie zapomnieliśmy, że podaliśmy mu nazwę hotelu podczas pierwszej rozmowy. Facet miał ze sobą papierową torebkę po jakiejś biżuterii a w środku kupę boliwarów. 1500 dolarów to 12 tys. boliwarów, a najwyższy nominał to 100 boliwarów. Facet się pomylił i dał nam za dużo o 1000 boliwarów (100 euro), ale od razu go poprawiliśmy &#8211; nie chcieliśmy mieć kłopotów. Szczególnie, że sama wymiana mogła stanowić spore kłopoty.</p>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010665.jpg" title="We’re rich!" rel="lightbox[singlepic169]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/169__500x375_P1010665.jpg" alt="We’re rich!" title="We’re rich!" />
</a>

<p>Później ze świadomością, że sporo zarobiliśmy poszliśmy się napić do hotelowego baru&#8230; wypiliśmy znacznie więcej, niż zyskaliśmy na różnicy 7,5 a 8,0, ale i tak było fajnie :-)</p>
<p>Rano z kolejnym planem ruszyliśmy na dworzec autobusowy, razem z Kubą, który zdecydował się jechać z nami. Gosia i Maciek mieli i tak już stąd zawijać się na Arubę, więc mieli pojechać dzień wcześniej do Punto Fijo. Ktoś z kolejki na dworcu zauważył, że nie rozumiemy za bardzo po hiszpańsku, więc zaczął nam objaśniać wszystkie zawiłości tamtejszych autobusów nocnych. Później pojechaliśmy oglądać wydmy.</p>
<h3>Médanos de Coro National Park</h3>

<a href="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/P1010681.jpg" title="Médanos de Coro National Park" rel="lightbox[singlepic179]" >
	<img class="ngg-singlepic" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/cache/179__500x375_P1010681.jpg" alt="Médanos de Coro National Park" title="Médanos de Coro National Park" />
</a>

<p>Wybraliśmy się tam miejskim autobusem, z centrum miasta. Klimat był niesamowity. Stary rupieć, w środku ktoś puszcza muzykę, ktoś śpiewa. Nie byliśmy pewni jak i ile mamy zapłacić za autobus, ale wkrótce okazało się, że jakiś facet zbierał opłatę. Chyba 2,5 BsF za głowę, ale nie jestem pewna. Pamiętam tylko, że więcej, niż się spodziewaliśmy. Wysiedliśmy tuż za miastem. Znów z pomocą miejscowych. Przewodnik Lonely Planet podpowiadał, że mamy wysiąść przy pomniku, ale nie bardzo wiedzieliśmy jak ten pomnik ma wyglądać, więc słusznie zdaliśmy się na tubylców. Doszliśmy do jakiejś bazy wojskowej czy czegoś i tam okazało się, że w złą stronę poszliśmy. W końcu udało nam się dotrzeć &#8211; przy wejściu do parku stoi pomnik matki z fontanną. Fontanna oczywiście sucha. Wygląda na to, że woda w Wenezueli jest bardzo droga. Potwierdza się to nie tylko w cenie butelkowanej wody (ok €1 za 0,5 l wody), która akurat może być przypadkowa, bo przynajmniej poza miastem ludzie wolą pić głębinową &#8222;kranówę&#8221;, bo jest lepsza. Turyści to jednak co innego, bo ich organizmy nie są przyzwyczajone do tamtejszej flory bakteryjnej. Przede wszystkim widać to właśnie w toaletach, które chociaż są zaskakująco czyste, to jednak wszędzie zastąpiono tradycyjne krany beczkami z wodą i butelkami do polewania rąk w płatnych toaletach, lub wyłącznie wodzie w spłuczkach w toaletach bezpłatnych. No i te fontanny&#8230; pourywane krany wszędzie. To takie dziwne być w kraju, w którym woda jest droższa niż benzyna. Jak tak dalej pójdzie, to nasze wnuki będą się śmiać czytając ten tekst dziwiąc się, że kiedyś woda była tak tania i ją marnowaliśmy.</p>
<p>Weszliśmy na te wydmy, piach palił nam stopy i mieliśmy ochotę zawrócić. Obiecaliśmy sobie, że dojdziemy do pierwszego wzniesienia. Wytrzymaliśmy może 10 minut pstrykając na tym wzniesieniu fotki i zawróciliśmy. Było południe. Kiepski moment na zwiedzanie wydm. Usiedliśmy, żeby się napić czegoś chłodnego i rozważyć nasze opcje powrotu do &#8222;miasta&#8221;. Był tam jakiś lokalny napój kokosowy, coś w stylu shake&#8217;a. Ochłodziliśmy się trochę i postanowiliśmy, że wrócimy taksówką. Było to możliwe, bo amerykańskie samochody były w stanie pomieścić 6 osób. Niestety żadna z przejeżdżających taksówek nie miała aż tyle miejsca. Kierowcy wystawiali rękę pokazując na palcach ile miejsc jeszcze mają. To ciekawe, że można dzielić taksówkę z kimś obcym. Dobra oszczędność miejsca zasługująca na pochwałę. Nie doczekaliśmy się &#8211; przyjechał autobus i postanowiliśmy z tego skorzystać. Później szukaliśmy pocztówek. Nie zdajecie sobie sprawy jakie to wyzwanie znaleźć sklep z pocztówkami. Na pytanie o znaczki ludzie patrzyli na nas jak na dziwaków &#8211; przecież są na poczcie.</p>
<p>Wróciliśmy do hotelu, spakowaliśmy rzeczy i przenieśliśmy je do pokoju Gosi i Maćka. Zanim jednak to nastąpiło mieliśmy zapytać, czy obsługa nie ma nic przeciwko. Czekaliśmy dość długo na to, próbując namierzyć jedyną osobę w hotelu, która mówi po angielsku, ale nie wyszło. Wyobrażacie sobie nie znając języka próbować pytać o takie kwestie? Z pomocą rozmówek, utartych sformułowań (&#8222;wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem&#8221;) i dobrej gestykulacji udało nam się uzyskać na to zgodę&#8230; Prawdopodobnie, bo &#8222;Okej, okej&#8221; mogło znaczyć wszystko.</p>
<p>Siedzieliśmy później przy stoliku na recepcji, wypisując nasze 30 kartek. W recepcji zebrały się 3 osoby i oglądały zaciekle seriale. Załatwianie wszelkich spraw w tym czasie nie było mile widziane i nie wróżyłoby nam sukcesu.</p>
<p>Później się rozdzieliliśmy &#8211; głównie dlatego, że chcieliśmy z Pawłem wysłać kartki, a mieliśmy przeczucie, że później będzie to jeszcze trudniejsze. Wiedzieliśmy mniej-więcej gdzie jest poczta. Jak się później okazało raczej mniej, niż więcej. Wylądowaliśmy na jakimś jarmarku. Całe chodniki wypełnione straganami z &#8222;markowymi&#8221; ciuchami, płytami i &#8230; właściwie wszystkim, co potrzeba. Ale nie poczta. Pytaliśmy o <em>oficina de correos</em> (jak nam rozmówki radziły), ale raczej ludzie nie wiedzieli o co nam chodzi. Czasem udawało się, gdy pokazywałam wypełnione kartki pocztowe, a czasem nie. Ludzie po prostu nie wiedzieli gdzie jest poczta. Mówili coś o Banco de Venezuela, ale nie wiedzieliśmy o co im chodzi&#8230; na tyłach banku? Po ponad godzinie łażenia czuliśmy, że jesteśmy coraz bliżej. Ale inni ludzie podawali inne kierunki. W końcu trafiliśmy na kogoś, kto nieprzeciętnie dobrze rozmawiał po angielsku. Okazało się, że mamy pocztę tuż pod nosem i że właściwie w Coro nie ma czegoś takiego jak poczta, a usługę tejże sprawuje właśnie Banco de Venezuela. Po ponad 1,5 godzinie poszukiwań udało się! Pociągamy za klamkę&#8230; zamknięte! Okazało się, że cholerna poczta działa do 14:30. Poradzono nam, żeby przyjść następnego dnia. Nie będzie następnego dnia, do cholery! Zmęczeni, głodni i wkurzeni wracaliśmy do hotelu. Po drodze minęliśmy jeszcze transwestytę robiącego kolczyki handmade. Zbiera piórka ptaków, robi kolczyki, do każdego kolczyka dodaje obrazek, który stanowi nieodłączną jego część&#8230; bla bla bla, takie gadanie! Dawaj już mój kolczyk! Dałam 70 boliwarów za jednego kolczyka, ale jest śliczny. Piórko z jednej strony żółte z drugiej niebieskie.</p>
<p>Po obiedzie znów skończyliśmy w hotelowym barze. Wieczorem wyjeżdżaliśmy wgłąb kraju &#8211; do Barinas, skąd nad ranem mieliśmy dołączyć do p. Eli, Arka i Piotrka. Pożegnaliśmy się z Gosią i Maćkiem, życząc im udanych wakacji i wsiedliśmy w taksówkę. Razem z nami wsiadła jakaś parka, która później dopłaciła do nas (nie mieliśmy drobnych). Jak miło z ich strony!</p>
<h3><span style="text-decoration: underline;">Zobacz zdjęcia:</span></h3>

<div class="ngg-albumoverview">		

	<!-- List of galleries -->
		
	<div class="ngg-album-compact">
		<div class="ngg-album-compactbox">
			<div class="ngg-album-link">
				<a class="Link" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-1-piraci-z-karaibow">
					<img class="Thumb" alt="Część 1. Piraci z Karaibów" src="http://www.wcalyswiat.pl/wp-content/gallery/czesc-1-piraci-z-karaibow/thumbs/thumbs_P1010235.jpg"/>
				</a>
			</div>
		</div>
		<h4><a class="ngg-album-desc" title="Część 1. Piraci z Karaibów" href="http://www.wcalyswiat.pl/zdjecia/czesc-1-piraci-z-karaibow" >Część 1. Piraci z Karaibów</a></h4>
				<p><strong>184</strong> Zdjęcia</p>
			</div>

 	 	
	<!-- Pagination -->
 	<div class="ngg-clear"></div>
</div>


<div style="height:33px;" class="really_simple_share robots-nocontent snap_nopreview"><div class="really_simple_share_facebook_like" style="width:100px;"><iframe src="http://www.facebook.com/plugins/like.php?href=http%3A%2F%2Fwww.wcalyswiat.pl%2Frelacje%2Fameryka-pld%2Fwenezuela%2Fpiraci-z-karaibow.html&amp;layout=button_count&amp;show_faces=false&amp;width=&amp;action=like&amp;colorscheme=light&amp;send=false&amp;height=27" 
						scrolling="no" frameborder="0" style="border:none; overflow:hidden; width:px; height:27px;" allowTransparency="true"></iframe></div><div class="really_simple_share_google1" style="width:100px;"><div class="g-plusone" data-size="medium" data-href="http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html" ></div></div><div class="really_simple_share_facebook" style="width:100px;"><a name="fb_share" type="button_count" href="http://www.facebook.com/sharer.php" share_url="www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html">Share</a></div></div>
		<div style="clear:both;"></div>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wcalyswiat.pl/relacje/ameryka-pld/wenezuela/piraci-z-karaibow.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
