USA 2012: Floryda

Klimat Miami zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Był już wieczór i dojechaliśmy do South Beach autobusem nr 150. Tam trochę się naszukaliśmy, ale trafiliśmy na całkiem przyzwoity hotelik: Harrisson’s. Tyle, że zepsuła im się maszynka do kluczy (kart) i recepcjonistka oznajmiła, że będzie nas za każdym razem wpuszczać.

Zostawiliśmy bagaże i poszliśmy poszukać czegoś do jedzenia. Nieopodal była włoska restauracja ze smaczną, włoską pizzą. Później ruszyliśmy na misję spalanie pizzy i tak doszliśmy aż do North Beach. Klimat Miami Beach jest typowo… turystyczny, a do tego wreszcie typowe amerykańskie samochody – było co oglądać!

W powrotnej drodze kupiliśmy coś do picia i wróciliśmy już taksówką do hotelu. Padliśmy jak muchy koło północy, więc nie nastawialiśmy budzika – byliśmy pewni, że się obudzimy sami wystarczająco wcześnie…
- Ewa, wstawaj!
- po co mnie budzisz? – byłam nieco wściekła, jak zawsze, gdy się mnie budzi rano.
- Bo jest 12!

Zebraliśmy się na śniadanio-obiad z ogromnym drinkiem, a później na plażę… byliśmy już lekko wstawieni. Miło było dla odmiany powygrzewać się na plaży – w Chicago przez ten wiatr było jednak zimno.

p1110134

Nieco później, w sklepie z pamiątkami kupujemy kartki. Przy kasie facet pyta, czy chcemy dokupić znaczki do Europy. Skąd wiedział, że do Europy?!
- Mam trochę doświadczenia – odpowiedział. Pewnie nikt, poza oldschoolowymi Europejczykami nie wysyła już kartek w XXI wieku. Lubię myśl, że pod tym względem bywam tradycjonalistką. Później miało być balowanie, ale nas ścięło z nóg i padliśmy bardzo wcześnie spać.



style="display:inline-block;width:750px;height:100px"
data-ad-client="ca-pub-4191658208175156"
data-ad-slot="8615748214">

Następnego dnia ogłosili zwycięstwo Obamy. A więc to koniec kampanii wyborczej w USA. Kraj świętuje – no, może nie cały – a my szukamy samochodu w jakiejś sensownej cenie. Jest to dość problematyczne, bo jest wiele ukrytych opłat, ale w końcu, z bólem serca się udaje. Cel: Key West.

Key West, to najdalej wysunięta na Południe wyspa Stanów Zjednoczonych należących do Florida Keys. Małe wysepki połączone zostały trasą i tym samym amerykanie zaczęli nazywać Keywest najdalej wysuniętym na południe punktem kontynentalnym USA.

dsc01116


style="display:inline-block;width:750px;height:100px"
data-ad-client="ca-pub-4191658208175156"
data-ad-slot="8615748214">


dsc01258

Jedziemy przez Miami międzystanową jedynką, obok biegnie płatna autostrada, ale nie chcieliśmy płacić za urządzanie i-pass, a na tej podobno nie jest możliwe płacenie gotówką. Cieszymy się jednak, że nie jedziemy płatną, bo dzięki temu możemy zobaczyć Downtown w Miami. Dzień wcześniej próbowałam znaleźć miejsca w których kręcony jest Dexter, ale okazało się, że wcale nie jest kręcony w Miami – co za kłamstwo i mistyfikacja! Jesteśmy zawiedzeni. Radość z jechania „na około” kończy się kilka minut później, gdy wjeżdżamy w ogromny korek i tym samym droga znacznie się wydłuża, a później… zupełnie powszednieje. Po drodze mijamy wiele hurricane shelters – od razu widać, że to Floryda. Od razu na myśl przychodzi nam Sandy, która w tym czasie po raz drugi nawiedza Nowy Jork. Trochę później mijamy potrąconego szopa pracza – to był pierwszy szop pracz, którego widziałam (o ironio) na żywo, ale widzieliśmy też żywe zwierzęta – przy drodze biegały sarny, a na niebie skrzydła rozpościerały orły. Zalane pobocza wyglądały jak idealne miejsce dla aligatorów.


Wjechaliśmy na Key Largo – pierwszą wyspę Florida Keys. Od tego momentu mieliśmy do Key West jeszcze 92 mile (ok 2 godziny). Widoki były niesamowite – zawieszona nad oceanem trasa przecinana co chwilę małymi wysepkami i najbardziej niesamowity widok - Seven Miles Bridge (most siedmiomilowy), z którego rozciąga się widok na Ocean Atlantycki i Zatokę Meskykańską, a w najwyższym punkcie osiąga wysokość 19,5 m., a tuż obok (po prawej) przebiega jego starsza wersja, która robi na nas ogromne wrażenie – ponad dwustuletni most wygląda, jakby miał zamiar się zawalić od najbliższej fali i miejscami już tak się dzieje.

dsc01149

W końcu docieramy do Key West. Zachód słońca wisi w powietrzu. Błądzimy szukając hotelu i okolica średnio nam się podoba – zastanawiamy się po co w ogóle tu przyjechaliśmy. Gdy jednak docieramy do DownTown, gdzie znajduje się nasz hotel, już wiemy, że warto było!

dsc01219

Zostawiamy bagaże i wychodzimy na obiad. Wszędzie muzyka na żywo! Budynki/domy wyglądają tu tak, jakby czas się zatrzymał. Jest pięknie! Spontanicznie decydujemy na zakup wycieczki na Fort Jefferson – tam znajduje się Park Narodowy Dry Tortugas. Kosztuje około 900zł / osobę, ale nurkowanie w tamtym miejscu może być dla nas bardzo ciekawe.

Przed wyjazdem jemy śniadanie przy plaży i oglądamy z zewnątrz Dom Ernesta Hemingwaya. Widać stamtąd latarnię morską, więc zastanawiam się, czy to ona posłużyła mu jako inspiracja do „Stary Człowiek i Morze”?

dsc01322

Później nieco błądzimy i ledwo zdążyliśmy na lotnisko. Dostaliśmy tam turystyczną lodówkę z wodą, płetwy i – kto nie miał, dostawał również maskę z rurką. My mieliśmy swoją. Później wsiadamy do wodolotu i lecimy w górę. Key West z góry wygląda ślicznie, a w słuchawkach rozlega się głos pilota, który doskonale opowiadał o tym, co mijamy. Lecieliśmy całkiem nisko, więc widzieliśmy małe żaglówki, rafy a nawet zatopiony statek. Myślę, że kiedyś tam wrócimy – właśnie ponurkować.

fort-jefferson

Dolatujemy na miejsce. Kiedy Hiszpania sprzedała Florydę Stanom, amerykańska marynarka chciała ukrócić działania piratów na Karaibach. Szukali dobrego miejsca, aby zbudować fortyfikacje, jednak początkowo Dry Tortugas zostały ocenione jako nie nadające się do postawienie czegokolwiek – wystające niewiele ponad brzeg oceanu, bez wody pitnej zdaniem Komandora Portera nie nadawały się. Jednak politycy chcieli tam wybudować latarnię i tak na Bush Key (później Garden Key) wybudowano małą latarnię i mały biały dom dla latarnika. Kilka lat później Komandor John Rogers wydał inną opinię o Dry Tortugas i tak powstał sześcioramienny budynek a system kanałów i zbiorników miał za zadanie zbierać i przechowywać wodę deszczową. Niestety w praktyce mury były zbyt ciężkie, więc pęknięcia zbiorników powodowały dostawanie się słonej wody do środka. Przebywało tutaj 4 więźniów skazanych za zabójstwo Abrahama Lincolna.


style="display:inline-block;width:750px;height:200px"
data-ad-client="ca-pub-4191658208175156"
data-ad-slot="4045947813">


Po serii kilku huraganów i epidemii żółtej gorączki Ford został opuszczony. Ponad 30 lat później wyznaczono tutaj rezerwat ptaków, który istnieje do dziś – na ten fragment wyspy jest zakaz wstępu i z daleka widać chmurę ptaków. Niezły widok.

dsc01461

Fort można było obejrzeć w 10-15 minut. Później szukaliśmy odpowiedniego miejsca na snorkling. Niestety pogoda nam nie dopisała, bo woda była bardzo mętna. Wróciliśmy wieczorem, nieco zawiedzeni, bo z całej wycieczki najlepszy okazał się lot.
Czasu już mieliśmy niedużo, więc tylko poszliśmy zjeść kolację i ruszyliśmy w stronę Miami, gdzie mamy zarezerwowany hotel tuż przy lotnisku.

Żegnamy się z ciepłą Florydą. Jutro Nowy Jork.

dsc01592 dsc01593
Floryda

68 Zdjęcia

Zostaw komentarz