Weekend w Mediolanie

Trzeba przyznać, że opinie, które czyta się o Mediolanie mają w sobie wiele prawdy. Jeśli chcesz poznać klimat Włoch lepiej zapewne zwiedzić Bergamo tuż obok. Tak się jednak składa, że to był mój siódmy raz we Włoszech i cieszę się, że był wyjątkowy, a nie w kółko – Werona, Wenecja, Rzym, a do tego wypad szopingowy do San Marino i plażowanie w Rimini lub Biblione. Mediolan to faktycznie inne oblicze Włoch.

 

 

 

Logistyka lotniskowa ;)

002-mapa

Byliśmy w Malpensie około 11, dość długo próbowaliśmy się odnaleźć na lotnisku – te strzałki mają jakieś dziwne!:)

Znalazłam tam jakąś mapę – sklepów jakiegoś BOGGI czy czegoś, ale na szczęście była całkiem sensowna więc można było z niej swobodnie korzystać. Do Mediolanu mieliśmy w planach jechać pociągiem, który podobno miał kosztować jakieś grosze, a kosztował 7 eurasów. Podeszliśmy do automatu z napisem „Fast Ticket”, oczywiście bez gotówki ;-) Ten ich szybki system zawieszał się non stop (przynajmniej w angielskiej wersji) a czasem miał tylko włoską wersję;-) Gdy już udało nam się z nim porozumieć i przyszło do płacenia, to zauważyliśmy, że przyjmuje tylko gotówkę :))) zniechęceni poszliśmy szukać autobusu. Po drodze zauważyliśmy, że mają tam wypożyczalnię samochodów za 9,90 Eurasa za dzień, co by nam się okrutnie kalkulowało i dało jakąś większą swobodę – szczególnie, że Paweł chciał zwiedzać Bergamo, ja Mediolan, a mieliśmy na to niecałe 2 dni… Okazało się jednak, że nie mają wolnych samochodów, więc kłopot z głowy :P

Nie pamiętam już dlaczego wróciliśmy do pomysłu Train Ticket – tym razem wypłaciłam kasę z bankomatu więc mogliśmy zaszaleć :D … i nie pamiętam co tym razem w tym biletomacie nas zniechęciło…. jednym, drugim i trzecim :)

Spojrzeliśmy po chwili, że tuż za biletomatami są drzwi, które prowadzą do prawdziwych kas, z prawdziwymi ludźmi i bez prawdziwych kolejek:-) w 30 sekund ogarnęliśmy bilety i jeszcze nas Pani poinformowała który peron :) A bilety były o €0,50 TAŃSZE! Cudownie! To się  nazywa FAST TICKET!

 

Wsiedliśmy do pociągu i zauważyłam kasownik, taki biletowy, więc skwitowałam, że chyba trzeba je skasować (szczególnie, że mają strzałki z napisem, który można było sobie wyobrazić jako „skasuj z tej strony”). Niestety bilet się nie chciał skasować i przystresowaliśmy się, że jak będzie kontrola, to będzie się trzeba tłumaczyć. Okazało się później,  że przychodzi Pan konduktor i go przedziurkowuje :-))))))))

pkp

Wysiedliśmy na dużym zabytkowym dworcu w Mediolanie. (Wow!) Pognaliśmy do Hotelu, który był niedaleko. Odsapnęliśmy i uznaliśmy, że najwyższy czas na obiad. Cel? Prawdziwa Włoska Pizza.

Prawdziwa Włoska Pizza

Było chyba koło godziny 14, jak wyszliśmy w poszukiwaniu włoskich smaków. W pobliżu hotelu było parę knajpek, ale to były raczej fast foody, a naszym celem była Ristorante a nie jakiś fast food :) Szliśmy zatem uliczkami i kręciliśmy nosem. Doszliśmy do jakiejś stacji Metra i stwierdziliśmy, że pojedziemy w ciemno i wysiądziemy gdzieś i to na pewno będzie dobre miejsce, z restauracją rodzinną, stolikami na zewnątrz i tym wspaniałym włoskim powietrzem.

Mieliśmy tu ciekawą przygodę :) ponieważ zostawiłam w pociągu okulary to postanowiłam sobie kupić jakieś po taniości. Sklepik w metrze wydał się idealnym miejscem :) Oglądałam okulary, a w tym czasie Paweł walczył w biletomatem.

Kobieta w kiosku była ucieszona, że ktoś coś u niej ogląda, ale od zakupu odwiodła mnie cena (€19,90) i dwucentymetrowa warstwa kurzu na okularach :D Poszłam więc do biletomatu i zastanawialiśmy się wspólnie jaki bilet nam najbardziej będzie odpowiadał. Padło na 24-godzinny z dowolną ilością przesiadek. Po chwili kobieta z kiosku pół-angielskim pół-włoskim zakomunikowała, że biletomat się popsuł i wskazała gdzieś palcem. Myśleliśmy, że jakiś inny biletomat, ale okazało się, że chciała nam je sprzedać :D … oczywiście biletomat działał :)

Gdzieś wysiedliśmy, gdzieś się przesiedliśmy a decyzje podejmowaliśmy na zasadzie „teraz idziemy za tą laską w różowym”, „a teraz za nim” ;)

luk

Byliśmy już mocno głodni na jednym paskudnym crossain’cie w samolocie i postanowiliśmy pojechać autobusem i wysiąść, gdy zobaczymy potencjalne miejsce na restaurację. Zachęciły nas małe uliczki „takie włoskie” i z włoskimi flagami, więc wyparowaliśmy z autobusu za jakąś Azjatką. I tak trafiliśmy do China Town :)

idziemy-za-azjatka

China Town

No tak, nie ma jak szukać prawdziwej włoskiej pizzy w China Town :) stwierdziliśmy, że to pewnie jedna ulica ale im bardziej szliśmy wgłąb, tym bardziej chińska ta dzielnica się stawała…  Była oczywiście bardzo ładna, trafiliśmy na deptak -  sklepy, rowery, ale Ristorante jak nie było tak nie ma. Czasem azjatycką część tej części Mediolanu można było rozpoznać wyłącznie na podstawie Kanji na szyldach, w większości przypadków jednak patrzono na nas dziwnie i z politowaniem, jakbyśmy się zgubili mimo, że dość często przemykały tam całe rodziny rasy białej.

Postanowiliśmy wsiąść w tramwaj i pojechać znów gdzieś przed siebie. Wysiedliśmy widząc stoliki na zewnątrz i charakterystyczne Pizza Ristorante, których tak bardzo szukaliśmy. Wyglądało to jednak trochę jak opuszczone miasto.

chinatown

 

Opuszczone miasto

Oczywiście przesadzam, bo miasto nie było ani opuszczone, ani opustoszałe, ale jednak KAŻDA restauracja, do której zmierzaliśmy okazywała się być zamknięta. A było ich tam całkiem sporo. A jak już jedna okazała się otwarta, to właściciel na migi i po włosku dawał nam znać, że mają zamknięte. Próbowałam go spytać czy to jakieś święto, ale nie bardzo mogliśmy się dogadać :-) Zaczęło do mnie docierać, że nawet w tak dużym, kosmopolitycznym mieście nadal obowiązuje Siesta, choć Paweł nie dowierzał :) (Siesta jest tylko w Hiszpanii!)

 

Siesta

Zapomniałam o istnieniu siesty we Włoszech tylko dlatego, że siesta którą pamiętam oznaczała zamknięte WSZYSTKO. W tym czasie nie można było kupić nawet wody, obowiązywała siesta i już. Tu zamknięte były tylko restauracje. Postanowiliśmy więc wypić kawkę (i colę), zjeść croissanta (znów) i odsapnąć chwilę. Tam przemiły, mówiący po angielsku kelner potwierdził moje przypuszczenia („We Włoszech wszystkie restauracje są czynne tylko do 15…. …. a później otwierają się dopiero koło 19″). Mieliśmy więc sporo czasu na zwiedzanie i podziwianie kunsztu włoskich kierowców :)

dziwne-skrzyzowanie

 

Kunszt Włoskich Kierowców.

Parkowanie we Włoszech i w Hiszpanii to już chyba legenda. Poobijane samochody wyjeżdżają tylko dzięki uprzejmości kierowcy, który parkując z przodu i z tyłu pozostawił samochód bez ręcznego. Niestety nie udało nam się tego zaobserwować  :( faktycznie samochody parkowały wszędzie, stawały na środku drogi, na pasach, żeby kogoś wysadzić (w Wa-wie zostaliby strąbieni na amen!) i nikt z tego nie robił afery. Co ciekawe, zauważyliśmy jedno „puknięcie” – gość, mimo, że miał bardzo dużo miejsca z przodu podjechał do samochodu z tyłu aż do charakterystycznego „puknięcia” i dopiero odjechał odrobinę – jakby na tej podstawie, a nie na podstawie odległości widzianej w lusterkach, była tu mierzona odległość między samochodami.

Próbowaliśmy też odkryć inne prawidłowości specyficznego ruchu drogowego i pogmatwanych uliczek, jednak bezskutecznie. Wygląda jednak, że te prawidłowości istniały, bo ludzie jeździli jakimiś utartymi schematami :)

Dopiliśmy kawę i z przerażeniem odkryliśmy, że kawa we włoszech jest tańsza niż cola – za 0,33 zapłaciliśmy chyba 3,50 euro :-) za Latte Macchiato na LOTNISKU zapłaciłam €1,50.  (nigdy nie zamawiajcie Kawy prosząc o „Latte” we Włoszech – to na szczęście już wiedziałam :P ). Poszliśmy czy pojechaliśmy gdzieś dalej, stwierdzając, że do 19 mamy dość dużo czasu na zwiedzanie – trafiliśmy w końcu do jakichś dużych murów z wieżami. Pomyślałam, że to pewnie Castello Sforzesco, okazało się jednak, że to…

Cimetro Monumentale

Cimetro, Cimetro… wchodzimy na Cmentarz? Pomyśleliśmy… tak, to był cmentarz. ale nie jakiś-tam cmentarz. Tego się nie da opisać. Wyglądało jak pałac, a na dziedzińcu różnorodne kapliczki, statuetki i w końcu… „tradycyjne” nagrobki. Zaczynam rozumieć dlaczego ludzie chcą zwiedzać cmentarze. Najstarszy jaki udało mi się dojrzeć nagrobek był z 14xx roku. Przy wejściu na murze oraz w środku wielkiej budowli otaczającej cmentarz były urny, rozległe alejki żwirowe między nawet kilkumetrowej wysokości nagrobkami mieszczącymi całe włoskie familie przypominał raczej małe miasto.

historyczne Wzmianki

Obecnie przeznaczony do chowania ważnych osobistości, został zaprojektowany i wykonany przez Carlo Maciachini w latach 1863 – 1866. Otwarty dla publiczności 1 stycznia 1867 miał na celu zastąpienie starych dzielnicowych cmentarzy mediolańskich. Cimitero Monumentale stał się cmentarzem burżuazji ambrozjańskiej owej epoki i po dziś dzień można znaleźć na jego 200 tys. metrach kwadratowych nagrobki, pomniki, kapliczki, które reprezentują architekturę i rzeźbę końca dziewiętnastego wieku.

Znaczenie artystyczne

Na Cimitero Monumentalne składają się różne budowle, które odzwierciedlają eklektyczne gusty późnego dziewietnastowiecza, charakteryzującego się różnorodnością styli, wśród których: pseudoromatyczno – lombardzki, toskański i bizantyjski. Szeroki dwubarwny front to Famedio – z łacińskiego, Famae Aedes, czyli Dom Sławy, skonstruowany na planie krzyża, do którego wchodzi się przez długą rampę schodów, gdzie znajdują się groby słynnych mediolańczyków, wśród których: Alessandro Manzoni, Carlo Cattaneo, Arturo Toscanini i Salvatore Quasimodo.

Ciekawostki

Bogactwo pomników tworzy dziedzictwo artystyczne tak wielkie, ze można tu mówić o Cmentarzu jako o muzeum, którego zarząd organizuje również wystawy i przedstawienia na skale światową.

(źródło: http://www.mediolan.pl/Budynki/cimitero_monumentale.htm )

centarz centarz2

  casanova

cmentarz5

Wyszliśmy z cmentarza i postanowiliśmy iść dalej, a gdy nogi odmówiły nam posłuszeństwa sięgnęliśmy po mapę, żeby zorientować się gdzie jesteśmy. Planowaliśmy początkowo pojechać do hotelu, wziąć prysznic i się zrelaksować przed „nocnym życiem” (i obiadem:) ), ale tak się złożyło, że tramwaj do Castello podjechał pierwszy. Do trzech razy sztuka – pomyśleliśmy i pojechaliśmy oglądać zamek.

Castello Sforzesco / Zamek Sforzów

Wybiła godzina 17 i to był czas zajmowania miejscówek na powrotną drogę Lufthansą. Kiepsko się jednak e-odprawia bez Internetu :) namierzaliśmy więc co chwilę, czy aby przypadkiem nie ma żadnego Wi-Fi :) W końcu się udało, właśnie przy Castello Sforzesco – jakaś restauracja tam miała… Juhu!

 

  castellosforzesco

No ale weszliśmy na zamek, byłoby tam bardzo fajnie, gdyby nie tłumy turystów, które sprawiły, że bardziej koncentrowałam się na „przedzieraniu” się przez tłum niż na oglądaniu murów :) było po 17, więc muzea wewnątrz zamku już były pozamykane, ale mimo wszystko uważam, że warto było to obejrzeć. Zaczepił nas tam friend from afrika:

- Hey playboy! Playboy… this if a gift for you… for luck!

… czy oni do cholery zawsze muszą to robić?

- Hey, Shakira. Take it, this is a gift for me. No money no problem.

Nim się obejrzałam nasz Afrykański przyjaciel wiązał mi już plecioną z niteczek cieniutką bransoletkę na ręce. Wzięłam Pawła za rękę i pociągnęłam za sobą do przodu, bo już mu się zdążył pochwalić jak ma na imię :) Na szczęście gość szybko odpuścił, ale mogło być różnie.

 

 

Oprócz turystów wszędzie było pełno ludzi z flagami AC Milan. Na tyłach zamku rozpościerał się śliczny park, gdzie grupa dorosłych facetów grała w futball :) Ten futbolowy klimat miasta można było z łatwością poczuć. Przeczuwaliśmy, że trwa właśnie jakiś mecz – albo będzie trwał. W parku usiedliśmy jeszcze na ławce, ale zbierało się na deszcz, więc zmyliśmy się w powrotną stronę. Tam WRESZCIE udało nam się znaleźć otwartą restaurację (dość sporą, widać, że nastawioną na turystów …) i zjeść pizzę.

capriciosa

 

Później przeczytaliśmy, że firma z Nowego Yorku… Ale pizza włoska, potwierdzam latami doświadczeń! ;-) Po pysznej obiado-kolacji udaliśmy się do metra celem dostania się do Duomo.

 

parkcastello

Duomo

Weszliśmy do metra i zobaczyliśmy ewidentnie jakichś sanitariuszy, obok nich stała maszynka do elektrowstrząsów, na górze stały tłumy, kilka osób przeglądało chyba nagrania z wydarzeń w metrze. Trudno to było opisać, ale mieliśmy wtedy jeden cel – dostać się na dół. Okazało się, że jest to możliwe. Odnaleźliśmy swoją linię metra (czerwoną). Po drugiej stronie stał tłum ludzi i dużo policjantów w niebieskich kaskach na głowach… ciekawe co tu się stało?

W sumie przez dobre 20 minut siedzieliśmy w metrze, ale ponieważ nikt inny nie wychodził siedzieliśmy tam :)

 

Na twarzach niektórych widać było zniecierpliwienie. Z megafonów co jakiś czas nadawali jakieś komunikaty, których my, rzecz jasna, nie rozumieliśmy. Czasem takie komunikaty kończyły się oklaskami. W którymś z nich zrozumiałam, że za kilka (lub pięć) minut wznowią ruch. Po dłuższym czasie pojawiło się jeszcze ok 6-7 policjantów po naszej stronie, to był znak, że za chwilę podjedzie metro. Zastanawialiśmy się czego się spodziewać – jakichś ogromnych tłumów kiboli czy co? Przyjechało prawie puste metro i nic nie wskazywało na to, aby miało być niebezpiecznie. :)

metro-polizei metro2

 

Duomo – chyba największy symbolu Mediolanu :) To podobno największa na świecie katedra gotycka i trzeba jej przyznać, że wymiary to ona ma zapierające dech w piersiach. Na tamte czasy to musiał być kolos… Teraz to jest pikuś wybudować coś dużego, z dużych, powtarzalnych elementów, a ta katedra… te zdobienia, mmm! Ta misterna robótka trwała pięć wieków od 1386 do 1813.

duomo duomo2

Wnętrza nie zwiedziliśmy, bo było już dość późno, a ogólnie, to wychodząc z metra słyszeliśmy hałas trzaskanego szkła i wielkie poruszenie (było coś koło 20:00-20:30 ) Na schodach leżały puste potrzaskane butelki po piwie, więc patrzyłam uważnie, czy aby jakaś nie leci w moją stronę… Ale wbrew pozorom było spokojnie. Po przeciwnej stronie od katedry stał wielki telebim a na nim rozgrywał się mecz. Obok statua była oblepiona kibicami. Słychać było owacje, „wuwuzele” i inne takie. Obcykaliśmy te fotki na szybko i szliśmy ostrożnie, bo pod nogami słychać było kruszące się szkło.

Na całym placu 2-3 osoby zamiatały te śmieci na kupki. Było też kilku obwoźnych sprzedawców piwa w szklanych butelkach. Wyobrażacie sobie u nas imprezę masową ze szklanymi butelkami i bez ochrony?? No własnie – to byłaby chyba masakra…

tluczone-szklo ac-milan acmilan2

 

 

 

Udaliśmy się do Galerii Wiktora Emanuela II, czyli najstarszej Mediolańskiej galerię handlową :-) Niestety sklepy były już zamknięte, bo Paweł obiecał mi jakąś małą torebeczkę na pamiątkę;-)))

duomo3 szoping

 

Zrobiliśmy jeszcze krótki spacerek i wróciliśmy do metra – tym razem na żółtą linię, żeby wrócić na dworzec kolejowi i stamtąd już rzut beretem nasz hotel.

Padliśmy jak muchy koło 22 :-)

W planach była poranna pobudka i Bergamo. Wstaliśmy. Pogoda do kitu. Deszcz pada i ogólnie tak słabo…

Trzeba przyznać, że trochę za długo przekimaliśmy i koło 9:30 szliśmy na śniadanie. Wyjechaliśmy z hotelu koło 11, na dworzec. Tam poszukiwanie busów do Bergamo. Chcieliśmy się dowiedzieć od razu o drogę powrotną, czy dojazd z lotniska Bergamo (tylko takie były) do centrum, albo połączenie Bergamo -> Malpensa ale bezskutecznie.

Ogólnie nie uwzględniliśmy jednej rzeczy w naszych planach – w niedzielę busy kursują dużo rzadziej…  Gdy dojechaliśmy do lotniska w Bergamo wykalkulowaliśmy, że możemy być w centrum Bergamo jakieś 15 minut, bo inaczej nie załapiemy się na sensowny bus do Malpensy. Wypiliśmy więc kawkę (tzn ja kawkę, bo Paweł nie pije kawki) i pojechaliśmy bezpośrednio na lotnisko w Malpensie.Na przystanku autobusowym w Bergamo zaczepił nas Polak, który mieszkał niedaleko od 4 lat i ze względu na wypadek samochodowy i leczenie przeprowadził się do Włoch. Później jednak okazało się, że coś mu nie wyszło, bo nie wsiadł z nami do autobusu ;) Po drodze oglądaliśmy góry i panoramy mijanych miast i miasteczek.Na lotnisku zjedliśmy po kawałku pizzy (2 kawałki pizzy i pepsi kosztowały tyle, co jedna cała i dużo lepsza w Mediolanie :( ) a później oglądaliśmy starty i lądowania samolotów. Pogoda już była całkiem bezchmurna i cudowna.

Warszawa powitała nas deszczem.

 

Podsumowanie wydatków:

  • Lot WAW-MXP-WAW: 172,66 zł / 1 os
  • Hotel:  98,06 zł / 1 os
  • bilet Malpensa-> Mediolan: 7,00 EUR / 1 os
  • bilet komunikacja 24h Mediolan: 3,00 EUR / 1 os
  • Autobus Mediolan -> Bergamo: 9,90 EUR / 1 os
  • Autobus Bergamo -> Malpensa: 18,00 EUR / 1 os 
  • obiad pizza + piwo: 65,95 zł / 1 os
  • napoje itp. drobne wydatki: 12,50 EUR / 1 os
    • SUMA (kurs €1 = 3,93 zł): 535,24 zł

Do zwiedzenia we Włoszech pozostaje mi:

- Capri

- Sycylia

- Pisa

- Neapol

Zobacz wszystkie zdjęcia:

  1. Trudno było znaleźć ten post w google, stronka ciekawa, zasługuje na większy ruch. Pozycjonowanie w 2015 stało się bardzo trudne, jest coś co ci się napewno przyda, poszukaj sobie w google – niezbędnik dla każdego webmastera

Zostaw komentarz